Reklama

Podróż samolotem z dziećmi wymaga cierpliwości i dobrej organizacji. Rodzice zabierają przekąski, napoje czy ulubione smakołyki swoich pociech, żeby lot przebiegł spokojniej. Jak jednak pokazuje list naszej czytelniczki Kasi, nawet najlepsze intencje nie zwalniają z myślenia o innych pasażerach.

Lot z jajkiem-niespodzianką

W tym roku pierwszy raz od dawna polecieliśmy całą rodziną na wakacje samolotem. Ja, mąż i dwójka dzieci. Samolot był pełen rodzin z maluchami, więc od początku nastawiłam się na to, że będzie głośno, to były zresztą tanie linie i oblegany wakacyjny kierunek. Płacz niemowląt czy znudzone kilkulatki to przecież nic niezwykłego. Sama jestem mamą i wiem, że dzieci nie da się wyłączyć jednym przyciskiem.

Jeszcze zanim samolot wystartował, kobieta siedząca rząd przed nami na skos, zaraz z brzegu, zaczęła się jakoś dziwnie zachowywać. Już podczas prezentacji zasad bezpieczeństwa nerwowo grzebała w torbie wsuniętej pod fotel. Pomyślałam, że pewnie szuka chusteczek albo zabawki dla dziecka. Nawet nie przyszło mi do głowy, co wydarzy się chwilę później.

Kiedy zgasła kontrolka z zapiętymi pasami, kobieta wyjęła plastikowy pojemnik. Otworzyła go i zaczęła wyciągać ugotowane na twardo jajka w skorupkach. Spokojnie, jedno po drugim, obierała je nad tacką. Po chwili w całej części samolotu uniósł się bardzo intensywny zapach.

Ludzie zaczęli po sobie patrzeć. Kilka osób dyskretnie zasłoniło nosy ręką. Siedząca obok mnie starsza pani otworzyła nawiew nad głową i tylko pokręciła głową. Mój mąż szepnął, że chyba jeszcze nigdy nie czuł czegoś takiego podczas lotu, a lata dość często z pracy.

Kiedy ktoś zwrócił uwagę tej kobiecie, odpowiedziała dość głośno, że przecież nie zamierza głodzić dzieci tylko dlatego, że komuś przeszkadza zapach, a jak się nie podoba, to trzeba było lecieć Emirates. Powiedziała jeszcze, że jajka są zdrowe, a nie będzie przecież karmić dzieci chipsami.

Komfort dziecka kontra komfort współpasażerów

Oczywiście, że dzieci muszą coś zjeść. Sama zawsze pakuję do plecaka kanapki, owoce, wafle ryżowe czy chrupki kukurydziane. Naprawdę rozumiem, że kilkulatek może zgłodnieć w czasie podróży. Jest jednak ogromna różnica między podaniem dziecku przekąski a wyciąganiem jedzenia, którego zapach w zamkniętej kabinie samolotu czuć przez kilka rzędów.

Przez następnych kilkanaście minut atmosfera zrobiła się bardzo niezręczna. Niektórzy pasażerowie ostentacyjnie odwracali głowy, inni włączali nawiew na maksimum. Najbardziej było mi szkoda dzieci tej kobiety, bo one nie zrobiły nic złego. Jadły to, co przygotowała im mama, a cała irytacja otoczenia i tak skupiała się właśnie na ich rodzinie.

Wróciłam z tego lotu z jedną myślą. Podróżujemy razem i wszyscy mamy takie samo prawo do komfortu. Czasem wystarczy przez chwilę zastanowić się, czy to, co dla nas jest wygodne, nie stanie się bardzo uciążliwe dla kilkudziesięciu innych osób zamkniętych z nami w metalowej tubie kilka kilometrów nad ziemią.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Komentarz redakcji

Rodzice mają prawo zabierać do samolotu jedzenie dla dzieci, a podczas lotu nierzadko jest ono wręcz niezbędne. Warto jednak pamiętać, że kabina samolotu to zamknięta przestrzeń, w której intensywne zapachy są odczuwalne znacznie mocniej niż na co dzień.

Dlatego wielu podróżników i ekspertów od savoir-vivre'u radzi, by na czas lotu wybierać przekąski o neutralnym zapachu – na przykład kanapki, pokrojone warzywa, owoce, krakersy czy wafle ryżowe. To niewielki gest, który może sprawić, że podróż będzie bardziej komfortowa zarówno dla naszej rodziny, jak i dla wszystkich pozostałych pasażerów.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...