Chciała nakarmić dziecko w restauracji bez zamawiania. „Takie matki są bardziej wartościowe niż reszta społeczeństwa”
Czy karmiąca mama powinna móc liczyć na odrobinę wyrozumiałości w restauracji? Jedni mówią, że wystarczy zwykła ludzka życzliwość, inni odpowiadają, że obecność dziecka nie daje rodzicowi specjalnych praw.

„Zapytałam i pożałowałam” – tak zaczyna swoją relację mama prowadząca profil @mamadopotegi3. Kobieta, która wybrała się z dzieckiem na krakowski rynek, weszła do przypadkowej restauracji i zapytała kelnera, czy mogłaby nakarmić tam piersią swoje dziecko. Usłyszała, że nie, bo pracownik mógłby mieć z tego powodu problemy. Nagranie wywołało gorącą dyskusję, a wielu komentujących stanęło po stronie restauracji.
„Zapytałam i pożałowałam”
Autorka rolki nie ukrywa, że reakcja kelnera była dla niej przykra. Jak relacjonuje, nie chciała robić w restauracji niczego niezwykłego – potrzebowała jedynie miejsca, w którym mogłaby nakarmić dziecko.
Po publikacji nagrania szybko pojawiły się jednak głosy, że skoro kobieta chciała usiąść w lokalu, powinna przede wszystkim coś zamówić. Internauci zwracali też uwagę, że mogła znaleźć inne miejsce, na przykład ławkę, których na krakowskim rynku i w okolicach nie brakuje, Sama mama odniosła się do tych zarzutów w opisie filmu.
„Dziękuję za wszystkie cenne rady, że powinnam coś zamówić, a nie bezczelnie oczekiwać, że ktoś pozwoli mi zająć jedno krzesło, kiedy prawie wszystkie były wolne. Dziękuję za wskazówki – że mogłam na ławce, że nie powinnam oczekiwać, że ktoś mi pomoże” – napisała.
Jej zdaniem problem jest jednak znacznie szerszy niż jedno krzesło w restauracji.
„Wydaje mi się, że podstawą naszego świata, naszej koegzystencji, naszego bytu jest pomaganie sobie nawzajem – wtedy jest piękniej, lepiej, zdrowiej i szczęśliwiej” – przekonuje.
Dodaje, że coraz częściej ma wrażenie, jakby ludzie żyli na dwóch różnych planetach.
„To, co mnie wydaje się ludzkie i normalne, Wam wydaje się zbyt wygórowane, nienormalne i wręcz godne potępienia” – napisała.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
„Świat nie kręci się wokół twojego dziecka”
Pod rolką szybko rozpoczęła się dyskusja o tym, czy karmiąca mama może oczekiwać od restauracji wyjątku. Część osób ją wsparła, ale wiele komentarzy było zdecydowanie krytycznych.
„Świat nie kręci się wokół twojego dziecka, a dura lex sed lex. Durne jest w ogóle pytanie, czy mogłabyś coś takiego zrobić. To twój obowiązek nakarmić i przewinąć dziecko tak, aby nie obciążać swoimi obowiązkami i problemami innych ludzi” – napisał jeden z internautów.
Inna osoba zapytała:
„A gdyby tak nie obciążać innych swoimi obowiązkami? A jakby ktoś przechodził obok twojego mieszkania i spytał, czy może zjeść u ciebie przy stole, to byś wpuściła?”.
Jeszcze ktoś inny poradził mamie wprost:
„Karm w domu albo noś butelkę. Czemu wy próbujecie wszystkich naginać do swojej woli? Dziecko nie nadaje ci specjalnego statusu społecznego”.
I właśnie kwestia „specjalnego statusu” wywołała jedną z ciekawszych wymian pod nagraniem.
„Matki karmiące to skarb”
Jedna z internautek stwierdziła, że sama nie pytałaby o zgodę. Jej zdaniem wystarczyłoby usiąść, nakarmić dziecko i ewentualnie zamówić wodę.
„A ja bym nie pytała, tylko bym usiadła i nakarmiła, ewentualnie zamówiła wodę. Matki karmiące to skarb, trzeba szanować i wspomagać, jak się da” – napisała.
Inna osoba odpowiedziała, że takie zachowanie mogłoby skończyć się wyproszeniem z lokalu.
„I zostałabyś wyproszona, gdyby jednak ktoś się doczepił. Nie wiem, skąd ta roszczeniowość. Matki karmiące są takimi samymi szarymi ludźmi jak wszyscy inni” – czytamy w komentarzu.
Odpowiedź była jeszcze bardziej stanowcza.
„Nieprawda, że są takimi samymi ludźmi. Troszczą się o małą dzidzię, cud życia. A gdybym została wyproszona, to i tak bym nie wyszła. Poza tym, gdybym zamówiła napój, gó*no mogą mi zrobić. A nawet gdybym nie zamówiła, trzeba być sku***em, żeby wyprosić karmiącą matkę” – odpisała internautka.
Kobieta poszła jeszcze dalej, przekonując, że mamy karmiące są bardziej wartościowe od innych ludzi właśnie dlatego, że wykarmiają dzieci własnym ciałem.
Wyjątek czy roszczenie?
Sama autorka rolki zaznacza, że nie chciała „robić dramy” ani piętnować konkretnej restauracji. Twierdzi, że chodziło jej o zwrócenie uwagi na potrzebę zwykłej ludzkiej życzliwości.
„Ta rolka powstała nie po to, żeby robić dramę, piętnować, ale po to, żeby uświadamiać, uwrażliwiać, że świat to nie sztywne zasady, tylko czasem też wyjątki, to nie liczby, tylko ludzie, i że każdy z nas był kiedyś dzieckiem” – tłumaczy.
Trudno jednak nie zauważyć, że jej historia uruchomiła dokładnie ten sam spór, który regularnie wraca w dyskusjach o rodzicielstwie. Czy obecność małego dziecka powinna sprawiać, że inni ludzie mają obowiązek być bardziej wyrozumiali? Czy przeciwnie – rodzic powinien tak organizować życie z maluchem, aby możliwie najmniej angażować w nie obcych?
W tej historii są zresztą dwie różne kwestie. Czym innym jest prawo mamy do nakarmienia głodnego dziecka, a czym innym oczekiwanie, że prywatny lokal udostępni jej miejsce bez zamawiania czegokolwiek. Można uważać, że kelner mógł zachować się bardziej życzliwie, a jednocześnie uznać, że nie miał obowiązku zgodzić się na taką prośbę.
Być może właśnie tego zabrakło w całej tej dyskusji – przekonania, że można sobie wzajemnie pomóc, ale nie każda odmowa musi być od razu brakiem empatii. Z drugiej strony zwykła ludzka życzliwość również nie powinna być traktowana jak coś, co rodzicowi automatycznie się należy.
Zobacz także: Zablokowała dziecięcym wózkiem przejście w pociągu. Matka: „Mam prawo do komfortu, a przeżyłam lincz”