Rezydentka ostrzega rodziców jadących na all inclusive. „Dają się naciąć i tracą pieniądze, a my mamy związane ręce”
Lody o smaku tutti-frutti, dmuchańce, wata cukrowa i uśmiechnięci animatorzy zachęcający dzieci do zabawy. Wielu rodzicom wydaje się, że skoro wykupili wakacje all inclusive, nie będą już musieli sięgać do portfela. Agnieszka, która pracuje jako rezydentka w jednym z biur podróży, twierdzi jednak, że właśnie w tym momencie wiele rodzin popełnia ten sam błąd.

Choć nazwa „all inclusive” sugeruje, że wszystko jest w cenie, w praktyce zakres świadczeń zależy od konkretnego hotelu i pakietu. To, co w jednym obiekcie jest w ofercie, w innym może być dodatkowo płatne. Zdaniem naszej czytelniczki, rezydentki z wieloletnim doświadczeniem, rodzice często orientują się dopiero po powrocie do pokoju, że właśnie wydali kilkadziesiąt euro na coś, co – jak byli przekonani – mieli już opłacone.
„Codziennie widzę tę samą sytuację”
Dzień dobry, pracuję jako rezydentka od blisko 10 lat i naprawdę lubię tę pracę. Spotykam fantastycznych ludzi, pomagam rozwiązywać problemy i cieszę się, kiedy komuś udaje się uratować wakacje po zgubionym bagażu albo chorobie dziecka.
Jest jednak jedna rzecz, która powtarza się praktycznie w każdym turnusie.
Rodzice przyjeżdżają do hotelu z przekonaniem, że skoro wykupili all inclusive, to mogą przestać myśleć o pieniądzach. Niestety, rzeczywistość często wygląda inaczej.
„Dziecko widzi lody i nawet nie pyta”
Najczęściej zaczyna się niewinnie.
Przy basenie stoi piękna, kolorowa budka z lodami. Dziecko podbiega, wybiera największego rożka z posypką i polewą, a rodzic nawet nie zastanawia się, czy trzeba za niego zapłacić.
Dopiero później okazuje się, że hotelowe lody w restauracji rzeczywiście są w cenie, ale te z efektownej budki przy basenie już nie.
Podobnie bywa z koktajlami serwowanymi w wydrążonych ananasach czy arbuzach. Wyglądają jak część hotelowej oferty, a w rzeczywistości kosztują kilkanaście euro.
Widziałam też rodziców, którzy bez zastanowienia pozwalali dzieciom korzystać z automatów z pluszakami, samochodzików na monety albo dmuchanego placu zabaw ustawionego na terenie hotelu. Wieczorem byli zaskoczeni, że za każdą atrakcję trzeba zapłacić osobno.
„My naprawdę nie możemy nic z tym zrobić”
Najbardziej szkoda mi rodzin, które mają ograniczony budżet. Kilka razy zdarzyło się, że rodzice przyszli do mnie zdenerwowani i prosili, żebym „załatwiła zwrot”, bo przecież mieli wykupione all inclusive.
Rozumiem ich rozczarowanie, ale jako rezydenci mamy związane ręce. Nie ustalamy zasad obowiązujących w hotelu i nie możemy anulować rachunków za usługi, z których goście już skorzystali.
Oczywiście zawsze staramy się wyjaśnić sytuację i pomóc w rozmowie z recepcją, ale jeśli dana atrakcja od początku była dodatkowo płatna, hotel ma prawo naliczyć opłatę.
„Jedna minuta może oszczędzić kilkaset złotych”
Dlatego zawsze powtarzam rodzicom jedno. Pierwszego dnia warto poświęcić kilka minut i zapytać w recepcji albo rezydenta, co dokładnie obejmuje pakiet all inclusive w konkretnym hotelu.
Czy wszystkie lody są darmowe? Czy napoje z minibaru są w cenie? Czy dzieci mogą korzystać z każdej atrakcji bez dodatkowych opłat?
To naprawdę nic nie kosztuje, a może uchronić przed bardzo niemiłą niespodzianką przy wymeldowaniu.
Nie piszę tego po to, żeby kogokolwiek przestraszyć.
Po prostu szkoda mi rodzin, które wracają z pięknych wakacji z poczuciem, że niepotrzebnie wydały kilkaset euro tylko dlatego, że nikt wcześniej nie wyjaśnił im zasad obowiązujących w hotelu.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Komentarz redakcji
Określenie „all inclusive” nie oznacza, że wszystkie usługi dostępne na terenie hotelu są bezpłatne. Zakres świadczeń zawsze określa umowa z organizatorem wyjazdu oraz oferta konkretnego obiektu. W wielu hotelach w cenie są posiłki, wybrane napoje i część atrakcji, natomiast usługi prowadzone przez zewnętrznych operatorów – takie jak niektóre punkty gastronomiczne, automaty, salony gier, zabiegi spa czy sporty motorowodne – wymagają dodatkowej opłaty.
Przed skorzystaniem z atrakcji warto sprawdzić, czy znajdują się one w pakiecie. Krótka rozmowa z personelem lub rezydentem może uchronić przed niepotrzebnymi wydatkami i sprawić, że jedyną pamiątką z wakacji będą dobre wspomnienia, a nie niespodziewany rachunek.
Zobacz także:
- Dziwne zwyczaje na all inclusive w Grecji. „Nie miałam pojęcia, dlaczego kelner pyta moją córkę o numer pokoju”
- „Moja rodzina stała się pośmiewiskiem na all inclusive w Turcji. Najpierw nałożyłam na talerz kawałek baklawy. Po chwili podszedł kelner”
- Polskiego rodzica na all inclusive poznasz na kilometr. „Włożył do kieszeni dwie kromki i kawałek sera. A potem zwrócił się do syna”