Reklama

Uważam, że nauczycielka bezczelnie drwi z przemęczonych rodziców i uczniów, twierdząc w komentarzu pod zadaniami, że skoro mamy cztery dni wolnego, to dzieci będą miały mnóstwo czasu na nadrobienie wszelkich zaległości i gruntowne powtórzenie materiału przed końcem roku szkolnego. Czy ta kobieta naprawdę uważa, że długi weekend to dla nas darmowy obóz korepetycji, a moje dziecko to robot, który nie potrzebuje słońca, ruchu na świeżym powietrzu i zwyczajnego, ludzkiego resetu od szkolnej ławki?

Przez jej chory ambicjonalny pęd, zamiast odpocząć jako rodzina, spędzimy te piękne dni na kłótniach przy biurku, płaczu nad matematyką i wpychaniu w małą głowę wiedzy, której nikt nie potrafił rzetelnie przekazać podczas normalnych lekcji.

Weekendowa udręka edukacyjna i niszczenie rodzinnego wypoczynku

Przez cały maj pracowaliśmy z mężem ponad siły, żeby odłożyć parę groszy i zaplanować dla dzieci krótki, trzydniowy wyjazd w góry, byle tylko uciec od smogu, hałasu i wiecznego pędu, jaki towarzyszy nam od poniedziałku do piątku. Olek marzył o wycieczce rowerowej, a ja cieszyłam się, że w końcu odetchnę od roli domowego żandarma, który codziennie pilnuje terminów i sprawdza oceny.

Wszystkie te plany legły w gruzach w ułamku sekundy, gdy zobaczyłam zakres materiału zadany z trzech kluczowych przedmiotów: potężny test z matematyki, kilkanaście stron ćwiczeń z gramatyki i skomplikowany projekt plastyczno-przyrodniczy, który wymaga godzin pracy w skupieniu.

To nie jest nauka, to jest znęcanie się nad naszą rodziną i bezczelne przerzucanie obowiązków edukacyjnych na barki rodziców w ich jedyne dni wolne od pracy zawodowej. Nauczycielka idzie na łatwiznę − nie zdążyła zrealizować programu przez masowe zastępstwa i własne nieobecności w ciągu semestru, więc teraz bez skrupułów kradnie nasz prywatny czas, żeby zgadzały jej się tabelki w kuratoryjnych raportach.

Szkoła w Polsce uczy niechęci do wiedzy i niszczy relacje

Wychowujemy pokolenie dzieci zgarbionych, przemęczonych i zniechęconych do jakiejkolwiek aktywności intelektualnej, bo szkoła kojarzy im się wyłącznie z wiecznym przymusem, stresem i brakiem zrozumienia dla ich naturalnych potrzeb biologicznych. Zadawanie sterty lekcji na długie weekendy czy ferie to jest prosta droga do tego, by młody człowiek zaczął szczerze nienawidzić książek, traktując edukację jako najgorszą życiową karę. Jak mam budować w synu pasję do odkrywania świata, skoro po powrocie ze szkoły jedyne, co go czeka, to kolejna porcja kazań o tym, że musi się uczyć, bo inaczej dostanie jedynkę i zawiedzie wszystkich wokół?

Ta sytuacja potwornie niszczy atmosferę w naszym domu, generuje wieczne napięcie między mną a synem i sprawia, że zamiast być wspierającą mamą, staję się surowym kontrolerem, który goni z batem do biurka. Mąż patrzy na to wszystko zrezygnowany, atmosfera przy obiedzie jest gęsta od niewypowiedzianych pretensji, a wszystko przez to, że jedna pani pedagog nie potrafi zaplanować pracy w ciągu tygodnia. Rodzice w Polsce są wykończeni fizycznie i psychicznie rolą korepetytorów, którzy po ośmiu godzinach ciężkiej pracy zawodowej muszą siadać do biurek i uczyć się ułamków czy dat historycznych razem ze swoimi dziećmi, bo szkoła umywa ręce od rzetelnego nauczania.

Czas na protest rodziców przeciwko przeładowanemu programowi

Uważam, że musimy jako rodzice zjednoczyć siły, przestać milczeć na grupach internetowych i głośno powiedzieć dyrekcji oraz nauczycielom, że nasze dzieci mają ustawowe prawo do pełnego, nieskrępowanego odpoczynku od nauki. Ja w ten weekend zamierzam podjąć radykalny krok − zamykam laptopa, pakuję plecak syna i jedziemy w góry, tak jak obiecałam, a w poniedziałek Oluś pójdzie do szkoły bez odrobionych ćwiczeń, za to z uśmiechem na twarzy i czystą głową.

Napiszę oficjalne pismo do wychowawczyni, że czas wolny od pracy i szkoły jest świętością i nie pozwolę, by ktokolwiek bezczelnie nim dysponował bez mojej wyraźnej zgody jako prawnego opiekuna dziecka.

Przestańmy pozwalać na to edukacyjne niewolnictwo i zacznijmy ratować zdrowie psychiczne naszych pociech, zanim całkiem stłamsimy w nich dziecięcą radość życia i naturalną ciekawość świata. Szkoła ma nas wspierać, a mądry nauczyciel to taki, który potrafi uczyć w klasie, dając dziecku wolność i oddech w domu − i o taką normalność musimy dziś głośno walczyć dla dobra całego młodego pokolenia.

Iza


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Teściowa groziła wnuczce karą za niezjedzenie obiadu. Matka: „1 zdaniem ustawiłam ją do pionu”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...