Wzorowa uczennica ze średnią 5,3 nie dostała się do żadnego liceum. Zrozpaczona matka: „Cały system do poprawki”
To, co zafundowali naszym dzieciom urzędnicy oświatowi, to jest jawna kpina i plucie w twarz młodym ludziom, którzy uwierzyli, że ciężka praca i dobre oceny cokolwiek w tym kraju znaczą.

Gabrysia na swoim świadectwie miała same piątki i szóstki, wygrała konkurs kuratoryjny z biologii, a egzamin ósmoklasisty napisała na ponad osiemdziesiąt procent. Łącznie uzbierała tak gigantyczną liczbę punktów rekrutacyjnych, że wszystkie kalkulatory internetowe pokazywały stuprocentową pewność przyjęcia do wybranej klasy biologiczno-chemicznej. Wybrała trzy dobre, publiczne licea w naszym mieście, zabezpieczając się na wszelkie możliwe sposoby. Kiedy wczoraj zalogowałyśmy się do systemu, powitał nas suchy komunikatem: brak przydziału do jakiejkolwiek placówki.
Wyniki rekrutacji do liceum − wzorowi uczniowie zostali bez przydziału
Zaniemówiłam, a moja córka zaczęła szlochać. Okazało się, że przez tak zwane progi punktowe i gigantyczną liczbę laureatów z dodatkowymi uprawnieniami, dla dzieci z taką świetną średnią jak 5,3 po prostu zabrakło miejsc na listach.
Wybitna, ambitna dziewczyna została postawiona pod ścianą i potraktowana przez oświatę jak uczeń drugiej kategorii, dla którego nie ma wolnego krzesła w żadnej porządnej klasie.
Świadectwo z wyróżnieniem i... figa z makiem
W panice natychmiast zadzwoniłam do kuratorium oświaty, myśląc, że to jakiś błąd systemu albo zwykła pomyłka urzędnicza. To, co usłyszałam od pani, po prostu mnie osłabiło. Kobieta oświadczyła, że kuratorium nie zajmuje się indywidualnymi przypadkami, a za całą procedurę rekrutacyjną i ustalanie limitów miejsc odpowiada wyłącznie dyrektor konkretnej szkoły. Kazali mi czekać na rekrutację uzupełniającą w sierpniu, kiedy tak naprawdę zostaną już tylko ochłapy w najgorszych szkołach na drugim końcu miasta, do których jedzie się dwoma autobusami.
No na litość boską, ręce opadają. Po co w takim razie te dzieciaki mają uczyć się do upadłego przez cały rok? Po co te czerwone paski, po co te konkursy, stres i kucie definicji po nocach, skoro na koniec i tak decyduje chory, ślepy algorytm komputerowy, który wyrzuca wybitne umysły na boczny tor? Zrównaliśmy lenistwo z ciężką pracą, tworząc chory system, w którym punkty za wolontariat czy zbieranie nakrętek ważą tyle samo, co ocena z trudnego egzaminu państwowego. To jest totalna degradacja autorytetu wiedzy i nauki.
Przeciętni uczniowie mają łatwiej?
Mój mąż twierdzi, że musimy zacisnąć zęby, iść do dyrektora i pisać podania o zwiększenie limitu miejsc w klasie. Ale we mnie wszystko krzyczy z buntu przeciwko takiemu traktowaniu naszych dzieci. Hania, koleżanka z ławki Gabrysi, która ledwo prześlizgiwała się z klasy do klasy ze średnią 3,8, dostała się bez problemu do technikum o profilu ogólnym, bo tam progi były niższe, a moja córka siedzi teraz zamknięta w pokoju, patrzy w ścianę i czuje się jak totalna nieudacznica. Ten system zniszczył w niej jakąkolwiek pasję i chęć do rozwijania skrzydeł.
Nauczyciele i dyrektorzy mają usta pełne frazesów o wspieraniu talentów, ale rzeczywistość brutalnie weryfikuje ich słowa. Chciałam zapytać innych rodziców, którzy też przechodzą przez to piekło: jak radzicie sobie z rozpaczą swoich dzieci? Czy Wasze zdolne dzieciaki też zostały na lodzie przez bezduszne algorytmy i brak miejsc w liceach? Pomóżcie, bo wizja walki o przyszłość mojego dziecka w rekrutacji uzupełniającej odbiera mi resztki sił.
Pozdrawiam serdecznie,
Dorota
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl