Matki-vintedziary są gorsze niż bazarowe przekupki. „Targowała się o 5 zł, a potem otworzyła spór”
Chciała sprzedać dziecięcą bluzkę za 12 zł. Dostała kilkanaście wiadomości z pytaniami o dokładne wymiary, zdjęcia na dziecku (!), kilka próśb o obniżkę ceny, a na końcu… spór ze strony kupującej po odebraniu paczki. Chociaż na Vinted i innych platformach sprzedażowych można znaleźć prawdziwe perełki, można też przetestować własną cierpliwość.

Kiedyś mówiło się, że na bazarze można utargować wszystko. Dziś część rodziców przeniosła tę mentalność do internetu – nawet jeśli chodzi o używane ubranko za kilkanaście złotych. Czy sprzedażowe platformy, które miały być miejscem dawania ubraniom drugiego życia, stały się polem małych wojenek między kupującymi i sprzedającymi? Rozmawiałam z mamami, które przyznają, że czasem po drugiej stronie ekranu spotykają zachowania, których zupełnie się nie spodziewały.
„Poprosiła o rabat, a potem narzekała, że cena jest za wysoka”
Wśród części użytkowniczek pojawiło się zachowanie, które wiele osób żartobliwie, ale też coraz częściej pogardliwie, nazywa „matkami-vintedziarami”. Nie chodzi o każdą mamę, która korzysta z aplikacji. Problemem jest pewien sposób bycia: targowanie się o złotówki (a czasem i grosze), oczekiwanie niemal sklepowej jakości, szukanie powodów do reklamacji i traktowanie sprzedaży używanych rzeczy jak transakcji z dużym koncernem. Do tego dochodzi zwykła ludzka opryskliwość i brak dobrych manier.
– Sprzedawałam bluzkę córki za 12 zł. Porządnej, duńskiej marki, bawełniana, sporo noszona, ale w naprawdę dobrym stanie. W opisie dokładnie napisałam, że ma normalne ślady użytkowania, dodałam zdjęcie małego zmechacenia pod paszką. Jakaś kobieta zapytała, czy opuszczę cenę o 8 zł, potem o 5 zł. W końcu zgodziłam się sprzedaż za 10 zł, bo pomyślałam: trudno, niech ktoś jeszcze skorzysta. Po kilku dniach dostałam wiadomość, że otworzyła spór, bo bluzka „nie wygląda jak nowa”. Przecież nie wystawiłam jej jako nowej. Napisałam wszystko uczciwie – opowiada Patrycja, mama 6-letniej dziewczynki.
To właśnie takie sytuacje powodują, że część sprzedających zaczyna mieć dość. Bo o ile negocjowanie ceny jest wpisane w charakter aplikacji, o tyle wiele osób uważa, że granica została przekroczona.
„Proszenie o zdjęcia dzieci to kompletny brak wyobraźni”
Największe emocje budzą właśnie drobne transakcje. Ubrania za kilka czy kilkanaście złotych, przy których ktoś spędza kilkadziesiąt minut na rozmowach, pytaniach, negocjacjach i sprawdzaniu każdego szczegółu.
– Kiedyś wystawiłam spodnie po synu za 15 zł. Dostałam wiadomość: „12 zł i biorę”. Odpisałam, że mogę zejść do 13 zł. Po chwili kolejna wiadomość: „A może 10, bo jeszcze przesyłka?”. Zgodziłam się na to 12, żeby mieć spokój. Potem ta sama osoba napisała, czy mogę jednak wysłać jej zdjęcie spodni na moim synu, żeby zobaczyła, jak leży. Zrezygnowałam z transakcji i zablokowałam ją – mówi Joanna, mama dwóch chłopców w wieku 4 i 8 lat.
Dla wielu sprzedających to przekraczanie granicy, bo przecież do pokazania kroju czy długości rękawa wystarczy zdjęcie samego ubrania, a nie wizerunek dziecka. Udostępnianie zdjęć dzieci obcym osobom w internecie tylko po to, żeby ktoś mógł lepiej ocenić sukienkę czy spodnie, wiele rodziców uważa dziś za zwyczajnie nieodpowiedzialne. Samo proszenie o tego typu zdjęcia jest ogromnym sygnałem alarmowym.
„Niektóre osoby traktują Vinted jak sklep z reklamacjami”
Rozmawiając z mamami, słyszę jeszcze jeden powtarzający się motyw: jawne oszukiwanie. Udawanie, że znoszona rzecz jest „nowa, ale bez metki”.
– Kupiłam kiedyś sukienkę dla córki. Zapłaciłam 50 zł. Sprzedająca miała kilkaset pozytywnych opinii, wszystko było opisane. Sukienka miała być nowa albo w stanie idealnym. Po otrzymaniu paczki zobaczyłam, że ta sukienka jest po prostu zużyta. Wypłowiały kolor, zmechacenia, ucięta metka. Próbowałam kontaktować się ze sprzedającą, ale, krótko mówiąc, olała mnie. Dla świętego spokoju dałam negatywa, a sukienkę po jakimś czasie wystawiłam u siebie, ale za 15 zł. Z dokładnym opisem – mówi Magda, mama 5-letniej córki.
Vinted miało być symbolem rozsądnej konsumpcji. Miejscem, gdzie rodzice mogą kupić dzieciom dobre ubrania za mniejsze pieniądze i sprzedać te, z których ich pociechy już wyrosły. Tymczasem dla części osób stało się areną negocjacji, pretensji i walki o każdą złotówkę, a do tego próby oszustwa.
Może problem nie tkwi w samej platformie, ale w tym, że internet sprawił, że łatwiej zapominamy, że po drugiej stronie jest prawdziwy człowiek.