Nagrał dziecko płaczące w samolocie: gdzie była matka? „Rodzice czują presję”
Płacz dziecka w samolocie to jeden z tych tematów, które niemal zawsze wywołują emocje. Jedni pasażerowie czują irytację, inni patrzą na sytuację ze zrozumieniem i przypominają, że maluch nie płacze po to, by komuś przeszkodzić. Nagranie Kacpra Świątka, który stanął w obronie rodziców podróżujących z małymi dziećmi, wywołało tysiące reakcji.

Kacper Świątek, znany na Instagramie jako @duszekkapi, prywatnie tata i mąż modelki oraz influencerki Aleksandry Żuraw, podzielił się z obserwatorami krótką relacją z podróży samolotem.
Na nagraniu influencer siedzi w fotelu, a w tle słychać bardzo głośny płacz małego dziecka. Dla wielu osób taki dźwięk podczas lotu byłby powodem do irytacji. Świątek zwrócił jednak uwagę na zupełnie inną perspektywę – rodziców, którzy w takiej sytuacji często przeżywają ogromny stres.
„Jestem dorosły i nie przeszkadza mi płaczące dziecko w samolocie. Przeszkadza mi brak zrozumienia, bo dziecko nie krzyczy dla zabawy. Coś je boli, czegoś się boi. A rodzice? Serce im pęka, robią wszystko, żeby pomóc, a na plecach czują presję całego samolotu”.
Nagranie szybko zaczęło krążyć w sieci. Na Instagramie i Threads zostało skomentowane ponad tysiąc razy.
Empatia (bez)dzietnych
Pod wpisem pojawiła się klasyczna dyskusja, która wraca przy okazji podróży z dziećmi. Czy płacz niemowlęcia w samolocie trzeba po prostu zaakceptować? A może rodzice powinni zrobić wszystko, by nie zakłócać komfortu innych pasażerów?
Wiele osób stanęło po stronie influencera i podkreślało, że płaczące dziecko nie jest „niegrzecznym pasażerem”. Maluch nie potrafi powiedzieć, że boli go ucho, jest zmęczony albo przestraszony. Płacz jest jedynym sposobem komunikacji.
Jedna z komentujących osób napisała: „Osoba bezdzietna nigdy tego nie zrozumie, dopóki nie będzie miała swojego dziecka. Życzę takiej osobie wszystkiego dobrego. Pozdrawia mama trójki dzieci”.
Ten komentarz wywołał jednak sprzeciw części internautów. W odpowiedzi ktoś zauważył:
„Osoba bezdzietna, która ma empatię dla dzieci, doskonale to rozumie. A rodzic, który tej empatii nie ma, szczególnie do obcych dzieci, rozumieć tego nie będzie. Bo empatia nie ma związku z posiadaniem dzieci. Bezdzietni mogą mieć jej więcej niż rodzice”.
To właśnie ten wątek okazał się jednym z najciekawszych w całej dyskusji. Wielu komentujących zwracało uwagę, że zrozumienie nie zawsze wynika z własnego doświadczenia rodzicielstwa, ale z umiejętności spojrzenia na sytuację oczami drugiego człowieka.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
„Płacz dziecka to nie problem. Problemem bywają rodzice”
Nie wszyscy jednak całkowicie zgadzali się z przesłaniem influencera. Część osób podkreślała, że choć sam płacz dziecka jest czymś naturalnym, to zachowanie rodziców może mieć znaczenie.
„Mnie przeszkadza. I też jestem dorosła, i też mam dziecko”.
Inna osoba napisała:
„Płaczące nie, kopiące w fotel, wrzeszczące do rodzica, zamiast mówić cicho, zachowujące się jak zwierzę – tak”.
W komentarzach pojawiały się też głosy, że problemem nie jest samo dziecko, ale sytuacje, w których rodzice całkowicie ignorują jego zachowanie.
„Nawet nie chodzi o płaczące dziecko, a o rodziców, którzy bardzo często nie robią nic, by dziecko uspokoić czy zrozumieć. Niestety spotkałem się z tym bardzo często. Dziecko krzyczy, płacze, a matka z ojcem w telefonach. Oczywiście nie zawsze, ale niestety często tak to wygląda”.
To ważne rozróżnienie, które przewijało się przez wiele komentarzy. Większość osób nie oczekuje przecież, że niemowlę przestanie płakać na zawołanie. Frustrację wywołuje raczej wrażenie, że rodzice nie reagują i nie próbują pomóc dziecku.
Czy małe dzieci powinny latać samolotami?
W dyskusji pojawiły się również głosy, że bardzo małe dzieci nie powinny podróżować samolotem, bo lot jest dla nich ogromnym stresem.
„Uważam, że takie małe dzieci nie powinny latać samolotami. Jest to ogromny stres dla nich i dla rodziców. Ja, będąc w samolocie, słysząc taki krzyk, płakałabym razem z tym dzieckiem. Lepiej odpuścić wymarzone wakacje z maluchem, który ma kilka miesięcy i potrzebuje komfortu, a nie hałasu i zamieszania”.
Jeden z komentarzy zwrócił uwagę na jeszcze inny aspekt: „Mnie przeraża to, że płaczące dziecko staje się problemem, ale szczekający piesek już nie.”
Ta wypowiedź dobrze pokazuje, dlaczego temat tak mocno dzieli ludzi. Dla jednych dziecko w przestrzeni publicznej jest naturalnym uczestnikiem życia społecznego. Dla innych – źródłem hałasu, którego można byłoby uniknąć.
Być może jednak największym problemem nie jest sam płacz dziecka. Niemowlę nie wybiera momentu, w którym zacznie płakać, i nie robi tego nikomu na złość.
Najwięcej emocji budzi pytanie, czy dorośli wokół potrafią zachować równowagę – rodzice, którzy próbują pomóc dziecku, i pasażerowie, którzy potrafią zaakceptować, że czasem podróż nie będzie idealnie cicha. W końcu samolot jest przestrzenią wspólną, w której potrzebna jest odrobina cierpliwości z każdej strony.
Zobacz także:
- Kto leciał z dziećmi samolotem, ten w cyrku się nie śmieje. „Matka zaczęła obierać jajka i absurdalnie się tłumaczyła”
- Matka rozkręciła aferę w samolocie. „Zapłaciłam, a nie miałam gdzie usiąść, żeby jej dziecko miało miejsce na nogi”
- Płaczące dziecko na pokładzie samolotu to nie problem. Ojciec: „Jestem dorosły i mam słuchawki”