„Moje dziecko nie będzie czytać Mikołajka ani innych lektur. Nie zrobię z niego pachołka systemu”
Każdego wieczoru patrzę na mojego syna pochłoniętego ulubionym komiksem i wiem, że nie pozwolę, by szkoła zniszczyła w nim tę naturalną pasję. Oficjalnie mówię „dość” zmuszaniu dzieci do czytania archaicznych książek, które tylko zniechęcają je do literatury i niszczą ich indywidualność.

Piszę do Was, bo wczoraj po raz kolejny pękło we mnie coś, co budowało się od początku pierwszej klasy. Mój syn, radosny, ciekawy świata 10-latek, ma przeczytać Mikołajka jako lekturę. Kiedy zobaczyłam jego zgaszony wzrok i to ciężkie westchnienie, gdy próbował przebrnąć przez pierwszy rozdział, poczułam czystą złość.
Postanowiłam, że dość tego. Moje dziecko nie będzie czytać Mikołajka ani żadnej innej lektury, która go nudzi. Nie zrobię z niego pachołka systemu, który od najmłodszych lat uczy dzieci, że ich własne zdanie i gust się nie liczą.
Przymus to najkrótsza droga do nienawiści do książek
Dlaczego my, dorośli, tak bardzo chcemy formatować te małe umysły? Jako matka nie zgadzam się na to, żeby ktoś obcy − urzędnik w ministerstwie czy autor programu nauczania − decydował o tym, co ma wypełniać wyobraźnię mojego synka. Widzę, co się dzieje z dziećmi moich koleżanek. Są zmuszane do czytania książek, które nie mają nic wspólnego z dzisiejszą rzeczywistością. Język jest przestarzały, problemy bohaterów wydają się im obce, a tempo akcji ślimacze w porównaniu do tego, jak wygląda dzisiejszy świat.
Efekt? Dzieciaki nienawidzą czytać. Kojarzą książkę z karą, z obowiązkiem, z nudnym wieczorem przy biurku, zamiast z przygodą. Ja na to nie pozwolę. Mój syn nie jest trybikiem w maszynie, który ma bezkrytycznie przyjmować wszystko, co mu się narzuci. Chcę, żeby kochał literaturę, a nie żeby odliczał strony do końca rozdziału tylko po to, by uniknąć jedynki. Szkoła próbuje ulepić wszystkie dzieci na jedną modłę, ale ja stoję na straży wolności mojego dziecka. Jeśli książka go nie interesuje, ma prawo ją zamknąć. Bez poczucia winy.
Komiksy to też literatura i nie pozwolę ich wyśmiewać
Często słyszę od nauczycieli, że komiksy to niepoważna lektura, że to tylko obrazki. To bzdura. Mój syn uwielbia komiksy. Potrafi spędzić godziny, analizując kadry, śledząc dialogi, przeżywając przygody superbohaterów czy zabawne perypetie współczesnych postaci. Czyta? Czyta! I robi to z własnej, nieprzymuszonej woli. Jego oczy błyszczą, kiedy opowiada mi o nowym tomie. To jest prawdziwa pasja, której nie zamierzam gasić w imię kanonu.
Dlaczego uważa się, że dziecko czytające o Mikołajku jest lepsze od tego, które czyta o Spider-Manie? To snobizm i brak zrozumienia współczesnej kultury. Nie pozwolę, by ktokolwiek wmawiał mojemu dziecku, że jego pasja jest gorsza. Komiksy rozwijają wyobraźnię przestrzenną, uczą skrótów myślowych, budują słownictwo w sposób atrakcyjny dla młodego mózgu. Nie będę go dopasowywać do narzuconych zasad tylko po to, żeby pani w szkole była zadowolona. Jego radość z czytania jest dla mnie ważniejsza niż świadectwo z paskiem wypracowane na zmuszaniu się do rzeczy, których nienawidzi.
Wolność wyboru ponad systemowe zasady
Wiem, że zaraz posypią się gromy. Że wychowuję buntownika, że życie to nie tylko przyjemności, że musi się nauczyć dyscypliny. Ale ja pytam: po co? Czy naprawdę chcemy wychować pokolenie ludzi, którzy potulnie wykonują polecenia, nawet jeśli są one nielogiczne i niszczą ich pasję? Ja chcę, żeby mój syn był człowiekiem wolnym. Chcę, żeby wiedział, że ma prawo wyboru, że jego gust jest ważny i że nikt nie ma prawa narzucać mu, jak ma spędzać swój wolny czas.
Nie będę go łamać. Jeśli szkoła wymaga znajomości treści Mikołajka, to trudno. Przeczytam mu streszczenie. Niech dostanie tę trójkę. Wolę mieć w domu szczęśliwe dziecko z komiksem w ręku niż zastraszonego ucznia, który przeczytał lekturę, a w duchu obiecuje sobie, że nigdy więcej nie sięgnie po żadną książkę. Stawiam na relację, na emocje i na autentyczność. Moje dziecko nie będzie pachołkiem systemu, który nie zauważa, że świat poszedł do przodu. Będę go wspierać w byciu sobą, nawet jeśli oznacza to pójście pod prąd szkolnym wymaganiom.
Mama Maćka
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Rekordowo krótki rok szkolny 2026/27: dzieci czeka mnóstwo wolnego. Rodzice będą musieli kombinować