Koleżanki odtrąciły jej córkę, więc im odpłaciła pięknym za nadobne. „Niech smarkule wiedzą, gdzie ich miejsce”
Wiem, że niektóre perfekcyjne mamy uznają moje zachowanie za niedojrzałe, ale prawda jest taka, że dzieci powinny znać swoje miejsce i wiedzieć, że każda podłość w życiu prędzej czy później wraca do człowieka z podwójną siłą.

Przed chwilą położyłam spać moją 7-letnią córeczkę Tosię, która po raz pierwszy od wielu tygodni zasnęła z wielkim, spokojnym uśmiechem na buzi, tuląc do siebie swoją nową zabawkę. Od dłuższego czasu z przerażeniem obserwowałam, jak bezwzględne i okrutne potrafią być małe dziewczynki wobec rówieśniczki, która w jakiś sposób nie pasuje do ich świata. Moja córka jest bardzo wrażliwa, cicha i niestety stała się ofiarą wykluczenia na naszym osiedlu. Koleżanki z bloku po prostu bezczelnie odtrąciły moją córkę, więc w końcu postanowiłam nie przyglądać się temu bezczynnie i odpłaciłam im pięknym za nadobne. Do teraz na wspomnienie tej sceny czuję potężną satysfakcję.
Wszystko zaczęło się w połowie sierpnia, kiedy upały wciąż mocno dawały się we znaki, a dzieci spędzały całe popołudnia na placu zabaw między blokami.
Podwórkowe kliki i łzy w przedpokoju. Małe dziewczynki zbudowały mur wokół mojej Tosi
Na naszym osiedlu rządzi zamknięta grupa trzech dziewczynek z sąsiedztwa, którymi kieruje niesamowicie roszczeniowa, 8-letnia córka sąsiadki z trzeciego piętra. Dziewczynki te wymyśliły sobie, że zbudują pod wielką wierzbą tajną bazę, do której wstęp mają tylko wybrane osoby, najlepiej te z najmodniejszymi zabawkami. Moja Tosia codziennie schodziła na podwórko z nadzieją, że w końcu zostanie zaproszona do wspólnego budowania domków dla lalek czy zabawy w chowanego.
Niestety, za każdym razem spotykała się z murem. Kulminacja tego wszystkiego nastąpiła w minioną środę, kiedy Tosia podeszła do bazy i przyniosła ze sobą swoje ulubione, trochę wysłużone klocki, chcąc się podzielić. Liderka tej małej kliki ostentacyjnie wyrwała jej woreczek, wyrzuciła klocki w błoto i wykrzyczała mojej córce prosto w twarz, że jest biedna, jej zabawki są beznadziejne i ma natychmiast wynosić się z ich terenu, bo psuje im zabawę. Moja córeczka wpadła do mieszkania z potwornym szlochem, rzuciła się na łóżko i przez dwie godziny nie mogła się uspokoić, a we mnie z każdą minutą narastała zimna, kalkulowana wściekłość.
Słodki odwet na osiedlowym skwerze. Luksusowa niespodzianka dała popalić małym złośnicom
Zamiast iść do matki tej rozwydrzonej dziewczynki i wysłuchiwać klasycznych tłumaczeń, że dzieci to tylko dzieci i przecież nic się nie stało, postanowiłam zadziałać inną metodą. Następnego dnia pojechałam do dużego centrum handlowego i kupiłam wielki, różowy namiot ogrodowy z diodami LED, miękkimi poduchami i zestawem najmodniejszych, interaktywnych zabawek, o których marzy każda dziewczynka w tym wieku. W piątek po południu zeszłam z mężem na trawnik, dokładnie po drugiej stronie placu zabaw, i rozstawiliśmy to cudo tuż pod oknami naszych sąsiadów.
Namiot wyglądał jak z bajki, a ja dodatkowo przygotowałam dla dzieci z bloku tacę z babeczkami, owocowymi sokami i kolorowymi tatuażami. Tosia usiadła w środku, zachwycona i dumna, a ja głośno ogłosiłam na całym podwórku, że zapraszamy do naszej nowej super-bazy wszystkie dzieci bez wyjątku, oprócz trzech konkretnych dziewczynek, które nie potrafią szanować innych ludzi. Reakcja tej małej kliki była po prostu bezcenna − stały przy tej swojej zwiędłej wierzbie, patrząc na nasz luksusowy namiot z taką zazdrością i minami pełnymi porażki, że od razu poprawił mi się humor.
Lekcja pokory dla córek sąsiadów. Uczenie dzieci konsekwencji to obowiązek każdego rodzica
W ułamku sekundy cała reszta dzieciaków z osiedla porzuciła tamtą nudną bazę i zbiegła się do namiotu Tosi, by wspólnie bawić się, jeść muffinki i robić brokatowe tatuaże. Te trzy złośliwe smarkule próbowały ukradkiem podejść bliżej i wkręcić się do zabawy, ale Tosia z dumą i asertywnością stanęła w wejściu i powiedziała, że u nas obowiązuje zasada szacunku, więc one dzisiaj muszą posiedzieć na bocznej ławce i przemyśleć swoje zachowanie. Widziałam, jak liderce grupy napłynęły do oczu łzy złości i upokorzenia.
Moje zachowanie może wydawać się komuś kontrowersyjne, ale uważam, że w dzisiejszych czasach zbyt często usprawiedliwiamy rówieśniczą podłość w szkołach i przedszkolach, każąc ofiarom potulnie ustępować dla świętego spokoju. Jeśli od najmłodszych lat nie nauczymy małych egoistów, że za brak empatii i gnębienie słabszych płaci się natychmiastową utratą pozycji w grupie i samotnością, to w wieku czternastu lat te dzieciaki wejdą nam na głowę w okrutny sposób.
Moja córka odzyskała wiarę w siebie, zobaczyła, że mama zawsze stoi za nią murem, a osiedlowe panny dostały najpiękniejszą i najbardziej dosadną lekcję pokory, jakiej nie zapomną do końca życia.
Pozdrawiam całą redakcję Mamotoja,
Kinga
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Niepojęte sceny w Sarbinowie. „9-latek zrobił z rodziców pośmiewisko. Matka ratowała się, jak mogła”