Chciał poprawić ocenę z zachowania, ale nauczycielka postawiła 1 warunek. Matka: „Skandal”
Czego może żądać nauczyciel w zamian za lepsze świadectwo? Poznaj list oburzonej mamy, która ujawnia, jak ocena z zachowania jej syna stała się kartą przetargową przed wakacjami. Okazuje się, że zamiast nauki i poprawy błędów, wychowawczyni kazała chłopakowi odpracować przewinienia w bardzo upokarzający sposób.

Jako matka jedenastolatka czuję się głęboko poruszona, wściekła i bezradna wobec tego, co spotkało mojego syna w zeszłym tygodniu. Końcówka roku szkolnego to dla każdego ucznia czas ogromnego stresu, nadrabiania zaległości i walki o jak najlepsze wyniki na świadectwie.
Mój syn nie jest święty, przez cały rok nazbierało mu się trochę uwag za gadanie na lekcjach czy brak zmiennego obuwia, przez co groziło mu zachowanie dobre. Bardzo zależało mu na tym, aby wyciągnąć tę ocenę chociaż na poziom bardzo dobrego, więc poszedł do swojej wychowawczyni zapytać, w jaki sposób może odpracować te drobne potknięcia.
To, co usłyszał w odpowiedzi od pedagoga z wieloletnim stażem, mną wstrząsnęło i sprawiło, że do dziś nie mogę spokojnie spać. Nauczycielka postawiła mu jeden, bezwzględny warunek: dostanie wyższą ocenę, jeśli po lekcjach sam, od deski do deski, wyszoruje i posprząta całą szkolną salę gimnastyczną po zbliżającym się apelu.
Wykorzystywanie uczniów w szkole, czyli ocena za sprzątanie
Kiedy syn wrócił do domu i zrezygnowany opowiedział mi o tej rozmowie, w pierwszym momencie pomyślałam, że to jakiś ponury żart z jej strony. Niestety, wychowawczyni mówiła poważnie, dając mu do zrozumienia, że bez tego wysiłku nie ma co marzyć o lepszym stopniu na koniec roku szkolnego. Dla mnie to jest absolutny skandal i sytuacja, która nigdy nie powinna mieć miejsca w cywilizowanej placówce oświatowej.
Rozumiem ideę ponoszenia konsekwencji za swoje czyny, rozumiem przygotowanie referatu, pomoc słabszym uczniom w nauce czy przygotowanie gazetki szkolnej. Jednak zaganianie nastolatka do ciężkiej fizycznej pracy, noszenie ciężkich materaców, mycie podłóg i zamiatanie wielkich przestrzeni pod presją wystawienia stopnia to zwyczajny szantaż.
Szkoła podstawowa powinna uczyć wartości, szacunku do drugiego człowieka i sprawiedliwości, a nie pokazywać dzieciom, że system można oszukać darmową siłą roboczą. Moje dziecko miało wykonać pracę za ekipę sprzątającą, która przecież bierze za to normalne pieniądze z budżetu szkoły.
Kryteria oceny z zachowania a darmowa siła robocza
Zaczęłam dokładnie analizować statut szkoły i ogólne przepisy prawa oświatowego, ponieważ nie mieściło mi się to w głowie. Gdzie w oficjalnych kryteriach oceniania zachowania jest napisane, że ocena zależy od stopnia czystości sali gimnastycznej po imprezie?
Ocena z zachowania powinna być odzwierciedleniem kultury osobistej ucznia, jego stosunku do obowiązków szkolnych, relacji z rówieśnikami i aktywności na rzecz klasy. Przeliczanie kultury nastolatka na metry kwadratowe umytej podłogi to wypaczenie całego systemu pedagogicznego, które uczy dzieci najgorszych możliwych wzorców.
Najbardziej boli mnie to, że w ten sposób uczy się młodzież, iż każdą winę można po prostu odpracować fizycznie lub w jakiś sposób opłacić, zamiast dokonać prawdziwej refleksji nad swoim postępowaniem. Mój syn nie zniszczył tej sali, nie pomalował ścian sprayem ani nie nabałaganił tam celowo, żeby teraz musieć to sprzątać w ramach zadośćuczynienia. Jego uwagi dotyczyły spóźnień i rozmów na lekcjach, więc związek przyczynowo-skutkowy między jego przewinieniami a szorowaniem podłogi jest absolutnie żaden.
Granice uprawnień nauczyciela i bunt matki
Nie pozwoliłam synowi pójść na ten układ i natychmiast zgłosiłam całą sprawę do dyrekcji szkoły, co oczywiście wywołało potężną awanturę. Nauczycielka poczuła się głęboko urażona moją interwencją i próbowała mi wmawiać, że to miała być lekcja pokory oraz nauka szacunku do pracy fizycznej.
Ja jednak uważam, że granice uprawnień nauczyciela zostały tutaj drastycznie przekroczone, a cała sytuacja ociera się o naruszenie godności osobistej ucznia. Szkoła nie jest obozem pracy, a stopnie nie są towarem, za który płaci się własnym potem i zmęczeniem fizycznym po godzinach lekcyjnych.
Chcę zaapelować do wszystkich rodziców, którzy w czerwcu przymykają oko na dziwne prośby pedagogów: nie dajcie się zastraszyć i nie pozwalajcie na traktowanie Waszych dzieci jak darmowych pracowników sezonowych. Poprawianie ocen na koniec roku powinno odbywać się w sposób merytoryczny, jasny i godny, z poszanowaniem młodego człowieka. Mam ogromną nadzieję, że kuratorium oświaty przyjrzy się takim praktykom, bo z tego, co słyszę od innych matek, czerwcowy handel ocenami w zamian za przysługi na rzecz szkoły kwitnie w najlepsze.
Z poważaniem,
Marzena
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Teściowa groziła wnuczce karą za niezjedzenie obiadu. Matka: „1 zdaniem ustawiłam ją do pionu”