Reklama

Czuję, że jako rodzice dajemy się masowo nabijać w butelkę przez organizatorów wyjazdów dla dzieci. W ubiegłym tygodniu mój 9-letni syn wrócił ze swoich pierwszych kolonii nad morzem. Turnus miał być sportowy, zdrowy, pełen ruchu i budowania pięknych relacji z rówieśnikami. W umowie stało wyraźnie, że dzieci mają ograniczony dostęp do telefonów komórkowych − opiekunowie wydawali im smartfony tylko na godzinę po obiedzie, żeby mogły zadzwonić do rodziców.

Byłam zachwycona, bo myślałam, że mój syn wreszcie przejdzie porządny cyfrowy detoks. Niestety, po powrocie Oliwierka do domu prawda wyszła na jaw. Przeżyłam szok.

Telewizor w pokoju na kolonii − ukryte zagrożenie w hotelach

Kiedy Oliwier kładł się wczoraj do łóżka, zaczął mi opowiadać, że na kolonii w ogóle nie mógł spać, bo razem z chłopakami z pokoju oglądali niesamowite rzeczy. Zapytałam go, zupełnie zdezorientowana, jak to możliwe, skoro telefony oddawali wychowawcom przed kolacją. Mój syn spojrzał na mnie jak na kosmitkę i z pełnym luzem oświadczył, że przecież w każdym pokoju na ścianie wisiał wielki, nowoczesny telewizor z podłączonym szybkim internetem i darmowym dostępem do platformy YouTube oraz kablówki.

Zaniemówiłam. Wychowawcy o godzinie 22:00 robili obchód, gasili światła, zamykali drzwi i szli do swoich pokoi. Wtedy dzieciaki łapały za piloty, odpalały ekrany, przyciszały dźwięk i zaczynały maratony. Nikt tego nie kontrolował. Właściciele pensjonatów w ogóle nie ustawiają w tych urządzeniach trybu rodzicielskiego. Przecież to jest jakiś ponury żart. Wysyłam dziecko na obóz sportowy za grube tysiące złotych, a ono przez dwa tygodnie zarywa noce, gapiąc się w ekran i chłonąc najgorszy internetowy ściek.

Nieodpowiednie treści w internecie i brak kontroli nad dziećmi

Najbardziej przeraża mnie to, co te dziewięciolatki oglądały po nocach, gdy dorośli spali w najlepsze. Oliwier z wypiekami na twarzy zaczął mi opowiadać o patostreamerach, o wulgarnych filmikach z wyzwiskami, o strasznych historiach z duchami, po których potem bał się w nocy pójść sam do łazienki. Oglądali też programy paradokumentalne, których poziom, delikatnie mówiąc, pozostawia wiele do życzenia.

Jak my, świadomi rodzice, mamy uczyć dzieci mądrego korzystania z technologii i dbać o ich kruchą psychikę, skoro w miejscu, które z założenia powinno być bezpieczne, funduje się im taki emocjonalny i cyfrowy śmietnik? Przecież te dzieciaki wracają z wakacji potwornie przebodźcowane, niewyspane, z podkrążonymi oczami i rozregulowanym układem nerwowym. Oliwier przez pierwsze trzy dni po powrocie był tak agresywny i płaczliwy, że nie mogłam go rozpoznać. Teraz już rozumiem, skąd ten nagły bunt − jego młody mózg po prostu skapitulował pod wpływem nocy spędzonych przed ekranem.

Odpowiedzialność wychowawcy na obozie − gdzie kończy się praca kadry?

Mój mąż uważa, że przesadzam i szukam dziury w całym, bo przecież za naszych czasów też się nie spało na koloniach i opowiadało straszne historie. Ale no na litość boską, opowiadanie bajek z latarką pod kołdrą a oglądanie wulgarnych i brutalnych filmów z internetu na wielkim ekranie to są dwie zupełnie różne bajki. Uważam, że to jest skrajne lenistwo i niedopełnienie obowiązków ze strony organizatorów oraz kadry. Skoro biuro podróży bierze odpowiedzialność za nasze dzieci przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, to wychowawca ma zakichany obowiązek sprawdzić pokój przed turnusem i po prostu zabrać te nieszczęsne piloty albo poprosić obsługę hotelu o odłączenie telewizorów.

Łatwo jest rzucić na stronie internetowej piękne hasła o aktywnym wypoczynku bez telefonów, a potem przymykać oko na to, że dzieciaki mają w pokojach nieograniczony dostęp do najgorszej tandety. Czuję się potwornie oszukana jako rodzic. Od dzisiaj będę pierwszą osobą, która przed wpłaceniem zaliczki na jakikolwiek obóz zapyta dyrekcję, czy w pokojach są telewizory i jak zamierzają kontrolować nocny wypoczynek dzieciaków.

Co o tym myślicie, drogie mamy? Czy Waszym zdaniem na koloniach trzeba dać dzieciom pełną swobodę, czy też macie dość tego oszukiwania nas przez organizatorów?

Pozdrawiam serdecznie,

Asia


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Przykre: zabrała dziecko na rollercoaster, ale coś poszło nie tak. Dziewczynce po wszystkim tylko latała główka

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...