Reklama

Większość z nas podczas codziennych wizyt w sklepach spożywczych odruchowo sięga po jednorazowe rękawiczki foliowe lub specjalne szczypce, kiedy wybiera chrupiące pieczywo na śniadanie czy kolację. Ostatnio koleżanka opowiedziała mi o sytuacji, której była świadkiem przy dziale z bułkami w jednym z popularnych marketów, i do teraz nie może wyjść z szoku z powodu ludzkiej bezmyślności.

Rozegrała się tam oburzająca scena: pewien mały chłopczyk z wielkim zaangażowaniem wyciągał z koszy kolejne bułki, dotykał je i przekładał z miejsca na miejsce, a jego mama tylko się uśmiechała, traktując stoisko z pieczywem jak darmowy plac zabaw.

Kiedy pracownica sklepu podeszła i poprosiła o upilnowanie dziecka, kobieta rzuciła rozbrajającym tekstem, że przecież maluch ma czyste rączki i nie ma sensu robić afery o kawałek chleba. Ta historia to świetny dowód na to, jak bardzo niektórzy dorośli potrafią ignorować podstawowe zasady higieny i kultury w miejscach publicznych dla własnej wygody.

Zabawa przy koszach z pieczywem. Stoisko samoobsługowe stało się strefą rozrywki

Całe to kłopotliwe zdarzenie miało miejsce w godzinach popołudniowego szczytu, kiedy w sklepie kłębiły się tłumy zmęczonych ludzi wracających z pracy. Koleżanka stała z koszykiem tuż obok wielkich witryn z pieczywem i wybierała kajzerki, gdy jej uwagę przykuł głośny, radosny pisk. Około trzyletni chłopczyk stał na paluszkach i obiema dłońmi przekładał bułki w najniższym koszu. Maluch wkładał ręce głęboko między chleby, wyjmował kajzerki, a potem z powrotem wrzucał je do przegródki, bawił się w chowanie drożdżówek i rozsypywał okruchy po całej posadzce.

Jego mama stała tuż obok, spokojnie przeglądała gazetkę promocyjną i co chwilę zerkała na syna z szerokim uśmiechem, kompletnie nie reagując na to, co dzieje się z towarem przeznaczonym dla innych ludzi. Dla tej kobiety widok dziecka macającego jedzenie był po prostu uroczym, niewinnym obrazkiem, którym warto się zachwycać, zamiast natychmiast przerwać tę mało higieniczną zabawę. Inni klienci zaczęli wymieniać między sobą zszokowane spojrzenia, a atmosfera przy pieczywie zrobiła się bardzo gęsta.

Awantura przy dziale z pieczywem. Ostry komentarz matki o czystych rączkach malucha

W pewnym momencie do witryny podeszła młoda pracownica marketu, która akurat dokładała świeżą partię chleba z pieca. Widząc, co wyprawia chłopczyk, zwróciła się do jego mamy bardzo spokojnym i kulturalnym głosem, prosząc, żeby zabrała dziecko od koszy, ponieważ te dotknięte bułki nadają się już tylko na straty. A mama co na to? Zmierzyła ekspedientkę wzrokiem od stóp do głów i wysyczała, że pracownica powinna zająć się swoją robotą, a nie czepiać się bezbronnego dziecka.

Dodała też bez żadnej żenady, żeby kobieta dała dziecku się pobawić, bo synek ma przecież czyste rączki, przed wejściem do sklepu wycierali je chusteczką, więc nikomu nic się nie stanie od odrobiny zabawy. Kiedy ekspedientka próbowała tłumaczyć, że przepisy sanitarne i regulamin sklepu kategorycznie zabraniają dotykania jedzenia gołymi rękami, klientka zrobiła jeszcze większy dym. Zaczęła krzyczeć, że sklep tylko szuka pretekstu, żeby naciągać ludzi na koszty, a ona płaci za zakupy i ma prawo oczekiwać, że nikt nie będzie jej przeszkadzał. Po tej tyradzie ostentacyjnie odeszła w stronę kasy, zostawiając pomacane pieczywo w koszu.

Higiena w miejscach publicznych. Gdzie kończy się pobłażliwość, a zaczyna brak kultury?

Ta skandaliczna scena z marketu spożywczego to niestety kolejny przykry przykład na to, jak bardzo współczesne pokolenie rodziców potrafi zatracić granicę między tym, co wolno dziecku w domu, a jak należy zachowywać się wśród obcych ludzi. Wielu dorosłych wychodzi z założenia, że w imię dawania maluchom pełnej wolności, można przymykać oko np. na niszczenie towaru i lekceważenie innych klientów.

Wymówka o czystych rączkach to pójście na łatwiznę i totalny brak elementarnej kultury w przestrzeni publicznej. Mały chłopczyk zamiast mądrej lekcji o tym, że jedzenia się nie niszczy i szanuje się pracę innych, zyskał przekonanie, że jemu wolno wszystko, a każda uwaga dorosłego to atak. Nie udawajmy, że takie zachowania są w porządku, i w podobnych sytuacjach zacznijmy głośno oraz asertywnie reagować.

Zobacz też: Wycie i rzucanie rowerkiem na środku Lidla. Kasjerka nie wytrzymała: „Takich rodziców i dzieci nie powinni wpuszczać do sklepu”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...