Dantejskie sceny za parawanem w Kołobrzegu. „Po wszystkim matka wytarła ręce i udawała, że nic się nie stało”
Przez dłuższą chwilę obserwowałam małą dziewczynkę i jej mamę, mając nadzieję, że za moment wszystko potoczy się inaczej. Niestety, z każdą minutą było tylko trudniej patrzeć na to, co działo się za sąsiednim parawanem.

Matki nie mają urlopu i chyba nie zdołacie mnie przekonać, że jest inaczej. Najczęściej to one są organizatorkami wyjazdów, animatorkami, kucharkami i kelnerkami. Muszą pamiętać o zabraniu na plażę rękawków, wiaderka i łopatki, kremu z filtrem i przekąsek. Wiedzą, że Jasiek lubi tylko nektarynki, bo meszek na brzoskwiniach jest „be”, a Amelka wypije soczek tylko z zielonej butelki. Są jednak sytuacje, które łamią serce. Czy zmęczenie i frustracja matki usprawiedliwiają takie zachowanie?
Dziewczynka płakała coraz głośniej, a matka zachowywała się tak, jakby była sama
Kilka metrów od naszego parawanu rozłożyła się rodzina z mniej więcej trzyletnią dziewczynką. Rodzice rozmawiali ze sobą, od czasu do czasu spoglądali w telefony, a mała kręciła się na ręczniku, przesypując ciepły piasek z rączki do rączki.
Z czasem dziewczynka zaczęła cicho popłakiwać. Pomyślałam, że pewnie nie może się doczekać, aż popluska się w wodzie albo ma ochotę na gofra czy świderka. Po chwili płacz stawał się jednak coraz głośniejszy. Dziecko wyciągało ręce w stronę mamy, próbowało się do niej przytulić, coś mówiło przez łzy, ale kobieta praktycznie nie reagowała. Raz przesunęła ręcznik, później poprawiła torbę plażową, jeszcze za chwilę zaczęła smarować ramiona kremem z filtrem, jakby jej mała córeczka była duchem.
Mijały kolejne minuty, a dziewczynka zanosiła się od łez. Każdy, kto ma dzieci, zna ten rodzaj płaczu oznaczający, że maluch naprawdę potrzebuje bliskości. Miałam wrażenie, że ta mała nie domagała się zabawki ani słodyczy. Ona po prostu chciała, żeby mama ją zauważyła.
Zauważyłam, że nie tylko ja obserwuję tę scenę. Kobieta leżąca obok przestała czytać książkę i ukradkiem spoglądała zza okularów przeciwsłonecznych. Starsze małżeństwo siedzące kilka parawanów dalej wymieniło między sobą znaczące spojrzenia. Kilka osób odwracało głowy, jakby nie chciało patrzeć na coś bardzo intymnego i jednocześnie bardzo krępującego. Miałam wrażenie, że na plaży zapanowała dziwna cisza. Słychać było tylko szum fal, mewy i rozpaczliwy płacz tej dziewczynki.
Chyba nikt z postronnych nie wiedział, jak zareagować. Bo co właściwie można zrobić? Podejść i powiedzieć obcej matce, żeby przytuliła własne dziecko? Zwrócić uwagę, ryzykując awanturę? A może milczeć, licząc na to, że za chwilę wszystko samo się uspokoi? W takich sytuacjach chyba każdy czuje podobną bezradność.
Dziecko w końcu dostało to, czego potrzebowało. Szkoda, że tak późno
Po długiej chwili kobieta w końcu wstała. Nie powiedziała ani słowa. Wytarła córce mokrą chusteczką zapłakaną buzię i nosek, potem otarła własne dłonie i bardzo oszczędnym ruchem przyciągnęła dziecko do siebie.
To trudno opisać, ale wyglądało to tak, jakby ten uścisk był przykrym obowiązkiem. Jakby przytulenie własnego dziecka kosztowało ją więcej wysiłku niż rozłożenie całego plażowego ekwipunku. Dziewczynka natychmiast się uspokoiła.
Właśnie ten moment poruszył mnie najbardziej. Nie nowa zabawka. Nie lody. Nie telefon, żeby odwrócić uwagę. Jedno krótkie przytulenie wystarczyło, żeby łzy wyschły niemal natychmiast.
Od tamtej pory nie mogę przestać myśleć o tym, jak często próbujemy zagłuszać albo ignorować dziecięce emocje. Kupujemy kolejną zabawkę, proponujemy bajkę, każemy się uspokoić albo tłumaczymy, że „nic się przecież nie stało”. Dajemy w małe rączki telefon... Tymczasem bardzo często wystarczyłoby usiąść obok, spojrzeć dziecku w oczy i po prostu je przytulić.
Nie znam tej mamy i nie wiem, z czym mierzy się na co dzień. Być może była zmęczona, niewyspana albo sama miała wyjątkowo trudny dzień. Każdemu rodzicowi zdarzają się chwile słabości. Mam jednak wrażenie, że coraz częściej zapominamy, że jedyne, czego potrzebuje dziecko, to dostrzec w rodzicu bezpieczną przystań.
Zobacz także:
- Krępujący widok za rodzinnym parawanem w Mielnie. „Trzeba nie mieć wstydu. Przecież tam były dzieci”
- Niecodzienna scena w gdańskiej restauracji. „Ludzie odwracali głowy na widok tej matki z 10-latkiem”
- „Pozwalam dziecku chodzić za potrzebą do morza, nie będę wydawać 5 zł. Po tym, co usłyszałam od obcej kobiety, długo nie mogłam dojść do siebie”