Matka krytykuje dietę roślinną w szkołach. „Upadli na głowę. Mój syn je tylko mięso, to młody mężczyzna, a nie królik”
Od 1 września 2026 r. szkolne i przedszkolne stołówki muszą uwzględniać co najmniej jeden roślinny obiad w tygodniu, oparty na nasionach roślin strączkowych. Zmiana już budzi emocje wśród rodziców. Jedna z mam szóstoklasisty napisała do nas, że jej zdaniem takie rozwiązanie jest niepotrzebne, a szczególnie niepokoi ją ograniczanie mięsa w diecie chłopców.

Na pierwszy rzut oka jeden bezmięsny obiad w tygodniu może wydawać się niewielką zmianą. Dla części rodziców to jednak kolejny krok w kierunku zmieniania sposobu żywienia dzieci bez pytania ich o zdanie. Do naszej redakcji napisała mama 12-letniego chłopca, który korzysta ze szkolnej stołówki.
Kobieta nie ukrywa, że nowe zasady bardzo jej się nie podobają. Uważa, że szkoła powinna przede wszystkim zadbać o to, żeby dzieci dostawały pełnowartościowe posiłki, a jej zdaniem mięso jest ich ważnym elementem.
„A jeśli dziecko tego nie zje?”
Mój syn jest w szóstej klasie i od kilku lat je obiady w szkole. Do tej pory nie zastanawiałam się specjalnie nad tym, co dokładnie dostaje na stołówce, bo zakładałam, że jadłospis układają osoby, które znają się na żywieniu dzieci. Teraz coraz częściej słyszę o diecie planetarnej i o tym, że raz w tygodniu ma być w szkole obiad całkowicie roślinny. I szczerze mówiąc, nie jestem przekonana, czy to jest dobry kierunek.
Szczególnie zastanawiam się nad chłopcami w wieku mojego syna. To są dzieci, które rosną, są aktywne, mają treningi, wychowanie fizyczne, jeżdżą na rowerach, chodzą po górach. Czy naprawdę musimy im tłumaczyć, że mięso jest czymś złym dla planety i dlatego raz w tygodniu go nie będzie? Nie podoba mi się też samo podejście, w którym szkoła zaczyna decydować, jaki model żywienia jest właściwy dla wszystkich.
Mój syn nie jest fanem wszystkich roślinnych potraw. Jeżeli dostanie obiad z mięsem, nawet jeśli nie jest jego wielkim miłośnikiem, zwykle coś zje. Kiedy pojawia się danie z soczewicą czy ciecierzycą, potrafi powiedzieć, że tego nie ruszy.
Co wtedy? Dziecko wróci do domu głodne, bo dorosłym wydaje się, że skoro coś jest zdrowe i przyjazne planecie, to każdy automatycznie będzie chciał to jeść? Uważam, że w szkolnej stołówce trzeba przede wszystkim myśleć praktycznie. Dzieci mają zjeść obiad, który dostarczy im energii i składników odżywczych. Nie chcę, żeby stołówka była miejscem realizowania kolejnych ideologicznych pomysłów.
„Nie jestem przeciwko roślinom”
Podkreślam, że nie jestem przeciwko diecie roślinnej. Jeżeli ktoś chce wychowywać swoje dziecko na diecie wegetariańskiej czy wegańskiej, to jest jego decyzja. Nie mam z tym problemu.
Nie podoba mi się natomiast sytuacja, w której wszystkim dzieciom narzuca się jeden sposób myślenia o jedzeniu. Uważam, że rodzice powinni mieć większy wpływ na to, co trafia na talerz ich dziecka.
Może jestem staroświecka, ale wierzę, że dziecko potrzebuje normalnego, różnorodnego jedzenia. Warzyw, owoców, nabiału, jaj, ryb, mięsa, kasz, ziemniaków. Nie widzę powodu, żeby demonizować jeden składnik tylko dlatego, że obecnie mówi się dużo o diecie planetarnej.
Mam nadzieję, że ten jeden roślinny obiad faktycznie pozostanie tylko jednym dniem w tygodniu i że szkoły nie zaczną stopniowo ograniczać mięsa coraz bardziej. Boję się, że za kilka lat rodzice będą musieli walczyć już nie o jeden obiad z mięsem, ale o to, żeby w ogóle pojawiał się on w szkolnym menu.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Komentarz redakcji
Rozumiemy obawy mamy, ale w tym przypadku warto oddzielić ograniczanie mięsa od odbierania dzieciom mięsa. Nowe przepisy nie wprowadzają szkolnej diety wegańskiej ani nie zakazują serwowania mięsa. Chodzi o to, żeby zwiększyć udział produktów roślinnych i zapewnić dzieciom przynajmniej jeden pełnowartościowy obiad roślinny w tygodniu.
Co ważne, nie ma podstaw, by twierdzić, że chłopcy z definicji potrzebują mięsa bardziej niż dziewczynki. Białko można dostarczać zarówno z produktów zwierzęcych, jak i roślinnych, a WHO wskazuje, że zdrowa dieta powinna być przede wszystkim różnorodna, odpowiednia pod względem energii i składników odżywczych oraz oparta w dużej mierze na produktach roślinnych. Wśród zalecanych źródeł białka WHO wymienia zarówno produkty zwierzęce, jak i roślinne.
Zobacz także: Dieta planetarna w szkołach od września. Dietetyczka wyjaśnia, czy ograniczenie mięsa jest bezpieczne dla dziecka