Reklama

Jestem nauczycielką języka polskiego, uczę w liceum. W tym roku pożegnałam się z moją klasą, po czterech latach. Każdy, kto choć trochę zna realia szkoły, wie, jak wygląda okres przed maturą – napięcie, powtórki, pytania, presja. A jeszcze jak się rozchodzi klasa, z którą się było przez 4 lata, to dochodzą dodatkowe emocje.

Ale to, co wydarzyło się w majówkę, przekroczyło dla mnie wszystkie granice.

„Może podeśle pani tematy?”

SMS przyszedł od mamy jednego z uczniów. Osoby, którą dobrze znam – aktywna w radzie rodziców, zawsze „zaangażowana”, czasem aż za bardzo. Już sam fakt, że ktoś pisze do mnie w trakcie wolnego dnia, w długi weekend, był dla mnie co najmniej niestosowny. Przecież zakończenie roku już miałyśmy nawet. Ale to, co przeczytałam, naprawdę mnie zamurowało.

„Dzień dobry, wiem, że to może nietypowe, ale może ma pani już tematy wypracowań na maturę? Bardzo by nam to pomogło :)”.

Niby uśmiechnięta emotka, niby lekki ton, niby „tylko pytanie”. Tylko że ja naprawdę przez chwilę zastanawiałam się, czy to jest żart. A jeśli tak, to wyjątkowo nietrafiony. Bo co to w ogóle za pomysł?

Granice, które przestały istnieć

Zacznijmy od podstaw. Nauczyciele nie znają tematów maturalnych. Nie mamy do nich dostępu, nie dostajemy ich wcześniej, nie ma żadnych „przecieków”, które można by komuś „po znajomości” przekazać. To powinno być oczywiste.

Ale nawet gdyby było inaczej – czy naprawdę ktoś uważa, że można tak po prostu napisać do nauczyciela w majówkę i poprosić o coś takiego?

To nie jest pytanie o pracę domową. To nie jest prośba o wyjaśnienie materiału. To jest sugestia, że nauczyciel mógłby – nawet pół żartem – uczestniczyć w czymś, co ociera się o nieuczciwość.

I to wysłane w czasie, który powinien być dla nas wszystkich czasem odpoczynku.

Mam wrażenie, że granice całkowicie się zatarły. Że nauczyciel przestał być traktowany jak człowiek, który ma swoje życie, swój czas wolny, swoją przestrzeń. Stał się kimś, do kogo można napisać w każdej chwili, z każdym pytaniem – nawet najbardziej absurdalnym.

„To tylko wiadomość” – naprawdę?

Ktoś powie: „To tylko SMS, nic wielkiego”. Tylko że za tym „tylko” kryje się sposób myślenia, który naprawdę mnie niepokoi. Przekonanie, że wszystko da się załatwić, że zawsze można spróbować, że może akurat się uda.

A jeśli nie – to przecież nic się nie stało. Tylko że się stało. Ten SMS pokazuje, jakie sygnały idą do dzieci. Że kombinowanie jest w porządku. Że można szukać skrótów. Że warto pytać o rzeczy, które nie powinny w ogóle przychodzić do głowy.

A potem wymagamy od tych młodych ludzi uczciwości na egzaminach.

Nauczyciel też ma prawo do majówki

Nie odpisałam od razu. Szczerze mówiąc, nie miałam ochoty wchodzić w tę rozmowę. Byłam z rodziną, chciałam spędzić ten czas normalnie, bez szkoły, bez pracy, bez takich sytuacji.

I chyba najbardziej zmęczyło mnie właśnie to – że nawet w takim momencie ktoś uznał, że może napisać, zapytać, „spróbować”. Nie, nie może.

Nauczyciel też ma prawo do wolnego. Do majówki, do obiadu, do spokoju. I do tego, żeby nie dostawać wiadomości, które przekraczają granice zwykłej przyzwoitości.

Bo naprawdę – są rzeczy, o które po prostu się nie pyta.

Zobacz także: Rekordowo krótki rok szkolny 2026/27: dzieci czeka mnóstwo wolnego. Rodzice będą musieli kombinować

Reklama
Reklama
Reklama
Loading...