„Po weekendzie z wnuczkami marzyłam o wyjeździe do sanatorium. Dzisiejsze dzieci nie mają szacunku do starszych”
Czy sześciolatka i dziewięciolatka mogą być niewychowane? A może to dorośli ponoszą odpowiedzialność za to, jak dzieci traktują innych ludzi? Do naszej redakcji napisała babcia, która po ostatnim weekendzie spędzonym z wnuczkami nie kryje rozczarowania.

Do naszej redakcji napisała pani Teresa, emerytowana księgowa i babcia dwóch dziewczynek w wieku 6 i 9 lat. Kobieta przyznaje, że zawsze z radością czeka na spotkania z wnuczkami, ale ostatnia wizyta skłoniła ją do gorzkich refleksji.
„Dziewczynki robią tylko to, czego zostały nauczone”
Mam dwie cudowne wnuczki. Jedna ma sześć lat, druga dziewięć. Są zdrowe, inteligentne i pełne energii. Nie piszę tego listu po to, żeby je krytykować. Prawda jest taka, że dzieci robią tylko to, czego zostały nauczone.
Po ostatnim weekendzie spędzonym razem zrozumiałam jednak, jak bardzo zmieniło się wychowanie. Dziewczynki przyjechały do mnie na trzy dni, długi weekend. Cieszyłam się jak dziecko. Przygotowałam dla nich pokój, kupiłam ulubione przekąski, zaplanowałam wspólne pieczenie ciastek.
Już po kilku godzinach byłam wykończona.
Nie dlatego, że dzieci były głośne. Dzieci mają prawo być głośne. Problem polegał na czymś innym. Przez cały weekend praktycznie niczego nie usłyszałam bez przypominania. „Dzień dobry”, „proszę”, „dziękuję”, „czy mogę pomóc?” – wszystko trzeba było wyciągać z nich siłą.
Kiedy podałam obiad, dziewięciolatka zapytała tylko, czy nie mam czegoś innego. Sześciolatka zostawiła talerz na stole i pobiegła się bawić. Żadna nawet nie pomyślała, żeby odnieść naczynia czy zapytać, czy w czymś pomóc.
I wiecie co? Nie obwiniam ich.
„Rodzice wyręczają dzieci we wszystkim”
Mam wrażenie, że dzisiejsi rodzice tak bardzo chcą ułatwić dzieciom życie, że zapomnieli nauczyć je podstawowych rzeczy.
Widzę to nie tylko u swoich wnuczek. Widzę to wszędzie. Dzieci nie sprzątają po sobie, bo zrobi to mama. Nie odnoszą naczyń, bo zrobi to tata. Nie muszą pamiętać o dobrych manierach, bo nikt nie zwraca na to uwagi.
Kiedy zwróciłam wnuczce uwagę, żeby powiedziała „dziękuję”, spojrzała na mnie zdziwiona, jakbym wymagała czegoś niezwykłego.
Najbardziej zabolało mnie jednak coś innego. Kiedy później wspomniałam córce, że dziewczynki mogłyby pomagać w drobnych obowiązkach, usłyszałam, że są jeszcze za małe i mają być dziećmi.
Tylko że ja nie oczekuję, że sześciolatka będzie myła okna, a dziewięciolatka gotowała obiady. Chodzi o proste rzeczy. O szacunek. O kulturę. O zauważenie, że ktoś poświęca dla nich swój czas i siły.
„Za kilka lat będzie już za późno”
Po tym weekendzie naprawdę czułam się zmęczona. Nie przez dzieci, ale przez poczucie bezradności.
Mam wrażenie, że coraz więcej rodziców wychowuje dzieci w przekonaniu, że wszystko im się należy. Że świat ma się do nich dostosować. Że nie muszą liczyć się z innymi ludźmi.
A potem wszyscy dziwią się, że młodzież nie szanuje nauczycieli, starszych osób czy innych autorytetów.
Szacunku nie uczy się nagle w wieku piętnastu lat. Tego uczy się sześciolatka, która mówi „dziękuję” za obiad. Tego uczy się dziewięciolatka, która zapyta babcię, czy pomóc jej posprzątać po wspólnym pieczeniu ciastek.
Dlatego nie mam pretensji do swoich wnuczek. One są jeszcze dziećmi. Mam pretensje do dorosłych, którzy uznali, że wychowanie można odłożyć na później.
Bo obawiam się, że za kilka lat będzie już za późno.
Zobacz także: Pokolenie rodziców-pionków. Babcia nie wytrzymała: „Dzieci nimi rządzą. Scena w kościele mną wstrząsnęła”