Reklama

Po publikacji tekstu: „Przedszkola powinny być otwarte od 6:30. Przez lenistwo pań spóźniam się do pracy” napisała do nas pani Marta, która samotnie wychowuje syna i pracuje w systemie zmianowym. Kobieta twierdzi, że wielokrotnie słyszała, że „trzeba było inaczej sobie ułożyć życie”, ale – jak podkreśla z rezygnacją – rachunki same się nie zapłacą.

W swoim liście opisuje, jak naprawdę wygląda codzienność wielu rodziców pracujących zmianowo.

Nie wszyscy rodzice pracują w korporacjach

„Mam 34 lata, samotnie wychowuję pięcioletniego syna i naprawdę mam już dość słuchania mądrych rad od ludzi, którzy nigdy nie musieli wybierać między pracą a bezpieczeństwem dziecka. Pracuję w magazynie, mam zmiany dzienne i nocne. I wiecie co? Kiedy mam nocki, syna dogląda sąsiadka z drugiego piętra.

Ojciec jest ojcem tylko na papierze, ostatni raz odwiedził Wojtusia na Gwiazdkę. Prezentu nie przywiózł, bo powiedział, że zapomniał. Zwykle nie pamięta, że w ogóle ma dziecko.

Tak wygląda moja rzeczywistość. Nie żadna patologia, nie imprezy, nie lenistwo. Po prostu życie.

Całodobowe przedszkola: czy to dobre rozwiązanie?

Przedszkole Wojtka działa do 17:00, a ja czasem zaczynam zmianę o 22:00 i kończę nad ranem. Nie mam armii cioć i babć na zawołanie, bo moi rodzice nie żyją, a teściowie nigdy mnie nie lubili i chyba cieszą się, że mój były odszedł. Mają więcej wnuków, więc niespecjalnie się nami przejmują.

W moim trybie pracy zaczyna się kombinowanie. Sąsiadka, koleżanka, czasem płatna opiekunka, która bierze tyle, że połowa wypłaty znika w dwa tygodnie. A potem słyszę od innych matek, że dziecko powinno spać we własnym łóżku, mieć rytuały i stabilność. Serio? To niech ktoś mi jeszcze powie, z czego mam zapłacić czynsz.

Powiem coś, za co pewnie zaraz mnie zjedzą: przedszkola powinny być otwarte całą dobę. Tak jak szpitale działają całą dobę, sklepy, stacje benzynowe i magazyny też. To dlaczego rodzice pracujący nocami są zostawieni sami sobie?

Żyjemy w bańce

Naprawdę nie jestem jedyna. W mojej pracy jest mnóstwo samotnych matek. Jedna zostawia dzieci z nastoletnią córką, inna wozi syna do siostry o 4 rano przed zmianą. Wszyscy udają, że problem nie istnieje, bo łatwiej oceniać rodziców niż przyznać, że system kompletnie nie nadąża za rzeczywistością.

Może jak ktoś mieszka w Warszawie albo Poznaniu czy Wrocławiu, może jak pracuje od 8 do 16, ma studia skończone, to sobie jakoś inaczej radzi. Ale większość rodziców w Polsce żyje tak, jak ja. Po prostu zagryza zęby i sobie radzi.

Najbardziej boli mnie hipokryzja. Państwo chce, żebyśmy pracowali, byli samodzielni. Na szczęście jest chociaż to 800 plus. Ale kiedy człowiek naprawdę próbuje sobie poradzić, to zostaje sam.

I nie, nie czuję się złą matką. Robię wszystko, żeby moje dziecko miało normalne życie. Ale czasem mam wrażenie, że ten kraj jest urządzony tylko dla ludzi pracujących od poniedziałku do piątku w godzinach 8–16”.

Komentarz redakcji

Trudno nie zauważyć, że problem rodziców pracujących zmianowo wraca coraz częściej. Wiele osób może oburzyć pomysł całodobowych przedszkoli, ale jednocześnie powinniśmy się zastanowić, jakie realne rozwiązanie mają dziś samotne matki i ojcowie pracujący nocami. Czy rzeczywiście oczekujemy od rodziców samodzielności, jeśli nie oferujemy im żadnego systemowego wsparcia?

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Odebrała dziecko z przedszkola i natychmiast wybuchła płaczem. „Opiekunki nie miały prawa”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...