Ciocia z przedszkola odmówiła przewijania dziecka. „Z dzidziami w pieluchach zostaje się w domu”
Czy dzieci w przedszkolu powinny być odpieluchowane? Mail od naszej czytelniczki pokazuje, jak szybko z pozoru błahy problem może zamienić się w emocjonalną wojnę między rodzicem a przedszkolem.

Napisała do nas mama 3,5-letniego chłopca, która nie kryje oburzenia zachowaniem nauczycielki przedszkolnej. Anna wyjaśnia, że jej syn już dawno nauczył się korzystać z toalety, jednak kilka tygodni temu coś się zmieniło. Coraz częściej nie zdążał do łazienki, dlatego mama zdecydowała się zakładać mu do przedszkola pieluchomajtki.
Anna podejrzewa, że to regres spowodowany dużymi zmianami w życiu chłopca: jego problemy zaczęły się, gdy dowiedział się, że jego mama jest w ciąży i już za kilka miesięcy będzie starszym bratem.
Jak twierdzi nasza czytelniczka, na początku nauczycielki wydawały się wyrozumiałe, tym bardziej że wyjaśniła im, że to musi być zmiana na tle emocjonalnym. Problem pojawił się po miesiącu, gdy chłopiec zaczął codziennie mieć „wpadki”, a panie coraz wyraźniej okazywały frustrację. Punktem zapalnym miały być słowa jednej z nauczycielek: „Skoro jest dzidziusiem w pieluszce, to powinien siedzieć w domu”.
„Mam wrażenie, że oni oczekują od dzieci perfekcji”
„Naprawdę nie rozumiem, o co tyle pretensji. Mój syn nie robi tego specjalnie. Ma dopiero 3,5 roku (w październiku skończy 4 lata), jest bardzo wrażliwy i po prostu ostatnio gorzej znosi stres. Mąż dużo pracuje, ja też mam swoje obowiązki, a teraz, kiedy jestem w ciąży, jestem trochę bardziej nerwowa, dużo mamy na głowie. On na pewno to wyczuwa, ale czy to powód, żeby robić z niego jakiegoś problemowego dzieciaka?
Na początku wszystko było okej. Powiedziałam paniom wprost, że przez jakiś czas będzie chodził w pieluchomajtkach, bo czasem nie zdąży. Kiwały głowami, mówiły, że rozumieją, że każde dziecko rozwija się inaczej. No to uznałam, że temat jest załatwiony.
Tylko że po kilku tygodniach zaczęły się dziwne komentarze. A to, że ‘warto poćwiczyć w domu’, a to, że ‘grupa idzie dalej’. Przepraszam bardzo, ale to jest przedszkole, a nie wojsko. Dzieci mają trzy lata, nie trzydzieści.
Najbardziej wkurzyło mnie to, co usłyszałam ostatnio. Jedna z pań powiedziała przy innych rodzicach w szatni, że skoro mój syn jest ‘dzidziusiem w pieluszce’, to powinien siedzieć w domu. Zamurowało mnie. Jak można powiedzieć coś takiego o małym dziecku?
Mam wrażenie, że dziś od dzieci oczekuje się perfekcji. Wszystko ma być szybko, idealnie i bezproblemowo. A jak dziecko potrzebuje trochę więcej czasu albo uwagi, to od razu jest kłopotem.
Tak, oczekuję, że ktoś okaże mojemu dziecku cierpliwość, a nie będzie je zawstydzał. Mój syn jest cudownym, mądrym chłopcem. To, że ma chwilowy regres, nie oznacza, że można go traktować gorzej”.
Granice cierpliwości i granice wsparcia
Trudno nie współczuć matce, która usłyszała tak mocne słowa o swoim dziecku. Regres w odpieluchowaniu naprawdę się zdarza i dla wielu rodziców jest źródłem ogromnego stresu, poczucia winy i bezradności. Każde dziecko rozwija się w swoim tempie i czasem potrzebuje więcej wsparcia, niż zakładaliśmy.
Z drugiej strony warto pamiętać, że nauczycielki przedszkolne pracują jednocześnie z całą grupą dzieci i również mają swoje granice. Codzienne przewijanie starszego dziecka czy częste „wypadki” mogą być dla personelu dużym wyzwaniem organizacyjnym. W takich sytuacjach najważniejsza wydaje się spokojna rozmowa i wspólne szukanie rozwiązania – bez zawstydzania dziecka, ale też bez wzajemnych pretensji.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: „Przedszkola powinny być otwarte całą dobę. Kiedy mam nocki, syna dogląda sąsiadka”