Reklama

Odkąd pamiętam, w moim rodzinnym domu zapach domowego, ciepłego posiłku był symbolem miłości, troski i bezpieczeństwa, a nie jakimś przykrym obowiązkiem, który można bezdusznie zrzucić na szkolną stołówkę. Dzisiaj, jako mama dwójki dzieci, nie wyobrażam sobie dnia, w którym moje maluchy wróciłyby ze szkoły najedzone masową, bezosobową zupą ze wspólnego kotła, podczas gdy w domu na stole nie czekałby na nie świeży obiad ugotowany moimi własnymi rękami.

Dla mnie to jest po prostu wielki wstyd, jeśli dorosła, sprawna kobieta nie potrafi lub po prostu nie chce ugotować porządnego posiłku dla własnej rodziny, czekając, aż państwo zrobi to za nią za darmo. Finansowanie obiadów wszystkim uczniom z naszych podatków to tworzenie społeczeństwa roszczeniowego, w którym rodzice stają się jedynie pionkami, a nie prawdziwymi opiekunami dbającymi o domowe ognisko.

Domowy obiad to fundament i najpiękniejsza tradycja każdej rodziny

Nie rozumiem, dlaczego współczesny świat próbuje nam wmówić, że codzienne gotowanie dla dzieci to udręka i strata czasu, którą należy jak najszybciej wyeliminować za pomocą państwowych dotacji. Wspólne jedzenie posiłku po powrocie ze szkoły to najważniejszy moment naszego dnia, czas, kiedy siadamy razem przy stole, rozmawiamy o ocenach, o problemach w klasie i po prostu jesteśmy blisko siebie. Posiłek przygotowany przez mamę ma zupełnie inny smak, bo stoi za nim uwaga, znajomość smaków własnego dziecka i chęć podarowania mu tego, co najlepsze i najzdrowsze.

Szkolna stołówka, choćby nie wiem jak nowoczesna, nigdy nie zastąpi dziecku ciepła rodzinnego domu i poczucia, że ktoś na nie czekał z ciepłą zupą. Darmowe obiady dla każdego, bez względu na to, czy rodzice zarabiają mało, czy pękają od nadmiaru gotówki, to odbieranie nam tej pięknej tradycji i sprowadzanie matki do roli kogoś, kto tylko rano wypycha dziecko za drzwi. Jeśli od małego będziemy uczyć dzieci, że jedzenie dostaje się w szkole z automatu, to wyrosną one w przekonaniu, że dom to tylko sypialnia, a rodzina nie musi o siebie nawzajem dbać w tak podstawowych sprawach jak codzienne wyżywienie.

Finansowanie posiłków bogatym to niesprawiedliwość społeczna

Kolejną kwestią, która budzi mój głęboki sprzeciw, jest absurdalne założenie, że darmowe posiłki miałyby przysługiwać absolutnie każdemu uczniowi, bez względu na status materialny jego rodziców. Rozumiem i w pełni popieram pomoc dzieciom z rodzin ubogich, wielodzietnych czy tych, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej − im państwo ma obowiązek pomóc, by żadne dziecko w Polsce nie chodziło głodne. Ale dlaczego z moich ciężko zarobionych pieniędzy i podatków mają być opłacane obiady dla dzieci lokalnych biznesmenów, dyrektorów korporacji czy ludzi, którzy bez problemu mogą pozwolić sobie na prywatnego kucharza?

To jest rażąca niesprawiedliwość i marnowanie publicznych środków, które zamiast na modernizację sal, lepsze podręczniki czy wyższe pensje dla nauczycieli, pójdą na darmowe kotlety dla rodzin, które tego wsparcia w ogóle nie potrzebują. Jeśli kogoś stać na drogie wakacje, nowoczesny samochód i markowe ubrania dla dziecka, to stać go również na opłacenie szkolnego abonamentu obiadowego lub po prostu na zrobienie zakupów i ugotowanie posiłku w domu. Państwo nie powinno wyręczać zamożnych ludzi z ich podstawowych obowiązków rodzicielskich, bo to prowadzi do sytuacji, w której bogaci stają się jeszcze bardziej roszczeniowi, a budżet oświatowy pęka w szwach od nieprzemyślanych wydatków.

Powrót do odpowiedzialności za wychowanie własnych dzieci

Musimy w końcu głośno powiedzieć, że bycie rodzicem to nie jest tylko dawanie życia, ale przede wszystkim codzienna, ciężka praca, której elementem jest dbanie o to, co nasze dzieci jedzą. Jeśli matka ma czas na przeglądanie internetu, zakupy w galerii czy spotkania z koleżankami, a twierdzi, że nie ma godziny na ugotowanie rosołu czy upieczenie kurczaka, to dla mnie jest to zwyczajne lenistwo i brak odpowiedzialności.

Przestańmy szukać wymówek w braku czasu i nowoczesnym stylu życia, bo nasze prababki pracowały fizycznie w polu, nie miały blenderów ani zmywarek, a na stole zawsze stał ciepły posiłek dla całej gromadki dzieci.

Mądre wychowanie polega na uczeniu dzieci szacunku do pracy rodziców, do wysiłku włożonego w przygotowanie posiłku i do wartości, jakie niesie ze sobą wspólny domowy stół. Nie dajmy się zwariować i nie pozwólmy, by szkoła przejęła każdą sferę życia naszych dzieci, bo na końcu obudzimy się w świecie, w którym instytucje państwowe będą robić wszystko, a rola rodzica ograniczy się do płacenia rachunków. Brońmy tradycji domowego gotowania, bo to właśnie z tych prostych, codziennych gestów rodzi się najsilniejsza więź, której żaden darmowy szkolny posiłek nigdy nie będzie w stanie zastąpić.

Mama Asia


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Wychowujemy pokolenie dzieci na łańcuchu. Sytuacja z komunii najlepszym dowodem”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...