Odpowiedź ucznia rozbroiła nauczycielkę. To zadanie to kwintesencja humoru z zeszytów
Nie widziałam miny nauczycielki, która sprawdzała to zadanie, ale jestem prawie pewna, że musiała wybuchnąć śmiechem. No, przynajmniej się uśmiechnąć. Jej riposta wcale nie pozostała gorsza.

To zadanie z języka polskiego krąży w sieci już od jakiegoś czasu i za każdym razem bawi i... rozczula? To chyba dobre określenie. Nic dziwnego – trudno o lepszy przykład „humoru z zeszytów”.
Polecenie było proste: wyjaśnić, skąd pochodzi nazwa miesiąca „październik”. Szkolna klasyka. Uczeń – z komentarza nauczyciela wiemy, że Robuś – postanowił jednak nie kombinować i napisał wprost:
„Nazwa miesiąca października pochodzi przez to że, piździ czyli jest bardzo zimno”.
No i... trudno się nie uśmiechnąć.
To zadanie rozbroiło nauczycielkę
Oczywiście – ortografia leży, interpunkcja również. W dodatku odpowiedź daleka jest od tej, którą przewidziano w kluczu. A jednak: kreatywność chłopca zdecydowanie zasługuje na uznanie.
W końcu każdy, kto kiedyś marzł w październiku na przystanku, bo nie wiedział, czy to JUŻ czas na zimową kurtkę, czy jeszcze da radę pochodzić chwilę w przejściówce – doskonale wie, co miał na myśli sprytny Robuś.
Problem polega na tym, że szkoła oczekuje zupełnie innej odpowiedzi. Tej „właściwej”, czyli związanej z paździerzami – odpadkami z lnu i konopi, od których faktycznie pochodzi nazwa miesiąca.
System nie punktuje kreatywności
Pod odpowiedzią chłopca pojawił się komentarz nauczycielki: „Robuś, ten miesiąc to październik, nie piździernik”. Punktów nie było. A szkoda.
Bo choć odpowiedź nie spełnia kryteriów podręcznika, to pokazuje coś znacznie ciekawszego – sposób myślenia. Dziecko skojarzyło słowo z doświadczeniem, nadało mu sens, „oswoiło” język po swojemu. W dodatku zrobiło to z rozbrajającą szczerością.
Takie historie zawsze robią furorę. Bo przypominają coś, o czym łatwo zapomnieć – dzieci nie zawsze myślą schematami, bo te poznają dopiero w szkole.
Od lat słyszymy, że szkoła zabija kreatywność. Że uczy sposobu myślenia pod klucz, jednej poprawnej wersji. I nagle pojawia się taki Robuś. Dziecko, które nie zna definicji z podręcznika, ale potrafi połączyć fakty, język i doświadczenie w jedną, spójną całość.
Czy to błąd? Formalnie – tak. Życiowo? No cóż... Ja przyznaję Robusiowi punkt: w październiku rzeczywiście „piździ”.
Zobacz także: Humor z zeszytów uczniów bawi do łez. To 1 zadanie z religii to szczyt kreatywności