Reklama

Piszę do Państwa po kolejnym zebraniu z rodzicami, z którego wróciłam do domu z trzęsącymi się rękami i poczuciem totalnej bezsilności. Jestem nauczycielką języka polskiego z piętnastoletnim stażem. Kocham literaturę, kocham uczyć, ale to, co dzieje się obecnie w polskich szkołach, to prosta droga do zbiorowego wypalenia zawodowego nas wszystkich.

Chciałabym, żebyście opublikowali mój list jako głos rozsądku skierowany do tej grupy rodziców, która każdy błąd swojego dziecka widzi w „złym nauczycielu”, zamiast spojrzeć prawdzie w oczy. Moja wiadomość jest krótka: zamiast pisać skargi, powinniście nam dziękować na kolanach za to, że w ogóle jeszcze chcemy wchodzić do sal lekcyjnych.

Szkoła to nie jest już nauka, to walka o przetrwanie każdej minuty

Zanim wyślecie kolejnego maila z pretensją o trudny sprawdzian, wejdźcie na moment w moje buty. Moja klasa liczy 28 osób. W tej jednej grupie mam troje dzieci z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego, które wymagają ode mnie indywidualnego podejścia w każdej minucie lekcji. Do tego doszło dwóch chłopców z zagranicy, którzy po polsku rozumieją co piąte słowo, a ja muszę ich przygotować do egzaminu ósmoklasisty z „Pana Tadeusza”.

Jak mam to zrobić? Jak mam w ciągu 45 minut wytłumaczyć zawiłości gramatyki, sprawdzić lekturę i jeszcze dopilnować, żeby dzieci nie czuły się wykluczone? To jest praca na kilku etatach jednocześnie, w hałasie, w ciągłym napięciu. My, nauczyciele, dwoimy się i troimy, żeby nikt nie został w tyle, ale nie jesteśmy cudotwórcami. Kiedy słyszę, że pani za mało tłumaczy, mam ochotę krzyczeć. Tłumaczę tyle, ile pozwala mi na to czas wyrwany z chaosu, który panuje w systemie, który nas wszystkich zawiódł.

Bezstresowe wychowanie, czyli armia małych prawników w klasie

Największym problemem nie są jednak braki kadrowe czy trudne programy. Najgorsza jest zmiana postawy uczniów i ich rodziców. Mam w klasie sporą grupę dzieci „bezstresowo wychowanych”, które na każde moje polecenie reagują pytaniem: „A dlaczego?”, „A po co mi to?”, „Ma pani prawo mi to kazać?”. Każda próba zdyscyplinowania ucznia, który przeszkadza innym, kończy się dyskusją o jego prawach, przy całkowitym zapomnieniu o obowiązkach.

Dzieci przychodzą do szkoły z przeświadczeniem, że są nietykalne. Kiedy postawię jedynkę za brak wiedzy, następnego dnia mam w telefonie wiadomość od rodzica: „Jak mogła pani zestresować mojego syna?”. Szanowni Państwo, szkoła to miejsce zdobywania wiedzy, a sprawdzian to weryfikacja wysiłku. Jeśli Wasze dziecko nie otwiera podręcznika, to żadna moja magiczna metoda nie sprawi, że materiał sam wejdzie mu do głowy.

Robienie z dzieci ofiar systemu, w którym nauczyciel jest „oprawcą”, bo wymaga przeczytania noweli, to największa krzywda, jaką im wyrządzacie. My musimy walczyć o ich uwagę z TikTokiem, a Wy, zamiast nas wspierać, stoicie po stronie ich lenistwa.

Powinniście bić pokłony, że jeszcze tu jesteśmy

Często słyszę, że nauczyciel to zawód z misją i że wiedzieliśmy, na co się piszemy. Owszem, ale nikt nam nie powiedział, że będziemy pracować w warunkach, w których nauczanie stanie się dodatkiem do gaszenia pożarów wychowawczych i biurokracji. Kiedy rodzice czepiają się, że nie odpisałam na Librusa o 21, albo że na sprawdzianie było o jedno pytanie za dużo, tracę resztki nadziei. Zamiast nas atakować, powinniście bić pokłony każdemu, kto za te śmieszne pieniądze decyduje się uczyć Wasze dzieci w tak trudnych grupach.

Gdyby nie nasz nadludzki wysiłek, te dzieci z problemami dawno by zginęły w systemie, a ci zdolni nigdy nie rozwinęli skrzydeł. My trzymamy tę konstrukcję na własnych plecach. Docencie to, że Wasze dzieci mają kogoś, kto mimo wszystko stara się im pokazać piękno języka, kto pilnuje ich bezpieczeństwa i próbuje ogarnąć ten niemożliwy do pogodzenia miks potrzeb w jednej sali.

Następnym razem, zanim napiszecie skargę, pomyślcie, co by było, gdybyśmy wszyscy jutro po prostu nie przyszli do pracy. Kto wtedy zajmie się Waszymi dziećmi? Bądźcie naszymi sojusznikami, a nie sędziami, bo gramy do jednej bramki − o przyszłość Waszych dzieci.

Z poważaniem,

Izabela K.


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Nauczycielka wzięła 2 dni L4. „Dostałam SMS-a od matki ucznia. Aż usiadłam z emocji”

Reklama
Reklama
Reklama
Loading...