Kupili wychowawczyni cudaczny prezent na koniec roku. „Teraz będzie zasypiać, patrząc w oczy Józiowi z 5B”
Wybór upominku dla nauczyciela na zakończenie roku szkolnego potrafi zamienić się w festiwal absurdu. Poznaj relację mamy, która z bezsilnością patrzyła, jak komitet rodzicielski funduje wychowawczyni prezent wywołujący jedynie gigantyczne zakłopotanie.

Szanowna Redakcjo! Czerwcowa gorączka w szkołach właśnie osiągnęła punkt krytyczny, a ja po przeczytaniu wiadomości na klasowej grupie wciąż nie wiem, czy mam się głośno śmieć, czy płakać ze wstydu. Nasze dzieci kończą właśnie piątą klasę i z tej okazji rodzice postanowili zorganizować dla wychowawczyni coś trwalszego niż bukiet kwiatów. Od tygodni na komunikatorze trwała zażarta dyskusja. Kiedy wczoraj wieczorem trójka klasowa dumnie zaprezentowała zdjęcia gotowego podarku, po prostu zaniemówiłam.
Rodzice przeforsowali pomysł zakupu gigantycznego, ciężkiego tablo w wielkich ramach, na którym umieszczono profesjonalne, wielkie zdjęcia portretowe wszystkich dwudziestu pięciu uczniów. Patrzę na to monstrum i czuję niesmak, bo zamiast eleganckiego gestu stworzono coś przedziwnego. Teraz ta biedna kobieta będzie zasypiać w swojej prywatnej sypialni, patrząc prosto w wielkie oczy Józiowi z 5B i całej reszcie klasy.
Szkolne zbiórki na pożegnanie nauczycieli i wielki popis rodzicielskiego ego
Najbardziej przeraża mnie fakt, jak bardzo współcześni rodzice zatracili poczucie dobrego smaku i empatii wobec osoby, którą chcą obdarować. Przecież szkoła to dla nauczyciela praca, miejsce obowiązków zawodowych, z którego po godzinach każdy chce wyjść, by wrócić do swojego prywatnego życia. Wychowawczyni mojego syna jest młodą, nowoczesną kobietą, która mieszka w niewielkim mieszkaniu i z pewnością ma lepsze pomysły na aranżację wnętrz niż wieszanie na ścianie ołtarza z twarzami cudzych dzieci.
Komitet rodzicielski uznał jednak ten projekt za absolutny majstersztyk, twierdząc, że to bezcenna pamiątka na całe życie. To jest dla mnie czysty narcyzm dorosłych, którzy uważają, że ich własne dzieci są tak wyjątkowe, że każdy marzy o posiadaniu ich wielkich portretów we własnym domu. Nikomu nie przyszło do głowy, jak kłopotliwy jest to podarunek i ile asertywności będzie wymagało od nauczycielki udawanie zachwytu podczas oficjalnego apelu.
Kryzys estetyki w klasowych prezentach i nacisk trójki klasowej
Współczesne zbiórki na koniec roku w polskich realiach bardzo często zamieniają się w bezwzględny festiwal kiczu. Zamiast postawić na coś klasycznego i praktycznego, jak chociażby bon do dobrej księgarni, eleganckie pióro czy kosz dobrej jakości kaw i herbat, wybrano totalny absurd. Wielkie tablo z portretami wygląda jak wyciągnięte żywcem z minionej epoki i kojarzy się raczej z powagą dawnych urzędów państwowych niż z nowoczesnym podziękowaniem.
Moje próby delikatnego sugerowania na grupie, że może warto zmienić kierunek i kupić coś skromniejszego, zostały natychmiast uciszone przez najgłośniejsze matki. Usłyszałam, że nie mam w sobie za grosz sentymentu, nie szanuję tradycji i powinnam się wstydzić, bo zdjęcia dzieci są najpiękniejszym podarkiem. Ta presja sprawiła, że dla świętego spokoju przelałam te nieszczęsne kilkadziesiąt złotych składki, ale teraz, gdy widzę efekt końcowy, mam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu.
Gdzie kończy się wdzięczność, a zaczyna czyste zakłopotanie
Chciałabym, żeby rodzice przed zaplanowaniem jakiejkolwiek czerwcowej akcji prezentowej postawili się w sytuacji osoby obdarowywanej. Co ta biedna kobieta ma zrobić z tym potężnym meblem po powrocie do domu? Przecież wyrzucenie tego do śmietnika byłoby nietaktem, zostawienie w szkolnej piwnicy grozi oskarżeniem o brak szacunku, a trzymanie w pokoju dziennym to gwarancja estetycznego koszmaru we własnych czterech ścianach.
Drodzy rodzice, opamiętajcie się i przestańcie fundować nauczycielom te wszystkie cudaczne, spersonalizowane potworki w postaci poduszek z twarzami uczniów czy gigantycznych kolaży. Szkoła powinna uczyć nas szacunku do cudzych granic, a taki prezent to jawne wchodzenie z buciorami w prywatność i przestrzeń życiową drugiego człowieka. Postawcie na minimalizm i proste gesty, bo to one mają największą wartość, a monstrualne pamiątki zostawcie w swoich własnych domowych archiwach.
Hela
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl