„Zostawiłam dziecko na noc w przedszkolu i nie mogę się doczekać, by znów to zrobić. Syn płakał tylko chwilę”
Dla jednych rodziców to świetna przygoda, dla innych prawdziwy test nerwów. Kiedy 5-letni syn naszej czytelniczki po raz pierwszy został na noc w przedszkolu, mama spodziewała się łez i kryzysu. Rano okazało się jednak, że znacznie gorzej rozstanie przeżywała ona sama.

Do redakcji napisała pani Karolina, mama 5-letniego Jasia. Kobieta postanowiła podzielić się swoimi emocjami po pierwszej nocowance syna w przedszkolu.
„Byłam pewna, że w nocy zadzwoni telefon”
Kiedy nasze przedszkole ogłosiło nocowankę dla starszaków, pierwszą reakcją mojego syna był zachwyt. Skakał po domu i już planował, którą piżamę zabierze. A ja? Ja od razu zaczęłam się martwić.
Jasio nigdy wcześniej nie spał poza domem. Nigdy. Nawet u dziadków. Zawsze wracał na noc do swojego łóżka, swoich pluszaków i swoich rytuałów. Dlatego, choć uśmiechałam się i kibicowałam jego ekscytacji, w głowie miałam czarne scenariusze.
Byłam przekonana, że około 22 dostanę telefon z przedszkola: „Pani Karolino, proszę przyjechać, syn bardzo płacze”. Tak właśnie to sobie wyobrażałam.
Pożegnanie było trudniejsze dla mnie
Już dzień wcześniej pakowaliśmy rzeczy. Piżamę, szczoteczkę do zębów, śpiwór i ukochaną przytulankę, bez której Jasio nie zaśnie.
Dzieci przyszły do przedszkola podekscytowane. Panie przygotowały mnóstwo atrakcji. Wszędzie było słychać śmiechy i rozmowy. Do momentu, kiedy przyszło pożegnanie.
Jasio nagle się rozpłakał. Serce mi stanęło. Przytulił się do mnie mocno i przez chwilę pomyślałam, że jednak go zabiorę do domu. Miałam nawet łzy w oczach.
Ale wtedy wydarzyło się coś zabawnego. Zobaczył swojego najlepszego kolegę.
– Chodź, będziemy budować bazę! – usłyszałam.
I tyle. Naprawdę tyle. Mój syn otarł łzy, złapał przytulankę pod pachę i pobiegł się bawić. Nawet się nie obejrzał. A ja jeszcze przez kilka minut stałam pod przedszkolem i zastanawiałam się, czy właśnie nie wydarzyło się coś przełomowego.
Rano odebrałam zupełnie innego chłopca
Nie spałam najlepiej. Za to telefon milczał całą noc. Rano pojechałam odebrać syna i spodziewałam się zmęczonego, stęsknionego dziecka. Tymczasem wybiegł do mnie szczęśliwy i dumny.
Od progu zaczął opowiadać o nocnych zabawach, kolacji, śmiesznych rozmowach z kolegami i o tym, kto pierwszy zasnął. A potem powiedział:
– Mamo, kiedy będzie następna nocowanka?
Wtedy dotarło do mnie, że ta noc była dla niego czymś więcej niż atrakcją. To był mały krok w stronę samodzielności. I chyba również dla mnie. Bo choć jeszcze dzień wcześniej byłam przekonana, że sobie nie poradzi, okazało się, że to ja musiałam nauczyć się trochę odpuszczać.
Nocowanki w przedszkolach stają się coraz popularniejsze
Choć jeszcze kilka lat temu nocowanie w przedszkolu było rzadkością, dziś coraz więcej placówek organizuje takie wydarzenia dla starszych grup. Dzieci śpią w dobrze znanym miejscu, pod opieką nauczycieli, uczestniczą w wieczornych zabawach, wspólnej kolacji i porannym śniadaniu. Dla wielu przedszkolaków jest to pierwsza okazja do spędzenia nocy poza domem bez rodziców.
Pedagodzy podkreślają, że takie inicjatywy mogą wspierać rozwój samodzielności, budowanie pewności siebie i wzmacnianie relacji z rówieśnikami. Nie każde dziecko jest oczywiście gotowe na taki krok w tym samym wieku, dlatego decyzja o udziale powinna uwzględniać jego temperament i potrzeby emocjonalne.
Historia naszej czytelniczki pokazuje jednak coś, o czym wielu rodziców przekonuje się dopiero w takich momentach. Dzieci często są gotowe na więcej, niż nam się wydaje. A pierwsza noc spędzona bez mamy i taty może okazać się nie stresującym doświadczeniem, lecz przygodą, którą będą wspominać przez długie miesiące.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: „Mamusiu, pani mnie pominęła”. Gdy zobaczyła prezent zastępczy z przedszkola, rozpłakała się razem z synem