3 paskudne błędy językowe, które Polacy nagminnie popełniają. Dają dzieciom zły przykład
Dzieci uczą się mówić przede wszystkim przez naśladowanie. Zanim poznają zasady gramatyki i zaczną pisać pierwsze wypracowania, przez kilka lat słuchają rozmów dorosłych. Zapamiętują słowa, konstrukcje zdań i wyrażenia, których używają rodzice. Dlatego, jeśli mama albo tata regularnie popełniają błędy językowe, dziecko może bardzo szybko uznać je za normę.

Niektóre z tych błędów są tak powszechne, że trudno je nawet zauważyć. Oto trzy przykłady, które można usłyszeć na co dzień.
„W każdym bądź razie” zamiast „w każdym razie”
„W każdym bądź razie” to konstrukcja, którą można usłyszeć naprawdę często. Pojawia się zarówno w zwykłych rozmowach, jak i w wypowiedziach osób, które na co dzień posługują się dość staranną polszczyzną.
– W każdym bądź razie jutro tam pojedziemy.
– W każdym bądź razie musimy z nim porozmawiać.
– W każdym bądź razie ja bym tego nie zrobiła.
Problem w tym, że „w każdym bądź razie” jest połączeniem dwóch różnych, poprawnych wyrażeń: „w każdym razie” oraz „bądź co bądź”. Poprawnie powinniśmy powiedzieć: „w każdym razie”.
Dziecko oczywiście nie zna historii żadnego z tych wyrażeń. Jeśli przez lata słyszy od rodziców „w każdym bądź razie”, zapamiętuje właśnie taką formę. Później może użyć jej podczas odpowiedzi przy tablicy albo napisać ją w szkolnym wypracowaniu, przekonane, że mówi i pisze poprawnie.
„Tydzień czasu” zamiast „tydzień”
To jeden z tych zwrotów, które brzmią zupełnie niewinnie. „Daj mi tydzień czasu”, „przez tydzień czasu byliśmy nad morzem”, „potrzebuję tygodnia czasu” – takie zdania można usłyszeć bardzo często.
Tymczasem słowo „tydzień” samo w sobie określa jednostkę czasu. Dlatego dodawanie po nim słowa „czas” jest zbędne. Wystarczy powiedzieć: „daj mi tydzień”, „przez tydzień byliśmy nad morzem” albo „potrzebuję tygodnia”.
To przykład tzw. pleonazmu, czyli połączenia wyrazów, w którym jedna część zawiera znaczenie drugiej. Podobnie mówimy czasem „miesiąc czasu” czy „dwa lata czasu”.
Dla dziecka nie jest to jednak żaden pleonazm. Dziecko po prostu słyszy określoną konstrukcję i ją zapamiętuje. Jeśli mama mówi „daj mi tydzień czasu”, dziecko może później powtórzyć to samo w rozmowie z nauczycielem albo kolegami.
„Po najmniejszej linii oporu” zamiast „po linii najmniejszego oporu”
To jeden z bardziej podstępnych błędów, bo powiedzenie „po najmniejszej linii oporu” dla wielu osób brzmi całkowicie naturalnie.
– On zawsze idzie po najmniejszej linii oporu.
– Zrobił to po najmniejszej linii oporu.
– Nie kombinuj, tylko idź po najmniejszej linii oporu.
Poprawna forma to: „iść po linii najmniejszego oporu”.
Skąd ten błąd? Prawdopodobnie dlatego, że łatwo skojarzyć „najmniejszą” z czymś, co jest najprostsze, i dlatego przestawiamy konstrukcję. Tymczasem chodzi o „linię” czegoś – konkretnie „najmniejszego oporu”.
To kolejny zwrot, który dziecko może bez problemu przejąć od dorosłych. Jeśli słyszy go regularnie w domu, nie ma żadnego powodu, żeby podejrzewać, że coś jest nie tak. W szkole może więc później powiedzieć lub napisać „po najmniejszej linii oporu”, przekonane, że właśnie tak brzmi to powiedzenie.
Dziecko słucha, nawet gdy nie zwracamy na to uwagi
Nie każdy błąd językowy popełniony przez rodzica automatycznie zostanie przejęty przez dziecko. Nie ma też potrzeby zamieniania każdej rodzinnej rozmowy w lekcję języka polskiego.
Warto jednak pamiętać, że dzieci są świetnymi obserwatorami i naśladowcami. To właśnie od najbliższych dorosłych uczą się pierwszych słów, zwrotów i sposobu budowania zdań. Dlatego, zanim zaczniemy poprawiać dziecko, dobrze czasem przyjrzeć się własnym przyzwyczajeniom językowym.
Zwłaszcza że niektóre błędy są tak powszechne, że sami możemy nawet nie wiedzieć, że je popełniamy.
Zobacz także: 4 oznaki, że jesteś emocjonalnie niedojrzałym rodzicem. Twoje dziecko nigdy nie stworzy zdrowej relacji