Reklama

W pierwszym etapie obowiązują ustawowe kryteria, które są takie same w całym kraju. Dodatkowe punkty mogą otrzymać m.in. dzieci z rodzin wielodzietnych, dzieci z niepełnosprawnością, wychowywane przez samotnego rodzica czy objęte pieczą zastępczą.

W drugim etapie samorządy mogą ustalać własne kryteria. W wielu gminach dodatkowe punkty przyznawane są np. dzieciom rodziców pracujących, rozliczających podatki na terenie gminy albo tym, których rodzeństwo uczęszcza już do danej placówki. Zdarzają się jednak także rozwiązania mające wspierać rodziny znajdujące się w trudniejszej sytuacji życiowej lub zawodowej.

To właśnie wtedy pojawiają się kontrowersje. Jedni mówią o wyrównywaniu szans. Inni o karaniu osób aktywnych zawodowo.

„Gdyby nie te punkty, nie wróciłabym do pracy”

W publicznej debacie często zapomina się, że za każdą decyzją rekrutacyjną stoi konkretna rodzina i konkretna historia.

– Sama wychowuję trzyletniego synka. Mąż odszedł dwa lata temu i od tamtej pory wszystko jest na mojej głowie. Kiedy składałam dokumenty do przedszkola, wiedziałam, że dodatkowe punkty za samotne wychowywanie dziecka mogą mieć znaczenie. Dzięki temu mój syn dostał miejsce. A ja mogłam wrócić do pracy po wychowawczym. Bez tego nie wiem, jak poradziłabym sobie finansowo – mówi Inga.

Jej zdaniem system nie jest idealny, ale powinien uwzględniać sytuacje, w których rodzic naprawdę nie ma wsparcia.

– Czasami słyszę, że miałam „łatwiej”. Nie czuję się uprzywilejowana. Wolałabym mieć męża przy sobie i nie potrzebować żadnych dodatkowych punktów – dodaje.

Takich historii jest wiele. Samorządy podkreślają, że niektóre kryteria mają pomagać rodzinom, które bez wsparcia instytucjonalnego mogłyby znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji.

Czytaj też: Wakacyjny dyżur w przedszkolu to kpina? „Weszłam i osłupiałam. Paniom nic się nie chce”

„Dobrze zarabiamy, więc nie narzekam”

Nie wszyscy rodzice patrzą na sprawę z goryczą. Niektórzy przyjmują zasady gry ze spokojem, nawet jeśli oznacza to wyższe wydatki.

– Mamy z mężem dwójkę dzieci w wieku przedszkolnym. Oboje dobrze zarabiamy i od początku zakładaliśmy, że może się skończyć prywatnym przedszkolem. Syn i córka nie dostali się do miejskiej placówki, ale nie mam o to pretensji. Są rodziny, które bardziej potrzebują wsparcia niż my – mówi Paulina.

Przyznaje jednak, że koszt prywatnej opieki potrafi przyprawić o zawrót głowy.

– Czasami płacimy miesięcznie tyle, ile niektórzy przeznaczają na ratę kredytu. To duże obciążenie, ale stać nas na nie. Rozumiem jednak rodziców, którzy czują frustrację, gdy pracują, płacą podatki, a potem nie mogą liczyć na miejsce w publicznej placówce.

To właśnie ten argument najczęściej pojawia się w internetowych dyskusjach. Wielu rodziców uważa, że system powinien przede wszystkim wspierać osoby aktywne zawodowo.

„Pracujemy od świtu do nocy i zostaliśmy z niczym”

Najwięcej emocji wzbudzają jednak historie podobne do tej, którą opowiedziała nam Agnieszka.

– Przeprowadziliśmy się do innego miasta, bo mąż dostał świetną pracę. Ja prowadzę własną firmę, pracuję zdalnie. Wydawało mi się, że robimy wszystko tak, jak powinno się robić. Pracujemy, utrzymujemy rodzinę, płacimy podatki. A potem przyszły wyniki rekrutacji i okazało się, że mój Staś nie dostał się do przedszkola – opowiada.

Najbardziej zabolało ją porównanie z sytuacją kuzynki.

– Jej dziecko dostało miejsce w tej samej gminie. I nie ukrywam, że mam o to żal. Kuzynka od lat nie pracuje, jej mąż też podejmuje tylko dorywcze zajęcia. Żyją głównie z różnych świadczeń. Wiem, że to zabrzmi okrutnie, ale mam poczucie, że system nagrodził nierobów, a ukarał ludzi, którzy ciężko pracują – mówi z goryczą.

Jedni widzą w dodatkowych punktach konieczne wsparcie dla rodzin znajdujących się w trudniejszej sytuacji życiowej. Inni pytają, czy nie doszło do paradoksu, w którym aktywność zawodowa przestaje być atutem.

Prawda jest jednak bardziej skomplikowana. Za każdym miejscem przyznanym w przedszkolu stoi dziecko. Za każdym odrzuconym wnioskiem – rodzina, która właśnie musi wymyślić plan B. I być może dlatego rekrutacja do przedszkoli budzi dziś tak wielkie emocje. Bo dla rodziców nie jest tylko procedurą administracyjną. To decyzja, która wpływa na codzienne życie całej rodziny.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Leoś wrócił z przedszkola głodny. „Nie dali mi obiadu, bo mnie nie zauważyli”. Reakcja mamy może zdziwić

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...