Reklama

Na nadmorskim deptaku zrobiło się dziwnie cicho. Kilka osób dyskretnie obserwowało kobietę z kilkuletnią córką, inni – speszeni – odwracali wzrok. Ta scena wywołała w naszej czytelniczce mnóstwo emocji.

„Mama pokazywała palcem, gdzie są kolejne butelki”

Dzień dobry, do dziś jakoś nie mogę się otrząsnąć po tym, co zobaczyłam. Spędzałam z rodziną urlop nad polskim morzem. Był środek dnia, tłumy ludzi spacerowały po deptaku. Kupowaliśmy dzieciom gofry, kiedy moją uwagę zwróciła mniej więcej sześcio- albo siedmioletnia dziewczynka.

Najpierw podniosła z ziemi pustą plastikową butelkę. Pomyślałam, że pewnie chce ją wyrzucić do kosza. Po chwili zobaczyłam, że podbiegła do mamy, a ta schowała butelkę do dużej materiałowej torby. Nie wzbudziło to jeszcze moich podejrzeń. Wszystko zmieniło się kilka minut później.

Dziewczynka zaczęła rozglądać się dookoła. Zaglądała pod ławki, w krzaki, a później nawet do koszy na śmieci. W pewnym momencie widziałam, jak mama pokazuje jej ręką miejsce obok żywopłotu.

Mała pobiegła tam i po chwili wyciągnęła kolejną plastikową butelkę.

Później następną.

I jeszcze jedną...

Najbardziej uderzyło mnie to, że obie wyglądały zupełnie zwyczajnie. Czyste ubrania, markowe sportowe buty, zadbane. Nie sprawiały wrażenia osób, które znalazły się w dramatycznej sytuacji finansowej.

Wokół przechodziły dziesiątki ludzi. Niektórzy zwalniali. Inni wymieniali spojrzenia. Kilka osób odwracało głowę z wyraźnym zakłopotaniem. Mama dziewczynki zachowywała się tak, jakby nikogo wokół nie było.

„Naprawdę o to chodzi w wychowaniu?”

System kaucyjny od miesiący jest na językach wszystkich, ale czegoś takiego to jeszcze nie widziałam. Rozumiem uczenie dzieci, że nie powinno się śmiecić i że warto sprzątać po sobie.

Mam jednak wrażenie, że tutaj granica została przekroczona. Mam wrażenie, że ta dziewczynka nie podnosiła tych butelek, żeby robić coś dobrego dla otoczenia. Mama zrobiła z niej małego śmieciarza dla 50 groszy za butelkę. Oczywiście, że śmieciarzom należy się szacunek, nie mam na celu ich obrażać, nic takiego.

Ale patrzyłam na to i było mi jej zwyczajnie żal. Nie dlatego, że zbierała śmieci. Dlatego, że robiła to na wyraźne polecenie dorosłego, w miejscu pełnym ludzi, którzy nie potrafili ukryć zdziwienia.

Może przesadzam. Może naprawdę jestem przewrażliwiona. Po prostu nie wyobrażam sobie powiedzieć własnemu dziecku: „Idź, zobacz, czy w tamtym koszu nie ma jeszcze jakiejś butelki”. Byłoby mi zwyczajnie wstyd.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Komentarz redakcji

Jedna krótka scena nie pozwala poznać całego kontekstu i dlatego trudno jednoznacznie ocenić zachowanie opisane przez naszą czytelniczkę. Nie wiemy, dlaczego mama poprosiła córkę o zbieranie butelek. Być może była to próba pokazania dziecku, że warto dbać o porządek, nie zostawiać śmieci w przestrzeni publicznej i że opakowania objęte systemem kaucyjnym mają wartość.

Jednocześnie warto pamiętać, że dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwację dorosłych. Jeśli chcemy przekazywać im szacunek do środowiska, dobrze jest robić to w sposób, który nie naraża ich na zawstydzenie czy dyskomfort. Granica między wartościową lekcją odpowiedzialności a sytuacją, która może być dla dziecka trudnym doświadczeniem, nie zawsze jest oczywista i właśnie dlatego takie sceny wywołują tyle emocji.

Czytaj także: „Współczesne dzieci to społeczne niedojdy”. Scena z 10-latkiem na deptaku ujawnia smutną prawdę o pokoleniu Alfa

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...