Reklama

Mama 9-letniego Adasia (imię zmienione), ucznia trzeciej klasy szkoły podstawowej, opisała sytuację, która zaczęła się od pozornie niewinnych uwag dotyczących starego plecaka, ale z czasem przerodziła się w coś znacznie bardziej bolesnego.

Chłopiec zaczął wracać ze szkoły smutny i coraz częściej pytał rodziców o pieniądze. Jego mama początkowo nie rozumiała, skąd nagle wzięło się u dziecka takie zainteresowanie sytuacją finansową rodziny.

„Myślałam, że ktoś mu coś powiedział”

Mam na imię Iwona i jestem mamą 9-letniego Adasia. Od jakiegoś czasu zauważałam, że Adaś niechętnie chodzi do szkoły. Nie chciał za bardzo opowiadać, co się dzieje, a kiedy pytałam, czy wszystko w porządku, odpowiadał, że tak. Pewnego popołudnia wrócił do domu i nagle zapytał mnie:

– Mamo, a my jesteśmy biedni?

Zamurowało mnie. Zapytałam go, dlaczego w ogóle tak pomyślał, ale wzruszył ramionami. Powiedział tylko, że ktoś w klasie powiedział, że jego plecak wygląda jak dla biedaka.

Miałam wtedy ochotę powiedzieć mu, że plecak absolutnie o niczym nie świadczy. Ten jego jest rzeczywiście stary, ale nadal jest całkiem dobry i nie widziałam powodu, żeby kupować nowy tylko dlatego, że komuś się nie podoba.

„Wtedy zajrzałam do plecaka”

Wieczorem zaczęłam przygotowywać rzeczy na następny dzień. Wzięłam jego plecak i wtedy zobaczyłam, że w jednej z przegródek ma kilka pomiętych kartek. Wyjęłam je, bo pomyślałam, że to jakieś rysunki albo prace z lekcji. Kiedy je rozprostowałam, zrobiło mi się słabo.

Na jednej ktoś narysował chłopca z bardzo dużymi uszami, a obok napisał: „Adaś – biedak”. Na kolejnej kartce znajdował się podobny rysunek, a pod nim kolejny obraźliwy podpis.

Były też kartki z pojedynczymi słowami, które jasno pokazywały, że ktoś celowo chciał mojego syna upokorzyć. Siedziałam z tymi kartkami w rękach i zastanawiałam się, ile razy Adaś otwierał plecak i je widział. Najbardziej bolało mnie to, że on nikomu o tym nie powiedział.

„Nagle zrozumiałam jego pytania”

Następnego dnia zapytałam go wprost, czy dzieci mu dokuczają. Tym razem się rozpłakał. Powiedział, że kilku chłopców śmieje się z jego plecaka i mówi, że jego rodzice nie mają pieniędzy. Kiedy przynosi drugie śniadanie, czasami komentują, co ma w pudełku. Kilka razy słyszał też, że „biedaki powinny siedzieć w domu”.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Zrozumiałam wtedy, dlaczego pytał mnie, czy jesteśmy biedni. Dla dorosłego stary plecak jest po prostu starym plecakiem. Dla dziecka może jednak stać się powodem, dla którego zaczyna zastanawiać się, czy jest gorsze od innych.

Powiedziałam mu, że nie ma się czego wstydzić. Wyjaśniłam, że każdy dom ma inną sytuację finansową, ale pieniądze nie decydują o tym, czy ktoś jest wartościowym człowiekiem.

„Nie pozwolę, żeby mój syn się tego wstydził”

Nie mam zamiaru udawać, że nic się nie stało. Porozmawiałam już z wychowawczynią i pokazałam jej kartki, które znalazłam w plecaku.

Nie chcę, żeby ktoś robił z mojego syna ofiarę ani żeby dzieci nagle zaczęły go traktować inaczej z litości. Chcę tylko, żeby skończyło się wyśmiewanie. Adaś nie powinien wracać ze szkoły i zastanawiać się, czy jest gorszy dlatego, że jego rodzice nie kupują mu co roku nowego plecaka.

Najbardziej chciałabym jednak, żeby mój syn zapamiętał coś zupełnie innego: nie ma nic złego w tym, że nie możemy mieć wszystkiego, co mają inni.

Mam nadzieję, że dzieci, które pisały te kartki, również to kiedyś zrozumieją. I że zanim następnym razem wyśmieją kogoś za ubranie, telefon czy plecak, zastanowią się, jak bardzo takie słowa mogą zaboleć.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...