„Po wycieczce zajrzałam do walizki syna i się rozbeczałam. Gdyby nauczycielom się chciało, może by zareagowali”
Czy nauczyciele powinni pomagać uczniom pakować się po szkolnych wyjazdach? Jedna mama nie ma wątpliwości, że tak. Po powrocie syna z kilkudniowej wycieczki przeżyła niemały szok.

Do naszej redakcji napisała mama ucznia piątej klasy szkoły podstawowej. Kobieta nie kryje rozczarowania tym, jak – jej zdaniem – nauczyciele wywiązali się ze swoich obowiązków podczas kilkudniowej wycieczki szkolnej. A raczej: nie wywiązali. Publikujemy jej list.
„Otworzyłam walizkę i nie mogłam uwierzyć własnym oczom”
Mój syn wrócił kilka dni temu z czterodniowej wycieczki szkolnej. Był zachwycony, opowiadał o kolegach, atrakcjach i nocnych rozmowach w pokojach. Ja też byłam spokojna, bo wyjazd organizowała szkoła, a opiekę sprawowali nauczyciele.
Do czasu.
Kiedy zabrałam się za rozpakowywanie walizki, dosłownie się rozbeczałam.
W środku znalazłam nie tylko rzeczy mojego dziecka. Były tam obce koszulki, jakieś skarpetki, bluza, której nigdy wcześniej nie widziałam. Wszystko było wymieszane. Nie wiedziałam, co należy do mojego syna, a co do innych dzieci.
Pomyślałam sobie: jak to w ogóle możliwe?
Przecież na wycieczce byli nauczyciele. Dorośli ludzie odpowiedzialni za grupę dzieci.
„Naprawdę nikt tego nie zauważył?”
Najbardziej zdenerwowało mnie to, że najwyraźniej nikt nawet nie zainteresował się tym, jak dzieci pakują się przed wyjazdem.
Mówimy o piątoklasistach. Tak, wiem, że mają po 11 czy 12 lat. Ale to nadal dzieci. Dzieci, które często zostawiają bluzy w szkole, gubią piórniki i zapominają zeszytów.
Naprawdę tak trudno było przejść się po pokojach i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku?
Mam wrażenie, że dziś nauczyciele coraz częściej zasłaniają się samodzielnością dzieci. Oczywiście, że trzeba jej uczyć. Ale może nie kosztem podstawowej organizacji?
Nie oczekuję, że ktoś będzie składał mojemu synowi ubrania w kostkę. Ale gdyby nauczycielom trochę bardziej się chciało, może zwróciliby uwagę, że dzieci wrzucają do walizek przypadkowe rzeczy.
„Za co właściwie odpowiadają opiekunowie?”
Najbardziej zirytowało mnie jednak coś innego. Kiedy zgłosiłam problem, usłyszałam, że takie sytuacje się zdarzają. Przepraszam bardzo, ale dla mnie to nie jest odpowiedź.
Jeżeli podczas wyjazdu dzieci mają same pilnować swoich rzeczy, same się pakować, same organizować wszystko wokół siebie, to po co właściwie tylu opiekunów?
Przecież rodzice powierzają szkole swoje dzieci i mają prawo oczekiwać, że ktoś będzie nad nimi czuwał.
Teraz muszę ustalać, do kogo należą rzeczy znalezione w walizce mojego syna, odpisywać na wiadomości innych rodziców i organizować wymianę ubrań. A przecież tego bałaganu można było uniknąć.
Naprawdę trudno mi zrozumieć, dlaczego nikt nie zareagował wcześniej.
Komentarz redakcji
Rozumiemy frustrację mamy. Odkrycie po powrocie z wycieczki, że rzeczy dziecka zostały pomieszane z ubraniami innych uczniów, może być irytujące i oznacza dodatkowe obowiązki dla rodziców.
Warto jednak pamiętać, że zadaniem nauczycieli podczas wyjazdu jest przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa grupie oraz organizacja przebiegu wycieczki. Trudno oczekiwać, by opiekunowie kontrolowali zawartość walizek, szczególnie gdy mowa o dzieciach ze starszych klas szkoły podstawowej.
Samodzielne pakowanie, pilnowanie własnych rzeczy i ponoszenie konsekwencji drobnych pomyłek są również częścią nauki odpowiedzialności. Zamienione ubrania czy przypadkowo zabrane rzeczy zwykle udaje się odzyskać, a takie sytuacje od lat zdarzają się na koloniach, obozach i szkolnych wyjazdach.
Choć emocje rodziców są zrozumiałe, warto pamiętać, że nauczyciele nie są osobistymi opiekunami jednego dziecka. Ich praca wymaga ogromnego zaangażowania, a wzajemny szacunek i realistyczne oczekiwania pomagają budować dobrą współpracę między szkołą a rodzicami.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: Nauczyciele powinni dyżurować w wakacje. „I tak nie mają co robić, a rodzice pracują”