Reklama

Przed kolacją postanowiłam zanieść dziewczynkom talerz ze świeżo usmażonymi naleśnikami. Podeszłam do drzwi, ale zanim nacisnęłam klamkę, usłyszałam dźwięk uderzania o panele. Zaniepokojona, delikatnie uchyliłam drzwi, które nie były domknięte.

W tamtej sekundzie serce podeszło mi do gardła, a talerz o mało nie wypadł mi z drżących dłoni. Zamarłam. Na środku dywanu, na czworakach, poruszała się Maja. Nie robiła tego jednak w ramach zwykłej, dziecięcej zabawy. Jej ruchy były przerażająco kocie − wyginała grzbiet, bezgłośnie stąpała na palcach u rąk i nóg, imitując kocie łapy i wykonywała precyzyjne, wysokie skoki nad ułożonymi poduszkami.

Co najbardziej mnie sparaliżowało − do paska jej spodni doczepiony był długi, sztuczny, rudy ogon, którym dziewczynka wywijała z niesamowitą ekspresją. Na twarzy miała ręcznie malowaną, realistyczną maskę kota. Moja córka siedziała na łóżku z telefonem, nagrywając te ewolucje z powagą godną reżysera.

Internetowe śledztwo

Wycofałam się po cichu do kuchni, czując, jak zimny pot oblewa mi plecy. Moja głowa eksplodowała od najgorszych myśli. Co się dzieje z tą dziewczynką? Czy to jakiś groźny trend z TikToka? Czy Maja ma problemy, a moja córka wpada w jakieś niebezpieczne środowisko?

Gdy dziewczynki poszły spać, nerwowo usiadłam przed komputerem. Zaczęłam gorączkowo wpisywać w wyszukiwarkę hasła: „dzieci udające koty”, „maski zwierząt”, „skakanie na czworaka”. Po kilkunastu minutach trafiłam na pojęcia, które całkowicie zmieniły moją perspektywę: Therian (therianthropia) oraz powiązany z tym ruch Quadrobics.

Zaczęłam czytać artykuły psychologów i pedagogów. Okazało się, że na całym świecie tysiące nastolatków identyfikuje się jako therianie − osoby, które czują głęboką, duchową lub psychologiczną więź ze zwierzętami (w przypadku Mai był to kot). Z kolei Quadrobics to oficjalnie uznany sport amatorski, polegający na bieganiu, kłusowaniu i skakaniu na czterech kończynach, który wymaga niesamowitej sprawności fizycznej, siły mięśni i koordynacji.

Trudna rozmowa przy śniadaniu

Następnego ranka, gdy Maja poszła do łazienki, poprosiłam Oliwię na rozmowę. Moja córka od razu zesztywniała, widząc moją poważną minę.

− Mamo, widziałaś Maję wczoraj, prawda? − zapytała cicho, spuszczając wzrok. − Proszę, nie myśl, że ona jest wariatką. Maja jest therianką. W poprzedniej szkole dzieci strasznie się z niej śmiały, wyzywały ją od odklejeńców. Dlatego przeniosła się do nas. Ona nikomu nie robi krzywdy. Te maski i skoki to jej sposób na ucieczkę od stresu.

W tym momencie do kuchni weszła Maja. Była już bez maski i ogona, ale widząc, o czym rozmawiamy, zbladła, a w jej oczach stanęły łzy. Spodziewała się, że zaraz zacznę krzyczeć, oceniać ją lub natychmiast zadzwonię do jej rodziców z awanturą.

Podeszłam do niej, kucnęłam przy jej krześle i delikatnie uśmiechnęłam się, łamiąc narastające napięcie.

− Maja − powiedziałam spokojnie. − Widziałam wczoraj twoje skoki przez poduszki. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Ja po jednym takim skoku wylądowałabym u ortopedy. To wymaga niesamowitej kondycji.

Zrozumienie zamiast strachu

Dziewczynka spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Cały strach natychmiast z niej uleciał, a w jej oczach pojawiła się ogromna ulga. Przez kolejną godzinę Maja i Oliwia z pasją opowiadały mi o swoim świecie. Dowiedziałam się, że tworzenie masek to dla nich wymagająca sztuka plastyczna, a kręcenie filmików na łonie natury uczy moją córkę montażu wideo i fotografii.

Zrozumiałam, że to, co z początku wydało mi się dziwaczne i przerażające, w rzeczywistości jest po prostu współczesną, alternatywną formą subkultury − taką samą, jaką dla mojego pokolenia byli punkowie, goci czy fani anime. To bezpieczny wentyl bezpieczeństwa dla wrażliwych dzieciaków, które próbują odnaleźć się w przebodźcowanym, trudnym świecie smartfonów i rówieśniczej presji.

Tajemnica z pokoju mojej córki dała mi, jako matce, wielką lekcję pokory i tolerancji. Nauczyła mnie, że zamiast wpadać w panikę i oceniać to, czego nie rozumiemy, lepiej najpierw poszukać wiedzy i porozmawiać. Dziś Maja jest stałym gościem w naszym domu. Nie boi się już zakładać swojej maski, a ja, zamiast łapać się za głowę, z dumą kibicuję jej w kolejnych sportowych ewolucjach, ciesząc się, że moja córka ma tak utalentowaną i wrażliwą przyjaciółkę.

Zobacz też: „Nie pierwszy raz obserwowałam w autobusie tę matkę z wózkiem. Byłam pewna, że nie ma w nim dziecka”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...