Reklama

Kochani, od dzisiejszego poranka nie potrafię przestać myśleć o tym, co zobaczyłam i usłyszałam w szatni przedszkola mojego synka. Wszyscy wiemy, jak wyglądają te poranki − wieczny pośpiech, korki na drogach, stres, żeby zdążyć do pracy. Każdy z nas, rodziców, ma gorsze dni, kiedy brakuje nam tchu. Ale to, czego byłam świadkiem dzisiaj, nie miało nic wspólnego ze zwykłym zmęczeniem. To był moment, w którym dorosły mężczyzna postanowił złamać małą dziewczynkę słowami, a ja stałam obok, czując, jak mróz przebiega mi po plecach.

Niewinna kłótnia o kapcie, która zmieniła się w dramat

W szatni było ciasno, jak to rano. Obok mnie siedział młody tata z córeczką, miała może cztery latka. Dziewczynka ewidentnie miała gorszy poranek − płakała, wierciła się i za nic w świecie nie chciała założyć kapci. Kopała nóżkami, odpychała buty, chciała po prostu przytulić się do taty. Każdy rodzic to zna, prawda? Czasem wystarczy chwila spokoju, mocne przytulenie i emocje opadają. Ale ten mężczyzna nie miał zamiaru jej przytulać.

Widziałam, jak jego twarz tężeje, jak żyła na czole zaczyna pulsować. Najpierw syczał przez zęby, żeby przestała, ale kiedy mała znów odrzuciła kapeć, coś w nim pękło. Zamiast pomóc dziecku poradzić sobie z trudnymi emocjami, on zaczął na nią napierać. Nie bił jej, nie szarpał, ale jego głos był pełen jadu i pogardy. To, co działo się potem, było po prostu straszne − patrzyłam na to małe dziecko i miałam ochotę ją stamtąd zabrać.

„Ty okropny mazgaju” − słowa, które zostają w głowie na zawsze

W pewnym momencie ten ojciec nachylił się nad samą twarzą płaczącej dziewczynki. Nie krzyczał, ale jego słowa mnie zmroziły: „Masz to założyć w tej chwili! Zobacz, jak wyglądasz, ty okropny mazgaju. Wszyscy na ciebie patrzą i wszyscy się z ciebie śmieją. Jesteś po prostu nie do zniesienia, nikt nie chce takiej ryczącej dziewczynki”. Dziewczynka momentalnie ucichła, ale to nie był spokój. To był czysty, paraliżujący strach. Jej oczka zrobiły się wielkie, a rączki zaczęły drżeć.

Stałam metr od nich, wiążąc buty mojemu synowi, i czułam fizyczny ból. Jak można tak nazwać własne dziecko? „Okropny mazgaj”? Przecież te słowa zostaną w tej małej główce na lata. Ona dzisiaj dowiedziała się od najważniejszego mężczyzny w swoim życiu, że jej smutek jest „okropny”, a ona sama nie zasługuje na miłość, gdy płacze. Zmroziło mnie to, z jaką łatwością ten człowiek odebrał jej godność przy świadkach. Czułam niesmak, patrząc, jak potem sucho pchnął ją w stronę sali, nawet się nie żegnając, tylko rzucając na odchodne: „Idź i nie rób mi więcej wstydu”.

Gdzie kończy się cierpliwość, a zaczyna ranienie dziecka?

Często usprawiedliwiamy się stresem. Mówimy: „Każdemu mogą puścić nerwy”. Ale czy naprawdę? Czy stres daje nam prawo do nazywania dziecka mazgajem, idiotą czy beztalenciem? Słowa to też przemoc. Patrzyłam na tego ojca, który pewnie uważa się za porządnego faceta, bo przecież nie podniósł ręki. Ale on zrobił coś innego − on opluł emocje własnej córki. My, rodzice, mamy być dla dzieci bezpiecznym portem, a nie pierwszymi hejterami, którzy ich wyśmiewają, gdy sobie nie radzą.

Wróciłam do samochodu i długo nie mogłam odpalić silnika. Czułam złość na siebie, że nie zareagowałam, i ogromny żal z powodu tego małego dziecka. Chciałabym, żeby rodzice zrozumieli, że tych kilka niemiłych słów to dla dziecka fundament, na którym buduje obraz samego siebie. Jeśli słyszy, że jest okropne, to zacznie w to wierzyć. Nie bądźmy katami dla własnych dzieci tylko dlatego, że spieszymy się do pracy. Żadne spotkanie w biurze nie jest warte tego, by zniszczyć w dziecku poczucie, że jest kochane zawsze, także wtedy, gdy nie ma siły założyć kapci.

Marta


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Gdy dziecko wpada w tantrum, jak mantrę mówię to zdanie. Wystarczą 3 słowa

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...