Reklama

Upał w weekend był trudny do zniesienia, więc spakowaliśmy koła, ręczniki i pojechaliśmy na miejskie kąpielisko, żeby mały mógł się trochę schłodzić. Niestety, zanim w ogóle weszliśmy na teren obiektu, spotkała nas sytuacja, która po prostu odebrała mi mowę. Przy kasie biletowej rozegrała się scena, która natychmiast zepsuła humor wszystkim oczekującym. Jedna z matek uznała, że jej synowi wolno więcej niż reszcie maluchów, które spokojnie czekały na swoją kolej w pełnym słońcu.

Słońce praży, kolejka pęka w szwach, a dla nich zasady po prostu nie istnieją

Wszystko wydarzyło się przed bramkami biletowymi, gdzie w sporym skwarze utworzyła się długa kolejka rodziców z dziećmi. Wszyscy grzecznie czekaliśmy, maluchy były już trochę zmęczone i marudne, ale rodzice starali się odwracać ich uwagę, tłumacząc, że za chwilę wejdziemy do wody. Nagle z boku, całkowicie ignorując tłum, pod same barierki podeszła kobieta z chłopcem na oko sześcioletnim.

Bez żadnego skrępowania rozsunęła taśmy odgradzające, wcisnęła swojego syna tuż przed pierwszą osobę w ogonku i jak gdyby nigdy nic podała kasjerce pieniądze. Gdy stojący na początku starszy pan zwrócił jej uwagę, że tu jest kolejka, kobieta zareagowała oburzeniem. Oświadczyła, że jej Maksio nie będzie stał na słońcu, bo jest delikatny, źle znosi upały i po prostu musi wejść bez czekania.

Wyciągnęła pieniądze i się wepchała. Kulisy awantury przy okienku biletowym

Widząc to jawne lekceważenie reszty ludzi, w kolejce szybko zawrzało. Kilka mam głośno domagało się, żeby kobieta przeszła na koniec. W tym momencie spokojny dotąd dzień zamienił się w głośną kłótnię. Kobieta zamiast się wycofać, zaczęła krzyczeć, że jej syn ma prawo wejść pierwszy, bo kupuje droższy karnet, a reszta ludzi po prostu jej zazdrości.

Chłopiec, widząc reakcję matki, zaczął pokazywać język innym dzieciom i kopać w barierki, a ona tylko się uśmiechała, uznając to pewnie za przejaw sprytu. Ostatecznie kasjerka odmówiła sprzedaży biletu i wezwała ochraniarza. Pracownik ochrony bardzo chłodno i stanowczo nakazał kobiecie opuszczenie strefy kas, co cała kolejka skwitowała głębokim westchnieniem ulgi.

Wychowanie bez granic. Dlaczego ułatwianie dziecku wszystkiego rodzi problemy

Ta sytuacja spod kas to niestety przykry przykład na to, jak niektórzy rodzice potrafią zatracić granicę między miłością do dziecka a uczeniem go skrajnego egoizmu. Taka mama uważa, że ułatwiając synowi życie za wszelką cenę i łamiąc dla jego wygody normy społeczne, buduje jego pewność siebie. Zapomina jednak, że w ten sposób uczy go zachowań, które szybko zweryfikuje szkoła podstawowa czy rówieśnicy na podwórku.

Mały chłopczyk, zamiast mądrej lekcji o tym, że należy szanować innych, dostał od własnej matki przekonanie, że jest lepszy i wolno mu wszystko. Czas przestać przymykać oko na takie sytuacje. Musimy jako rodzice reagować na brak kultury, bo dbanie o normalne zasady to nasz obowiązek wobec dzieci, które patrzą i uczą się od nas każdego dnia.

Pozdrawiam,

Patrycja


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Oburzająca scenka na publicznym basenie. „Gdy zobaczyłam, co ta rodzina wrzuca do brodzika, odebrało mi mowę”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...