Reklama

W ostatnim czasie publikujemy wiele Waszych historii z wakacji. Jedną z nich podzieliła się z nami Anita, która zgodziła się, żebyśmy upubliczniły jej maila. Choć dla jednych będzie to zabawna historia, kryje się w niej ostrzeżenie dla rodziców. Lepiej przed wymeldowaniem z hotelu sprawdzajcie, co Wasze dzieci spakowały do walizek i plecaczków bez Waszej wiedzy.

„Czułam się jak na lekcji historii”

Dzień dobry, mam dwóch synów – cztero- i siedmiolatka. Starszy od kilku miesięcy, właściwie odkąd poszedł do pierwszej klasy, przechodzi prawdziwą fascynację historią. W domu oglądamy albumy i dokumenty na Netfliksie i YouTubie, odwiedzamy muzea, a podczas spacerów słyszę pytania o wszystko: od rycerzy po piramidy.

W Tunezji był w swoim żywiole. Nasz hotel miał piękne lobby, urządzone w stylu takim trochę nawiązującym do starożytności. Stały tam niewielkie figurki, na ścianach wisiały reprodukcje dawnych malowideł, a syn potrafił przystanąć przy każdej ozdobie i dopytywać, co przedstawia.

Przyznam, że bardzo mnie to cieszyło. Wolałam sto pytań o historię niż kolejną godzinę z tabletem.

„Cały czas kręcił się przy tej półce”

Jedna z figurek szczególnie go zachwyciła. Przedstawiała takiego jakby konia. Z tego, czego się dowiedzieliśmy, wystrój hotelu był inspirowany historią starożytnej Kartaginy. Syn codziennie podchodził do tej figurki, tam chyba była taka scenka wojny punickiej czy czegoś takiego, stąd te konie. Były też jakieś ptaszory, oczywiście żołnierze. Syn oglądał tego konia ze wszystkich stron i powtarzał, że musimy iść do sklepiku z pamiątkami, bo może mają coś podobnego, a chciałby mieć taką figurkę w pokoju.

Nie przyszło mi do głowy, że może potraktować to dosłownie.

Przy wyjeździe, jak to zwykle bywa z dziećmi, panował lekki chaos. Pakowanie, sprawdzanie paszportów, ostatnie lody i pośpiech, żeby zdążyć na transfer. Nie zaglądałam do walizki syna. Uznałam, że jest już na tyle duży, że sam spakuje swoje skarby: kamyczki z plaży, pocztówki i muszelki kupione w sklepiku.

Czytaj też: Rezydentka ostrzega rodziców jadących na all inclusive. „Dają się naciąć i tracą pieniądze, a my mamy związane ręce”

„Zobaczyłam ją między koszulkami”

Dopiero w domu, podczas rozpakowywania, zauważyłam coś twardego na dnie walizki. Wyjęłam koszulki i zamarłam.

Między kąpielówkami a bluzą „w razie W” leżała tam ta sama figurka, którą przez cały tydzień oglądał w hotelowym lobby. Nie mam pojęcia, kiedy on ją zawinął. Najpierw ogarnęła mnie złość. Zaraz potem zrobiło mi się zwyczajnie smutno. Syn rozpłakał się i tłumaczył, że chciał mieć pamiątkę z wakacji, „taką prawdziwą, z historią”. Był przekonany, że skoro figurka stoi na półce i nikt jej nie pilnuje, to można ją zabrać.

Usiedliśmy razem i spokojnie wyjaśniłam mu, że nawet najpiękniejszej rzeczy nie wolno brać bez pozwolenia. Opowiedziałam mu, czym jest kradzież i dlaczego trzeba szanować cudzą własność.

Napisałam też do hotelu z przeprosinami i zapytałam, jak możemy odesłać figurkę. Syn sam dopisał kilka zdań od siebie. Był zawstydzony, ale myślę, że zapamięta tę lekcję na długo. Dostaliśmy nawet odpowiedź, że dziękują za szczerość, a syn może zachować figurkę.

Chociaż się ucieszył, mnie i tak było potwornie wstyd. Już się boję, co wywinie w przyszłym roku, bo planujemy wczasy w Egipcie...

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Czytaj także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...