Reklama

Piszę, bo naprawdę nie wiem już, dokąd to wszystko zmierza. Jestem nauczycielką i tego dnia miałam dyżur w szatni klas 1–3. To, co tam zobaczyłam po jednej z przerw, naprawdę mnie przeraziło.

Na podłodze było błoto naniesione z butów, papierki, opakowania po jedzeniu, a nawet niezjedzone kanapki. Plecaki i kurtki porozrzucane, śmieci leżały dosłownie wszędzie. Wyglądało to tak, jakby nikt nawet nie słyszał o czymś takim jak kosz.

Zwróciłam dzieciom uwagę. Nie oczekiwałam, że pierwszoklasiści zaczną nagle robić generalne porządki, ale liczyłam chociaż na to, że podniosą swoje śmieci.

„Sprzątaczki są od sprzątania”

Zamiast tego usłyszałam od kilku dzieci, że przecież sprzątaczki są od sprzątania. Jedno z nich powiedziało mi wręcz, że „przecież za to im płacą”.

Próbowałam im wytłumaczyć, że pani sprzątająca nie jest od zbierania po każdym dziecku papierków i resztek jedzenia. Że każdy może wyrzucić własny papierek do kosza i że zwyczajnie nie zostawia się po sobie bałaganu. Patrzyły na mnie, jakbym mówiła po chińsku.

Pomyślałam, że problem jest dużo większy niż brudna szatnia. Dzieci mogą czegoś nie wiedzieć, mogą zapomnieć, mogą się wygłupiać. Tego można nauczyć. Tylko kto ma je tego nauczyć, skoro część z nich już w pierwszych klasach szkoły uważa, że człowiek wykonujący określoną pracę jest od tego, żeby po nich sprzątać?

Mam wrażenie, że coraz częściej rodzice bardzo dużo wymagają od szkoły, nauczycieli i innych dorosłych, a zapominają o podstawowym wychowaniu własnego dziecka.

Nie mówię, że wszystkie dzieci są takie. Na szczęście nie. Widzę też uczniów, którzy potrafią podnieść papierek, powiedzieć „proszę”, „dziękuję” czy przeprosić. Tylko coraz częściej mam wrażenie, że podstawowe zasady kultury traktuje się jak coś dodatkowego.

A przecież szkoła nie powinna być miejscem, w którym od początku uczymy dziecko, że ktoś inny posprząta po nim bałagan.

Dla mnie to nie jest już zwykły brak porządku. To kwestia szacunku do drugiego człowieka. I naprawdę chciałabym, żeby rodzice zaczęli o tym z dziećmi rozmawiać, zanim będzie za późno.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl


Komentarz redakcji: Trudno oczekiwać od najmłodszych uczniów pełnej samodzielności, ale czym innym jest dziecięca nieporadność, a czym innym przekonanie, że po dziecku zawsze posprząta ktoś inny. Nauka szacunku, odpowiedzialności i dbania o wspólną przestrzeń zaczyna się przede wszystkim w domu. Szkoła może te zasady przypominać i wzmacniać, ale nie powinna być jedynym miejscem, w którym dziecko się ich uczy.

Zobacz także: Pedagog szkolny bije na alarm po tym, co zastał w łazience. Kto wychowuje te dzieci? „Upodlenie”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...