Matka rozkręciła aferę w pociągu. „Zapłaciłam za miejscówkę, a musiałam stać, żeby jej bąbelek siedział przy oknie”
Najpierw pomyślała, że to drobne nieporozumienie. Chwilę później stała już na korytarzu pociągu, patrząc, jak na jej miejscu siedzi zupełnie obca osoba, a jej dziecko spokojnie wygląda przez okno. „Nie wierzyłam, że naprawdę do tego doszło” – pisze.

Na redakcyjną skrzynkę trafiła historia, która pokazuje, jak szybko zwykła podróż pociągiem może zamienić się w niepotrzebną awanturę. Nasza czytelniczka, sama będąca mamą, przyznaje, że długo próbowała być wyrozumiała dla kobiety z dzieckiem, ale w pewnym momencie zwyczajnie zabrakło jej cierpliwości.
„Pomyślałam, że jakoś się dogadamy”
Jechałam z Warszawy Wschodniej do Katowic. Kupiłam bilet dużo wcześniej, w sześcioosobowym przedziale, przy oknie, bo tak mi wygodnie. Sama jestem mamą, dlatego kiedy zobaczyłam na swoim miejscu kobietę z kilkuletnim synem, nie zamierzałam od razu robić awantury.
Podeszłam i powiedziałam spokojnie:
– Przepraszam, ale chyba siedzi pani na moim miejscu.
Kobieta spojrzała na mnie, a potem na syna siedzącego jej na kolanach.
– A tak, wiem. Tylko on bardzo lubi patrzeć przez okno. Może usiądzie pani obok? – zapytała.
Szczerze mówiąc, nie byłam zachwycona, ale pomyślałam, że nic wielkiego się nie stanie. Zgodziłam się, chociaż przecież to ja miałam wykupione miejsce przy oknie. Nie chciałam zaczynać podróży od kłótni z inną matką.
„Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że zostanę bez miejsca”
Do Warszawy Centralnej, raptem kilka minut, było spokojnie. Siedziałam obok, chłopiec oglądał widoki za oknem, a ja próbowałam nie myśleć o tym, że w zasadzie ustąpiłam komuś miejsca, za które sama zapłaciłam.
Na Centralnym sytuacja się zmieniła, bo do pociągu wsiadło bardzo dużo osób. Po chwili do naszego przedziału wszedł mężczyzna i powiedział, że ma miejscówkę na miejscu, na którym siedziałam. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że przez wcześniejszą zamianę sama zostałam bez siedzenia.
Wstałam i zwróciłam się do kobiety:
– Przepraszam, ale muszę wrócić na swoje miejsce. Ten pan ma tu miejsce.
Kobieta nawet na mnie nie spojrzała. Nadal patrzyła przez okno, trzymając syna na kolanach.
– Halo? – zapytałam. – Naprawdę muszę tam usiąść.
Po chwili odpowiedziała:
– No ale syn chciał siedzieć przy oknie. Może pani usiąść gdzieś indziej.
„Przecież ja też zapłaciłam za swoje miejsce”
Zaczęłam się denerwować.
– Tylko że ja nie mam już gdzie usiąść. Przedział jest pełny, a ja mam swoją miejscówkę właśnie tutaj.
– Ale przecież pani może postać – odpowiedziała kobieta. – To tylko pociąg.
Nie mogłam uwierzyć, że to słyszę.
– Ale dlaczego mam stać? Kupiłam bilet z miejscem siedzącym. Zgodziłam się wcześniej, żeby pani syn mógł popatrzeć przez okno, ale teraz przez to ja zostałam bez miejsca.
Kobieta wzruszyła ramionami.
– Proszę nie przesadzać. To jest dziecko. Chyba może pani trochę odpuścić.
W tym momencie naprawdę się zagotowałam. Nie chodziło już nawet o samo miejsce przy oknie. Chodziło o zasadę. Gdyby od początku powiedziała mi, że nie zamierza oddać miejsca, pewnie po prostu poprosiłabym konduktora o pomoc. Tymczasem zgodziłam się jej zrobić przysługę, a kiedy pojawiła się osoba z moim miejscem, usłyszałam, że powinnam sobie radzić sama.
„Nie jestem gorszym pasażerem tylko dlatego, że jestem dorosła”
W końcu powiedziałam jej, że nie zamierzam stać przez kilka godzin tylko dlatego, że jej syn lubi siedzieć przy oknie. Nie mam nic przeciwko dzieciom, sama jestem mamą, ale nie rozumiem, dlaczego cudza wygoda ma być ważniejsza od mojego biletu.
Dopiero wtedy kobieta zaczęła mówić głośniej, że robię problem z niczego i że „normalna matka” zrozumiałaby, że dziecko chce popatrzeć przez okno.
Ostatecznie musiałam poprosić o pomoc obsługę pociągu. Dopiero wtedy sytuacja została wyjaśniona i kobieta musiała zwolnić moje miejsce. Okazało się, że sama ma bilet bez gwarancji miejsca do siedzenia.
Do końca podróży było już bardzo niezręcznie. Siedziałam przy oknie, ale zamiast cieszyć się podróżą, zastanawiałam się, jak można było uznać, że skoro ktoś ma dziecko, to automatycznie wszyscy inni powinni mu ustąpić.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Komentarz redakcji
W tej historii warto rozdzielić dwie rzeczy. Poproszenie innego pasażera o zamianę miejsc może być zupełnie normalnym gestem, szczególnie jeśli rodzic chce usiąść obok dziecka. Problem zaczyna się wtedy, gdy prośba zmienia się w oczekiwanie, że druga osoba ma obowiązek się zgodzić.
Miejscówka w pociągu jest przypisana do konkretnego pasażera, dlatego osoba, która kupiła dane miejsce, ma prawo z niego skorzystać. Jeśli ktoś chce zamienić się miejscami, może oczywiście zapytać, ale druga osoba może odmówić – i nie musi się z tego tłumaczyć.
W opisanej sytuacji dodatkowo pojawił się jeszcze jeden problem. Czytelniczka początkowo dobrowolnie zgodziła się ustąpić miejsca przy oknie, jednak później okazało się, że przez tę decyzję sama została bez miejsca. Wtedy miała pełne prawo poprosić o powrót na swoje miejsce.
Dziecko może marzyć o siedzeniu przy oknie, ale jego marzenie nie sprawia, że miejsce wykupione przez innego pasażera przestaje być jego własnością na czas podróży. Bycie rodzicem nie daje też automatycznego pierwszeństwa do miejsc przy oknie. Najprostsze rozwiązanie jest zwykle najlepsze – można poprosić, ale warto również uszanować odmowę.
Zobacz także:
- Zablokowała dziecięcym wózkiem przejście w pociągu. Matka: „Mam prawo do komfortu, a przeżyłam lincz”
- Nie ustąpiła dziecku miejsca w samolocie. „Dziewczynka tak krzyczała, że stewardessa przyszła zapytać, co się stało”
- Nazwali matkę „brudaską”, bo przewijała dziecko w przedziale w pociągu. To nie jej wina, że wszędzie czuć było brudną pieluchę