Przykre sceny na plaży w Łebie: ludzie odwracali wzrok. „Chłopiec prosił mamę, żeby przestała. Aż zanosił się płaczem”
„Jeszcze nigdy nie miałam takiej ochoty wtrącić się w cudze wychowanie. Patrzyłam na tę scenę i czułam narastającą złość, bo miałam wrażenie, że tylko jedna osoba nie rozumie, co właśnie przeżywa kilkuletni chłopiec. Kiedy spojrzałam na ludzi siedzących obok, zobaczyłam, że oni też odwracają wzrok z zakłopotania” – pisze nasza czytelniczka.

Wakacje nad morzem kojarzą się z beztroską, wspólną zabawą i chwilami, które zostają z rodziną na długie lata. Nasza czytelniczka przyznaje jednak, że z wyjazdu do Łeby przywiozła przede wszystkim jedno wspomnienie. Scena, którą zobaczyła na plaży, skłoniła ją do refleksji nad tym, czy dorośli zawsze potrafią usłyszeć, co naprawdę próbują powiedzieć ich dzieci.
„Początkowo nie widziałam w tym nic dziwnego”
Dzień dobry,
wybraliśmy się z mężem i dwójką dzieci na tydzień do Łeby. Pogoda dopisała, więc większość czasu spędzaliśmy na plaży. Kilka metrów od naszego parawanu rozłożyła się młoda kobieta z chłopcem, miał może sześć lat. Oboje wyglądali na pogodnych i uśmiechniętych, dlatego nic nie zwiastowało, że za chwilę będę świadkiem takiego cyrku. Nie mówię o tym dziecku, broń Boże, ale o jego mamuśce.
Kobieta co chwilę wyciągała telefon i kierowała obiektyw w stronę syna. Pomyślałam, że chce zrobić kilka pamiątkowych zdjęć albo nagrać jakiś filmik. Sama przecież fotografuję swoje dzieci podczas wyjazdów i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że może być w tym coś niewłaściwego. Dopiero po kilku minutach zauważyłam, że chłopiec coraz wyraźniej traci cierpliwość.
„On chciał po prostu pobawić się z mamą”
Kobieta prosiła syna, żeby jeszcze raz przebiegł brzegiem morza. Po chwili poprosiła go, żeby wrócił i zrobił to jeszcze raz, bo tym razem „nie wyszło”. Następnie kazała mu skakać przez fale, śmiać się do obiektywu i patrzeć w określonym kierunku. Za każdym razem znajdował się jakiś powód, dla którego trzeba było powtórzyć ujęcie.
Chłopiec wykonywał wszystkie polecenia, ale z każdą minutą było widać, że ma ochotę robić coś zupełnie innego. W pewnym momencie podszedł do mamy, przytulił się do niej i cicho powiedział, że chciałby już iść z nią do wody. Nie prosił o zabawkę ani o lody. Chciał tylko pobawić się z własną mamą. Ona odpowiedziała, że „to jeszcze chwilka” i wróciła do tego, co robiła wcześniej. Cykania fotek.
„Najbardziej bolało mnie to, że nikt go nie słuchał”
Ta „chwilka” trwała bardzo długo. Po pewnym czasie chłopiec przestał się uśmiechać. Było widać, że jest zmęczony i sfrustrowany. Kilka razy powtórzył, że nie chce już tego robić. Potem jego głos zaczął się łamać. W końcu rozpłakał się i niemal błagał mamę, żeby przestała.
Najbardziej uderzyło mnie to, że jego słowa nie robiły na niej większego wrażenia. Kobieta wyglądała, jakby była całkowicie skupiona na tym, żeby dopiąć swój plan do końca. Coraz więcej osób siedzących w pobliżu spoglądało w ich stronę. Niektórzy wymieniali zaskoczone spojrzenia, inni szybko odwracali wzrok, bo wiadomo, że uczy się nas, że mamy się nie wtrącać. Teoretycznie krzywdy mu nie robiła...
Sama przez chwilę zastanawiałam się, czy powinnam podejść. Ostatecznie tego nie zrobiłam, ale mam wyrzuty sumienia. Nie wiem, kim była ta kobieta i nie chcę jej oceniać. Być może bardzo zależało jej na pięknych pamiątkach z wakacji. Wiem jednak jedno – jej syn w tamtym momencie nie marzył o kolejnych zdjęciach ani filmach. Marzył o tym, żeby mama odłożyła wszystko i weszła z nim do morza.
Od tamtej sytuacji sama częściej zastanawiam się, czy nie za łatwo wpadamy w pułapkę utrwalania każdej chwili. Czasem tak bardzo chcemy zachować wspomnienia, że przestajemy naprawdę je przeżywać.
Mam nadzieję, że moje dzieci za kilkanaście lat nie będą pamiętały perfekcyjnych zdjęć z wakacji. Chciałabym, żeby pamiętały przede wszystkim, że byłam obok nich, kiedy najbardziej mnie potrzebowały.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Od redakcji
Fotografowanie i nagrywanie dzieci podczas rodzinnych wyjazdów jest dla wielu rodziców czymś naturalnym. Warto jednak pamiętać, że dzieci również mają swoje granice i swoje potrzeby. Jeśli wyraźnie komunikują, że nie chcą już pozować albo marzą po prostu o wspólnej zabawie, dobrze jest zatrzymać się na chwilę i ich wysłuchać.
Psychologowie podkreślają, że dla dziecka największą wartość ma uważna obecność rodzica. To właśnie wspólnie spędzony czas, a nie liczba zdjęć czy nagrań, buduje poczucie bezpieczeństwa i pozostaje w pamięci na długie lata.
Zobacz także:
- Dantejskie sceny za parawanem w Kołobrzegu. „Po wszystkim matka wytarła ręce i udawała, że nic się nie stało”
- Karygodne zachowanie matki na plaży nad Bałtykiem. „Puściły jej wszystkie hamulce. Biedne dziecko”
- „Już pierwszego dnia urlopu dostałam zakaz wstępu nad Bałtyk. Po tym, co zrobiły moje dzieci, chciałam zapaść się pod ziemię”