Grzecznie pouczyła obcą matkę w galerii. „Paskudnie mi się dostało. Nie mam dziecka, to nie mogę się wtrącać?”
Jeszcze długo po powrocie do domu nie mogłam się uspokoić. Ręce wciąż lekko mi drżały, a w głowie raz po raz wracał obraz małej dziewczynki stojącej pośrodku galerii. Nie potrafiłam przestać myśleć o jej wielkich, zapłakanych oczach.

Weekendowe zakupy w centrum handlowym. Szukałam lnianej sukienki na wakacje. Nagle usłyszałam płacz. Głośny, rozpaczliwy, taki, którego nie da się pomylić ze zwykłym dziecięcym marudzeniem.
Kilka metrów dalej stała kilkuletnia dziewczynka. Twarz miała czerwoną, niemal purpurową, a po policzkach spływały jej wielkie łzy. O coś prosiła mamę, ale nie wiem o co. Właściwie nie było to najważniejsze. Widziałam przede wszystkim dziecko, które nie radziło sobie z ogromnymi emocjami.
Jej mama wyglądała na zmęczoną i rozdrażnioną. Zamiast przytulić córkę lub spróbować ją uspokoić, zaczęła jej grozić. Padły słowa, że jeśli dziewczynka natychmiast się nie uspokoi, „dostanie”. Poczułam niepokój. Pomyślałam, że ta mała potrzebuje teraz przede wszystkim bliskości i poczucia bezpieczeństwa.
Nie chciałam pouczać, chciałam zareagować
Podeszłam spokojnie. Powiedziałam, że dziewczynka najwyraźniej potrzebuje teraz zrozumienia i empatii. Dodałam też, że straszenie laniem nie pomoże, a podniesienie ręki na dziecko jest po prostu przemocą. Bałam się reagować, ale czułam, że nie mogę postąpić inaczej.
Nie liczyłam na podziękowania, ale nie spodziewałam się takiej reakcji. Matka od razu zaatakowała mnie słowami, że nie mam prawa oceniać tego, jak wychowuje córkę, i że powinnam zająć się własnymi dziećmi.
Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że ich nie mam. To rozwścieczyło ją jeszcze bardziej. Jakby brak własnych dzieci odbierał człowiekowi prawo do troski o cudze.
Czy tylko rodzice mogą stanąć po stronie dziecka?
Od tamtej chwili często wracam myślami do tej sceny. Zastanawiam się, skąd bierze się przekonanie, że o dzieciach mogą wypowiadać się wyłącznie rodzice. Czy naprawdę trzeba mieć własne potomstwo, by wiedzieć, że przestraszone dziecko potrzebuje wsparcia? Czy trzeba być mamą lub tatą, by rozumieć, że groźby i strach nie uczą szacunku?
Nie uważam, że każdy przechodzień powinien komentować każdą decyzję rodzica. Każdy ma prawo do gorszego dnia, zmęczenia czy błędów. Są jednak sytuacje, w których milczenie staje się cichą zgodą.
Odpowiedzialność nas wszystkich
Być może moje słowa niczego wtedy nie zmieniły. Wierzę jednak, że warto reagować spokojnie i z szacunkiem, gdy widzimy dziecko, które doświadcza strachu lub upokorzenia. Dobro dzieci nie jest wyłącznie sprawą rodziny. To odpowiedzialność, którą wszyscy w pewnym stopniu ponosimy.
Nie trzeba być rodzicem, by to dostrzec. Wystarczy pozostać uważnym człowiekiem.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Kłopotliwa scena na plaży w Międzyzdrojach: matka myślała, że nikt nie zauważy? „Ludzie odwracali wzrok”