Codziennie, gdy tylko wybrzmi dzwonek na przerwę, w szkole zapada nienaturalna cisza − nie słychać śmiechu, kłótni o zasady gry w gumę czy biegania po schodach. Zamiast tego widzę rzędy dzieci siedzących pod ścianami, z głowami spuszczonymi nad ekranami smartfonów, całkowicie odciętych od rzeczywistości i rówieśników. Patrzę na nich i serce mi pęka, bo wiem, że te dzieci tracą najpiękniejsze lata na scrollowanie głupich filmików, zamiast uczyć się życia, budowania relacji i radzenia sobie z nudą.

WIDEO…

player placeholder

Przerwa w szkole to dzisiaj seans zbiorowej hipnozy

Kiedyś przerwa była czasem, gdy trzeba było wynegocjować, w co się bawimy, nauczyć się przegrywać, a czasem i dostać guza, który uczył pokory i ostrożności. Dzisiaj dzieci nie umieją ze sobą rozmawiać − patrzą w telefony nawet wtedy, gdy siedzą ramię w ramię na jednej ławce. Próbowałam organizować im gry planszowe, wystawiałam pufy do siedzenia, zachęcałam do wspólnego śpiewania, ale dla nich wszystko, co nie ma procesora, jest nudne.

Problem w tym, że ta nuda to najważniejszy element rozwoju, bo z niej rodzi się kreatywność. Odbierając dzieciom przerwę bez ekranu, odbieracie im szansę na wykształcenie umiejętności społecznych, których nie zastąpi żadna aplikacja. One nie potrafią odczytywać emocji z twarzy kolegi, bo jedyne emocje, jakie znają, to emotikony na Messengerze.

Zobacz także:

Hodujecie niedojdy życiowe, które nie znają realnego świata

Najgorsze jest to, że to przywiązanie do telefonu przekłada się na totalną niezaradność w codziennych sprawach. Widzę uczniów, którzy mają problem z zawiązaniem sznurowadła, bo ich palce są wyćwiczone tylko w przesuwaniu palcem po szkle, a nie w precyzyjnych pracach manualnych. Gdy na wycieczce proszę, by sprawdzili drogę na mapie papierowej lub choćby rozejrzeli się dookoła, wpadają w panikę, bo bez nawigacji w telefonie czują się jak w ciemnym lesie.

Rodzice, dajecie dzieciom telefony dla bezpieczeństwa, a tak naprawdę robicie z nich niedorajdy, które nie potrafią zapytać o drogę, załatwić sprawy w sekretariacie czy po prostu poczekać na autobus bez gapienia się w TikToka. To są niedojdy życiowe, które w razie najmniejszego problemu technicznego stają się całkowicie bezradne, bo nikt ich nie nauczył myślenia przyczynowo-skutkowego w realnym świecie.

Czas na odzyskanie naszych dzieci z rąk algorytmów

Często słyszę od rodziców na wywiadówkach: „On tak odpoczywa, ma przeładowany plan lekcji”. To bzdura − mózg wpatrzony w niebieskie światło nie odpoczywa, on się smaży! Te dzieci przychodzą na lekcje przebodźcowane, rozdrażnione i z zerową koncentracją, bo ich jedyną motywacją jest to, by jak najszybciej znów zajrzeć do sieci. Jeśli nie wprowadzimy w szkołach i domach całkowitego zakazu używania telefonów na przerwach, to za dziesięć lat obudzimy się w świecie rządzonym przez ludzi, którzy nie potrafią nawiązać kontaktu wzrokowego.

Apeluję do Was, rodzice: miejcie odwagę być tymi złymi i zabierzcie im te zabawki choć na kilka godzin dziennie. Pozwólcie im się ponudzić, pobiegać, a nawet pokłócić na korytarzu. Tylko w ten sposób nauczą się żyć, a nie tylko wegetować w wirtualnej klatce, którą im sami ufundowaliście.

Proszę Redakcję o nagłośnienie tego problemu, bo my, nauczyciele, bijemy na alarm, ale bez wsparcia domów jesteśmy bezsilni. Ratujmy nasze dzieci, zanim całkiem zapomną, jak to jest być człowiekiem w prawdziwym świecie.

Bożena W.


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Państwo dokłada aż 1500 zł do 800 plus. Nie popełnij tego błędu przy składaniu wniosku