300+ już dawno nie starcza na wyprawkę. „Syn idzie do 2 klasy. Mówi, że to obciach mieć ten sam plecak”
Plecak, piórnik, zeszyty, trampki na WF... Lista zakupów przed początkiem roku szkolnego wydaje się nie mieć końca, a rodzice coraz częściej mówią, że 300+ stało się tylko symbolicznym dodatkiem. Czy świadczenie powinno zostać zwaloryzowane?

Świadczenie „Dobry Start”, potocznie nazywane 300+, wydawało się realnym wsparciem dla rodzin przygotowujących dzieci do nowego roku szkolnego. Dziś wielu rodziców patrzy na tę kwotę z rozgoryczeniem. Ceny przyborów szkolnych, plecaków, butów i ubrań wzrosły tak bardzo, że 300 zł często znika po pierwszych zakupach.
Program „Dobry Start” nadal zapewnia jednorazowe świadczenie w wysokości 300 zł na każde uczące się dziecko. Jego wysokość od momentu wprowadzenia programu nie uległa zmianie, mimo że w ostatnich latach inflacja i rosnące ceny mocno wpłynęły na koszty życia.
Rodzice coraz częściej zadają więc pytanie: czy kwota ustalona kilka lat temu nadal odpowiada dzisiejszym realiom?
„Dzisiaj bardziej przydałoby się 500+ na wyprawkę”
Niektórzy przyznają wprost, że świadczenie przestało spełniać swoją pierwotną funkcję.
– Nie chcę narzekać, bo każda pomoc się przydaje. Ale prawda jest taka, że 300 zł nie robi już takiej różnicy jak kiedyś. Wystarczy kupić porządny plecak, buty na zmianę i piórnik, a pieniędzy praktycznie nie ma. Mam wrażenie, że dziś bardziej przydałoby się 500+, bo dopiero taka kwota rzeczywiście odciążyłaby rodziców – mówi Sylwia, mama dwóch córek w wieku 7 i 11 lat.
Jak podkreśla, najbardziej zaskakują ją ceny rzeczy, które jeszcze kilka lat temu kosztowały znacznie mniej.
– Zwykły plecak potrafi kosztować ponad 200 zł. Do tego zeszyty, bloki, farby, kredki, worki na buty... Człowiek nawet nie zauważa, kiedy przekracza tysiąc złotych.
„Syn mówi, że drugi rok z tym samym plecakiem to obciach”
Koszty to jedno. Drugim problemem okazuje się presja rówieśnicza.
– Mój syn idzie do drugiej klasy i od kilku tygodni powtarza, że chce nowy plecak. Tłumaczy, że wszyscy kupują nowe rzeczy i że chodzenie drugi rok z tym samym jest obciachem. A jego obecny plecak jest praktycznie jak nowy – opowiada Joanna, mama 8-letniego Kuby.
Przyznaje, że sama ma mieszane uczucia.
– Z jednej strony rozumiem, że dzieci chcą być takie jak koledzy. Z drugiej próbuję nauczyć syna, że nie wszystko trzeba wymieniać tylko dlatego, że zaczął się nowy rok szkolny. Mam wrażenie, że presja konsumpcyjna zaczyna się dziś naprawdę wcześnie.
Coraz więcej rodziców mówi, że największym wyzwaniem nie są już same wydatki, ale pogodzenie rozsądku z oczekiwaniami dzieci.
„Mam troje dzieci. 300+ wystarczyło na same zeszyty i przybory”
Im więcej dzieci w rodzinie, tym większym wyzwaniem staje się skompletowanie wyprawki.
– Mam troje dzieci: córkę w pierwszej klasie, syna w czwartej i najstarszą córkę w siódmej. Co roku obiecuję sobie, że będę kupować wszystko wcześniej. A potem i tak wydajemy fortunę w sierpniu. W tym roku 300+ praktycznie poszło na zeszyty, bloki, kredki, plastelinę i pozostałe przybory. Plecaki, buty i ubrania musieliśmy kupić z własnych pieniędzy – mówi Katarzyna.
Dodaje, że najbardziej zaskoczyły ją ceny drobnych rzeczy.
– Każda pojedyncza rzecz wydaje się niedroga. Pięć złotych tu, osiem złotych tam, kilkanaście za okładki, kilkadziesiąt za strój na WF. Ale kiedy dochodzi się do kasy, nagle okazuje się, że rachunek wynosi ponad tysiąc złotych.
Rodzice nie oczekują, że państwo sfinansuje całą szkolną wyprawkę. Wielu z nich podkreśla jednak, że świadczenie, które kilka lat temu rzeczywiście odciążało domowy budżet, dziś ma znacznie mniejszą wartość. Nie dlatego, że dzieci potrzebują więcej, ale dlatego, że wszystko wokół po prostu kosztuje więcej.
Właśnie dlatego coraz częściej słychać głosy, że program „Dobry Start” sam potrzebuje... dobrego startu. A konkretnie waloryzacji, która pozwoliłaby mu znów spełniać rolę realnego wsparcia, a nie jedynie symbolicznego dodatku do coraz droższej wyprawki szkolnej.
Zobacz także:
- ZUS przypomina rodzicom o 300 plus. Ta data może zdecydować o terminie wypłaty
- Już jest kalendarz roku szkolnego 2026/2027: więcej laby niż nauki. Będą dłuższe wakacje, zmiany w organizacji ferii
- Nauczyciele nie biorą jeńców: od września zmiany w szkołach. „Żadnych wycieczek, festynów, zebrania z rodzicami do 15”