Mąż zakpił z niej w ramach żartu. „Miesiąc wcześniej urodziłam mu upragnionego syna. Nigdy nikt mnie tak nie potraktował”
Po porodzie wiele kobiet słyszy pytania o wagę, wygląd i to, kiedy „wróci do formy”. Czasem wystarczy jednak jedno zdanie najbliższej osoby, żeby poczuć się gorzej niż po całym dniu z płaczącym niemowlęciem. Koleżanka z pracy opowiedziała mi o obiedzie u teściów, podczas którego jej mąż zażartował z jej wyglądu. Dla niego to był podobno tylko żart. Dla niej – kolejny sygnał, że w najtrudniejszym momencie została z tym wszystkim sama.

Kiedy Sylwia wróciła do pracy po macierzyńskim, któregoś dnia siedziałyśmy razem przy kawie i zaczęłyśmy rozmawiać o tym, jak radzi sobie po porodzie. Nie spodziewałam się, że opowie nam historię, która tak bardzo mnie poruszy. Powiedziała, że pierwsze miesiące z Ignasiem były dla niej naprawdę trudne, ale wcale nie dlatego, że nie radziła sobie z dzieckiem. Najbardziej bolało ją zachowanie męża, który zamiast dać jej trochę czułości i wsparcia, potrafił żartować z jej wyglądu.
Sylwia od razu zaznaczyła, że bardzo źle wspominała swój wygląd po porodzie. Miała wrażenie, że jej ciało zmieniło się z dnia na dzień i nie potrafiła się w nim odnaleźć.
– Byłam zmęczona, niewyspana i cały czas miałam wrażenie, że wyglądam fatalnie – opowiadała nam. – Wiesz, człowiek patrzy w lustro i widzi zupełnie inną osobę. Wiedziałam, że urodziłam dziecko i że moje ciało potrzebuje czasu, ale emocjonalnie było mi naprawdę ciężko.
Miesiąc po porodzie wybrali się razem na rodzinny obiad do teściów. Sylwia długo zastanawiała się, czy w ogóle ma ochotę wychodzić z domu. Ostatecznie pojechała, bo chciała trochę odpocząć od codzienności i zobaczyć się z rodziną.
„Powiedziałam mu, że źle się ze sobą czuję”
Przed wyjściem miała nawet powiedzieć mężowi, że nie podoba się sobie w żadnym ubraniu.
– Przebrałam się kilka razy. W końcu stanęłam przed nim i powiedziałam wprost, że nie czuję się dobrze ze swoim ciałem. Że jestem jakaś spuchnięta, zmęczona i po prostu nie poznaję siebie w lustrze. Naprawdę potrzebowałam wtedy od niego czegoś miłego. Nie wiem, nawet zwykłego „jesteś piękna” albo przytulenia.
Zamiast tego podczas obiadu wydarzyło się coś, czego Sylwia do dziś nie może zapomnieć.
W pewnym momencie rozmowa zeszła na zdjęcia rodzinne. Ktoś zrobił fotografię całej rodzinie, a Sylwia od razu powiedziała, że nie chce jej oglądać.
– Powiedziałam, że pewnie wyglądam okropnie i nie mam ochoty patrzeć na siebie na zdjęciach, ale przynajmniej będziemy mieć pamiątkę. Wtedy mój mąż, przy wszystkich, rzucił: „No, nie da się ukryć, że niezła kolubryna się z ciebie zrobiła”.
Przy stole zrobiło się cicho, tylko teść zaczął rechotać.
Sylwia powiedziała nam, że początkowo nawet nie wiedziała, jak zareagować. Najbardziej zabolało ją nie samo słowo, ale moment, w którym padło.
– Przecież on dokładnie wiedział, że źle się czuję. Chwilę wcześniej mu o tym mówiłam. A potem przy jego rodzicach zrobił ze mnie obiekt żartu.
„Potrzebowałam męża, a nie komentatora mojego wyglądu”
Kiedy Sylwia nam o tym opowiadała, żadna z nas nie miała wątpliwości, że nie chodziło jej o jeden niefortunny żart. Ona po prostu czuła się wtedy bardzo samotna.
– Ja nie oczekiwałam, że po porodzie będzie mi codziennie mówił, że jestem najpiękniejszą kobietą na świecie. Chciałam tylko, żeby czasem mnie przytulił, zapytał, czy czegoś potrzebuję, wziął małego na chwilę, żebym mogła się wykąpać. Czułam się wtedy naprawdę źle, a on jeszcze dołożył mi kompleksów.
Powiedziała nam też, że w tamtym czasie miała poczucie, że od męża powinna dostać szczególnie dużo wyrozumiałości. Przez pięć lat starali się o dziecko, w końcu urodził się ich upragniony syn. Ignaś był dla nich ogromnym szczęściem, ale pojawienie się dziecka nie sprawiło przecież, że Sylwia przestała być zmęczoną kobietą, która potrzebowała bliskości.
– Pomyślałam wtedy: „Naprawdę? Właśnie teraz?”. Byłam miesiąc po porodzie. Zamiast poczuć, że mam obok siebie człowieka, który mnie wspiera, poczułam się jak ktoś, z kogo można się pośmiać.
Mąż później próbował tłumaczyć, że to był tylko żart i że nie chciał jej zranić. Sylwia jednak długo miała do niego żal.
– Można powiedzieć coś głupiego bez zastanowienia. Tylko czasami warto pomyśleć, co druga osoba przeżywa w tym momencie. Dla niego to było jedno zdanie. Dla mnie trafiło dokładnie w miejsce, z którym i tak miałam wtedy problem.
Siedziałyśmy przy tej kawie i żadna z nas nie próbowała jej przekonywać, że może przesadza. Bo chyba wszystkie rozumiałyśmy jedno: miesiąc po porodzie kobieta naprawdę nie potrzebuje kolejnej osoby, która będzie jej tłumaczyć, jak wygląda.
Potrzebuje kogoś, kto stanie obok niej i powie: „Widzę, że jest ci ciężko. Jestem tutaj”.
Zobacz także:
- „Teściowa od lat powtarza, że to jej ostatnie Wszystkich Świętych. Gdy zaszłam w ciążę, sama zaczęłam odliczać”
- „Przypadkiem usłyszałam, jak mąż mówi teściowej, że po porodzie się zapuściłam. Zaczęła knuć, by wepchnąć go w ramiona dawnej miłości”
- „Byłam miesiąc po CC, a mąż poskarżył się mamusi, że jestem pasibrzuchem, więc przez 3 dni nawet nie weszłam do kuchni. Takiego efektu się nie spodziewałam”