Reklama

Wśród straganów, lodziarni i budek z goframi na nadmorskich deptakach łatwo usłyszeć dziecięcy śmiech, ale czasem zdarzają się sytuacje, które zamiast wakacyjnych wspomnień, zostawiają po sobie zwyczajny smutek. Nasza czytelniczka twierdzi, że właśnie taki obraz przywiozła z Międzyzdrojów.

„To był tylko lód”

Byłam z mężem i dwójką dzieci na wakacjach w Międzyzdrojach. Wieczorem wybraliśmy się na spacer po deptaku. Dzieci chciały gofry, potem lody, więc jak większość turystów szliśmy powoli, oglądając stragany.

Kilka metrów przed nami szedł ojciec z chłopcem. Dziecko mogło mieć najwyżej siedem lat, może nawet mniej. Trzymało w ręce dużego loda w wafelku i wyglądało na bardzo szczęśliwe. Nagle potknęło się o własną nogę. Lód wypadł mu z ręki i z hukiem spadł na kostkę brukową.

Pomyślałam, że ojciec pewnie westchnie, może trochę ponarzeka, ale zaraz przytuli syna albo powie, że trudno, zdarza się. Bardzo się pomyliłam. Ojciec od razu zaczął krzyczeć. Nie tak, że podniósł tylko trochę głos, on naprawdę wydawał się wściekły, jakby osa go użądliła.

– No pięknie! Jak zwykle! Nic nie potrafisz dopilnować! Zawsze wszystko musisz zepsuć!

Chłopiec zamarł. Nawet nie płakał. Patrzył tylko na topniejącego na kostce loda, jakby liczył, że uda się jeszcze coś uratować.

Po chwili usłyszałam kolejne słowa.

– Wiesz, ile to kosztowało? Nie kupię ci drugiego. Sam jesteś sobie winny.

Dopiero wtedy chłopiec wybuchł płaczem.

„To tylko dziecko”

Nie wytrzymałam. No taki mam charakter, że jak dziecku się krzywda dzieje, to muszę zareagować. Podeszłam spokojnie i powiedziałam tylko:

– Naprawdę nie warto robić z tego takiej awantury. To przecież dziecko.

Ojciec odwrócił się do mnie tak gwałtownie, że się nawet trochę przestraszyłam.

– To moje dziecko. Proszę się nie wtrącać.

Odpowiedziałam, że nie zamierzam go pouczać, ale naprawdę zrobiło mi się żal tego chłopca. Nie zasłużył na takie upokorzenie z powodu jednego loda. To chyba jeszcze bardziej go rozsierdziło. Zaczął mówić coraz głośniej, że dziś wszyscy chcą wychowywać cudze dzieci, a swoich nie potrafią.

W pewnym momencie zauważyłam, że kilka osób stojących obok wyciągnęło telefony. Nie wiem, czy chcieli nagrywać ojca, czy po prostu bali się, że sytuacja zrobi się jeszcze bardziej napięta. Widziałam tylko, że wokół zebrał się mały tłum.

W końcu ten facet złapał syna za rękę i odszedł. Ja wróciłam do męża i córek, ale nie mogę przestać myśleć o tym biednym chłopcu i o tym, co on musi przeżywać, jak ma za ojca takiego furiata.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Od redakcji

Rodzice mają prawo się zdenerwować – są tylko ludźmi. Psychologowie zwracają jednak uwagę, że zawstydzanie, wyśmiewanie czy przypinanie dziecku etykiet („jesteś niezdarą”, „zawsze wszystko psujesz”) może być dla niego znacznie bardziej bolesne niż samo niepowodzenie.

Dzieci uczą się odpowiedzialności nie dzięki upokorzeniu, ale dzięki spokojnym rozmowom i wsparciu. Czasem jedna reakcja dorosłego zostaje z nimi na długie lata – warto więc zastanowić się, co chcemy, by z takich sytuacji zapamiętały.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...