Reklama

Większość z nas chętnie korzysta z pomocy babć czy dziadków przy logistycznym ogarnianiu dziecięcej codzienności, zwłaszcza gdy przed wrześniem lista zakupów do przedszkola wydaje się nie mieć końca. Ostatnio moja bliska znajoma opowiedziała mi o sytuacji, która przydarzyła się jej podczas przygotowań do początku roku.

Prosta i konkretna prośba o kupienie jednej, podstawowej rzeczy skończyła się tym, że zawartość torby przyniesionej przez babcię dosłownie odebrała matce głos i wywołała potężne rodzinne napięcie. Okazuje się, że czasem pokolenie dziadków w imię źle pojętej miłości i chęci zaimponowania wnukom potrafi całkowicie zignorować zdanie rodziców, nie patrząc w ogóle na to, w jak trudnej i niekomfortowej sytuacji stawia to młodą matkę.

Ta historia to idealny punkt wyjścia do dyskusji o tym, dlaczego bezmyślne rozpuszczanie dzieci i zasypywanie ich prezentami podważa autorytet mamy i taty.

Zakupy przed przedszkolem. Jak niewinna prośba o pomoc zmieniła się w obuwnicze szaleństwo

Cała ta kłopotliwa historia zaczęła się od zwykłego braku czasu zapracowanych rodziców. Moja koleżanka, zapracowana mama 3-letniej Julki, biegała między urzędami a pracą i poprosiła swoją teściową, by ta podczas wyjścia do galerii handlowej kupiła dla wnuczki zwykłe, proste kapcie z gumową podeszwą, potrzebne do przedszkola. Podała dokładny rozmiar, zaznaczyła, że mają być wygodne i łatwe do samodzielnego zakładania, po czym spokojnie wróciła do swoich obowiązków, ciesząc się, że ma jedną rzecz z głowy.

Kiedy wieczorem babcia dumna jak paw pojawiła się w drzwiach mieszkania z wielką, papierową torbą, mama Julki myślała, że odbierze po prostu pudełko z obuwiem. Gdy jednak zajrzała do środka, poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Na dnie torby, oprócz przedszkolnych kapci, leżało kilka innych pudełek z butami: lakierowane balerinki z wielkimi kokardami, ocieplane botki na jesień, sportowe adidasy z diodami świecącymi przy każdym kroku oraz wysokie trampki z motywem z bajki. Starsza pani z rozbrajającym uśmiechem oświadczyła, że wszystko było takie urocze, iż po prostu nie mogła się powstrzymać i musiała zafundować swojej jedynej wnuczce odrobinę luksusu na nowy start.

Miłość czy totalna samowolka. Dlaczego nadmiar nieproszonych prezentów stawia rodziców pod ścianą

W tym momencie atmosfera zgęstniała. Zamiast spodziewanej radości, mama dziewczynki poczuła się postawiona w wyjątkowo niezręcznej sytuacji wobec własnego dziecka, które na widok świecących butów zaczęło skakać z radości pod sufit. Koleżanka wielokrotnie tłumaczyła teściowej, że stara się wychowywać córkę w duchu minimalizmu, nie chce zasypywać jej zbędnymi rzeczami i uczy ją szacunku do pieniędzy oraz tego, że nie można mieć wszystkiego na jedno skinienie palca.

Babcia jednak całkowicie zignorowała te domowe zasady, kierując się własnym kaprysem i chęcią bycia tą lepszą, fajniejszą stroną w oczach trzylatki. Co gorsza, starsza pani ostentacyjnie machnęła ręką na uwagi synowej, rzucając potocznym tekstem, że rodzice dzisiaj na wszystkim oszczędzają, a dziecko ma prawo wyglądać jak księżniczka i nie ma sensu robić afery o parę butów, skoro ona płaci za to z własnej emerytury.

Trudno nie mieć wrażenia, że takie przekraczanie rodzicielskich granic pokazuje brak szacunku dla pracy wychowawczej młodych ludzi i spycha matkę do roli tej złej, która wiecznie wszystkiego zabrania i psuje dziecięcą zabawę.

Granice w relacjach z dziadkami. Jak asertywnie walczyć o szacunek dla własnych metod wychowawczych?

Ta sytuacja to niestety klasyczna codzienność wielu polskich domów, w których starsze pokolenie uważa, że funkcja babci czy dziadka zwalnia ich z przestrzegania jakichkolwiek reguł ustanowionych przez rodziców. Kupowanie drogich prezentów za plecami mamy, wciskanie słodyczy przed obiadem, pozwalanie na oglądanie bajek do późnej nocy to błędy, które trwale niszczą konsekwencję w wychowaniu i budują w dziecku roszczeniową postawę wobec świata. Mała Julka dostała od babci jasny komunikat: jeśli mama mówi „nie”, wystarczy pójść do drugiej osoby, a ta natychmiast spełni każdą, najbardziej absurdalną zachciankę.

Wychowanie samodzielnego i stabilnego emocjonalnie człowieka wymaga od nas, dorosłych, tworzenia jednego, spójnego frontu, w którym zdanie rodzica jest zawsze ostateczne i święte. Młode matki nie mogą bać się stawiać twardych, asertywnych granic i otwarcie mówić o swoich potrzebach, nawet jeśli wiąże się to z chwilowym fochem czy obrazą ze strony teściowej. Czas przestać przymykać oko na taką rodzinną samowolkę i udawać, że to tylko niewinna pomoc − mądrzy dziadkowie powinni wspierać rodziców w ich metodach i działaniach, a nie robić im na przekór.

Zobacz też: Mina 10-latka w tatrzańskim schronisku mówiła wszystko. Słów tego chłopca przy zamawianiu obiadu długo nie zapomnę. „Wstyd”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...