Nauczyciele masowo odchodzą ze szkół. „To już nie chodzi tylko o pieniądze”
Jeszcze kilka lat temu mówiło się głównie o brakach kadrowych w małych miejscowościach. Dziś problem dotyczy szkół w całej Polsce. Z pracy w zawodzie rezygnują nie tylko młodzi nauczyciele.

Wbrew pozorom nie chodzi wyłącznie o pensje. Niskie zarobki nadal są jednym z najważniejszych powodów odejść, ale nauczyciele coraz częściej mówią o czymś więcej: przeciążeniu, braku wsparcia i poczuciu, że ich praca przestała być szanowana.
„Polska szkoła to szkoła braku”
Takie określenie pojawiło się podczas debaty Związku Nauczycielstwa Polskiego poświęconej raportowi o odchodzeniu nauczycieli ze szkół, która miała miejsce jesienią 2024 roku. Badaczki z Uniwersytetu Warszawskiego zwróciły uwagę, że współczesna szkoła jest dla wielu pedagogów miejscem ciągłego niedoboru.
Brakuje nie tylko pieniędzy. Brakuje czasu, wsparcia, zaufania i zwykłego szacunku. Nauczyciele skarżą się, że są przytłoczeni biurokracją, dokumentami i obowiązkami, które nie mają wiele wspólnego z uczeniem dzieci.
W badaniach aż 75 proc. nauczycieli wskazało wynagrodzenie jako główny powód zniechęcenia do pracy. Na drugim miejscu znalazły się trudności we współpracy z rodzicami – wskazało je 49 proc. badanych. Pedagodzy coraz częściej mówią o roszczeniowości rodziców i o tym, że nauczyciel z autorytetu stał się kimś, kogo trzeba nieustannie kontrolować i rozliczać.
Wielu nauczycieli przyznaje też, że najbardziej boli ich brak uznania społecznego. Jeszcze niedawno ten zawód kojarzył się ze stabilnością i szacunkiem. Dziś coraz częściej słyszą, że „mają za dużo wolnego” albo „powinni sobie radzić”.
Odchodzą nie najmłodsi, ale ci, którzy zdążyli się rozczarować
Zaskakujące jest to, że z zawodu najczęściej nie rezygnują osoby tuż po studiach. Częściej odchodzą nauczyciele, którzy pracują już kilka lat i zdobyli pierwszy stopień awansu zawodowego.
Badaczki tłumaczą, że to moment, w którym mija początkowy entuzjazm. Młody nauczyciel wchodzi do szkoły z przekonaniem, że będzie miał wpływ na uczniów i będzie mógł rozwijać swoje pomysły. Po kilku latach zderza się jednak z rzeczywistością: niską pensją, nadmiarem obowiązków i permanentnym zmęczeniem.
Do tego dochodzi wypalenie zawodowe. Nauczyciele pracują nie tylko podczas lekcji. Po południu sprawdzają kartkówki, przygotowują materiały, odpisują rodzicom i wypełniają dokumentację. Wielu z nich przyznaje, że właściwie nigdy nie kończą pracy.
Coraz częściej mówi się też o jeszcze jednym, mniej oczywistym powodzie odejść: hałasie. Z badań prowadzonych w europejskich szkołach wynika, że nauczyciele są przemęczeni ciągłym przebywaniem w głośnym otoczeniu. Szkolne korytarze i stołówki osiągają poziom hałasu porównywalny z ruchem ulicznym czy wydarzeniami sportowymi.
Pedagodzy przyznają, że po kilku godzinach pracy mają bóle głowy, problemy z koncentracją i trudności z głosem. Część bierze z tego powodu zwolnienia lekarskie. Dla wielu osób to kolejny sygnał, że szkoła stała się miejscem, w którym trudno normalnie pracować.
Jeśli nauczyciele odchodzą, problem dotyczy nas wszystkich
To nie jest już problem pojedynczych szkół ani chwilowy kryzys. Polska szkoła starzeje się razem z nauczycielami. Coraz mniej młodych osób chce pracować w zawodzie, a ci, którzy przychodzą, często szybko rezygnują.
Eksperci alarmują, że jeśli nic się nie zmieni, za kilka lat może zabraknąć nauczycieli nie tylko od fizyki czy matematyki, ale także od języka polskiego, edukacji wczesnoszkolnej i przedmiotów artystycznych.
By zatrzymać nauczycieli w szkołach, nie wystarczy jednorazowa podwyżka. Potrzebne są mniejsze obciążenie biurokracją, realne wsparcie psychologiczne i większy szacunek dla tego zawodu. Bo kiedy nauczyciele odchodzą, tracą nie tylko szkoły. Tracą przede wszystkim dzieci.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Źródła: znp.edu.pl, glos.pl
Zobacz także: Snują się po korytarzach jak duchy. Nauczyciel „gorszego sortu” jest w każdej szkole