Reklama

Ostatnio moja przyjaciółka opowiedziała mi o bulwersującej szkolnej sytuacji, która na długo zostawiła mnie z poczuciem niesmaku. Jej siedmioletnia córka Amelia poszła do szkoły z ogromną radością, ale zamiast akceptacji spotkała się tam z zawiścią i odrzuceniem.

Dziewczynka już w pierwszej klasie płynnie czyta i z małą pomocą mnoży w pamięci. Z tego powodu na ostatnim, burzliwym zebraniu moja przyjaciółka usłyszała złośliwe pretensje ze strony innych mam, które zarzuciły jej, że mała Amelia zawyża poziom, a inne dzieci przez nią płaczą w domach ze stresu.

Zdolne dziecko jako klasowy wróg. Umiejętność płynnego czytania wywołała burzę

Mała Amelia od najmłodszych lat wykazywała gigantyczną ciekawość świata, a jej mama, zamiast podtykać jej smartfon pod nos dla świętego spokoju, spędzała z nią godziny na czytaniu książek i wspólnych grach logicznych. W efekcie dziewczynka, przekraczając próg pierwszej klasy, miała już opanowane umiejętności, które teoretycznie dzieci powinny zdobyć dopiero za rok lub dwa.

Gdy na lekcjach nauczycielka prosi o próbę przeczytania czegoś z podręcznika, Amelia jako jedyna robi to płynnie, z doskonałą dykcją i bez najmniejszego zająknienia. Czy dziewczynka stała się dzięki temu dumą klasy? Nie. Zamiast tego matki rówieśników zaczęły wymieniać między sobą uwagi w grupie na Whatsappie, twierdząc, że to chora ambicja rodziców, którzy chcieli zabłysnąć.

Skandaliczne zarzuty na zebraniu w szkole. Dlaczego rodzice boją się zdolnych dzieci?

Kulminacyjny punkt tej absurdalnej nagonki miał miejsce podczas pierwszego zebrania, kiedy wychowawczyni przywołała przykład Amelki i pochwaliła ją za wybitne zaangażowanie i bezbłędny test z matematyki. W tym momencie w sali zapadła głęboka, pełna napięcia cisza, po której dwie z obecnych mam wyrzuciły z siebie swoje pretensje.

Zaczęły narzekać, że obecność tak zaawansowanego dziecka w klasie niszczy pewność siebie ich pociech, które czują się po prostu gorsze. Jedna z kobiet oświadczyła, że jej syn co wieczór płacze w poduszkę, bo nie nadąża za Amelią, a nauczycielka przez to zawyża poziom i wymaga od reszty grupy zbyt szybkiego tempa nauki.

Edukacja w czasach totalnego lenistwa. Równanie w dół niszczy polskie szkoły?

Ta skandaliczna scena z zebrania to bolesny dowód na porażkę wychowawczą ludzi, którzy za wszelką cenę próbują wprowadzić wychowanie do przeciętności, piętnując każdego, kto ma odwagę się wyróżniać.

Żądamy od nauczycieli pochylania się nad każdym uczniem, a gdy pojawia się realny talent, otoczenie reaguje agresją, próbując na siłę zepchnąć wybitne dziecko do najniższego poziomu.

Niszczenie dziecięcej pasji w imię dziwnie pojętej solidarności rówieśniczej to zwykłe okrucieństwo, które zabija w młodych ludziach jakąkolwiek ambicję. Szkoła ma prawo stawiać twarde wymagania, a mądre rodzicielstwo polega na uczeniu własnych dzieci, że sukces kolegi z ławki powinien być inspiracją do ciężkiej pracy, a nie powodem do dokuczania i śmiechu.

Zobacz też: Nauczycielka nie spodziewała się takiego widoku w szatni. Kto wychowuje te dzieci? „Całkowite zepsucie”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...