Reklama

Pracuję w szkole podstawowej od kilkunastu lat. Widziałam już bardzo różne podejścia do dyscypliny. Takie, w których dziecko nie może napić się wody, bo „jest lekcja”. Takie, w których uczeń boi się poprosić o wyjście do toalety, bo kiedy pyta, słyszy: „Trzeba było iść na przerwie”.

I szczerze? Nigdy nie rozumiałam, co to ma wspólnego z nauką. Dziecko, które jest głodne, spragnione albo rozpaczliwie próbuje wytrzymać do dzwonka, nie będzie słuchało o częściach mowy ani analizowało „Kamieni na szaniec”.

Będzie myślało tylko o tym, żeby wytrzymać.

U mnie nie trzeba prosić o pozwolenie na siku

Na początku każdego roku mówię uczniom jedną rzecz.

Jeśli musisz wyjść do toalety – wyjdź. Nie musisz podnosić ręki i ogłaszać przy całej klasie, że chcesz iść do łazienki. Wystarczy, że pokażesz mi gestem albo po prostu wyjdziesz.

Jeśli chce ci się pić – napij się.

Jeśli jesteś głodny i masz w plecaku kanapkę, możesz ją zjeść. Oczywiście nie w czasie kartkówki i nie w formie pikniku w ostatniej ławce.

To naprawdę nie jest takie skomplikowane.

Niektórzy nauczyciele mówią mi, że przez takie podejście „wchodzę uczniom na głowę”. Że zaraz będą spacerować po klasie, chrupać chipsy i wychodzić co pięć minut. Tylko że to nigdy się nie dzieje, bo dzieci i nastolatki bardzo dobrze rozumieją różnicę między zaufaniem a samowolą. Kiedy wiedzą, że traktuje się je jak ludzi, zwykle same zaczynają zachowywać się dojrzale.

Pamiętam dziewczynkę, która bała się poprosić

Kilka lat temu miałam taką uczennicę. Bardzo spokojną, cichą dziewczynkę, grzeczną i piekielnie zdolną. Pewnego dnia na mojej lekcji nagle wybiegła z klasy i rozpłakała się na korytarzu. Tak nagle.

Okazało się, że na lekcji wcześniej inna nauczycielka nie pozwoliła jej wyjść do toalety. Dziewczynka była tak zestresowana, że nie wytrzymała, a dopiero u mnie na lekcji dotarły do niej te emocje.

Nigdy nie zapomnę jej wstydu. Chyba właśnie wtedy postanowiłam, że na moich lekcjach nikt nie będzie musiał błagać o możliwość skorzystania z toalety.

Nie chcę być nauczycielką, której uczniowie boją się bardziej niż sprawdzianu. Nie chcę budować autorytetu na tym, że mogę komuś czegoś zabronić. Autorytet buduje się inaczej. Spokojem, szacunkiem, konsekwencją.

Bo ja naprawdę mam zasady. Na moich lekcjach nie wolno przeszkadzać innym, obrażać, krzyczeć czy siedzieć cały czas w telefonie. Ale nie uważam, że podstawową potrzebę fizjologiczną trzeba zamieniać w walkę o władzę.

Człowiek jest ważniejszy niż regulamin

Czasem słyszę od innych nauczycieli, że jestem „zbyt miękka”. Że przez takich jak ja dzieci przestają szanować szkołę.

A ja mam dokładnie odwrotne doświadczenie. Moi uczniowie wiedzą, że mogą mi zaufać. Wiedzą też, że kiedy proszę o ciszę albo skupienie, robię to nie dlatego, że chcę pokazać, kto tu rządzi, tylko dlatego, że chcę ich czegoś nauczyć. Może właśnie dlatego zwykle słuchają.

Mam wrażenie, że polska szkoła za długo próbowała wychowywać dzieci posłuszeństwem. Tymczasem one nie potrzebują kolejnego dorosłego, który będzie im udowadniał, że nie wolno.

Potrzebują dorosłego, który pokaże im, że można być jednocześnie życzliwym i wymagającym, że można pozwolić napić się wody i jednocześnie nauczyć „Pana Tadeusza”. Że naprawdę nic złego się nie stanie, jeśli uczeń na lekcji polskiego zje kanapkę.

Komentarz redakcji:

Wielu nauczycieli, którzy dają uczniom więcej swobody, podkreśla, że szkoła nie musi opierać się wyłącznie na sztywnych zakazach i stresie. Coraz częściej mówi się o tym, że uczniowie lepiej funkcjonują tam, gdzie czują się traktowani po partnersku, a nie jak ktoś, kto przez 45 minut ma siedzieć nieruchomo i bez słowa wykonywać polecenia.

Szkoła nie powinna wymagać od dzieci ignorowania podstawowych potrzeb. Coraz więcej nauczycieli zwraca uwagę, że partnerskie podejście i zaufanie działają lepiej niż sztywne zakazy. Dziecko, które czuje się bezpiecznie i jest traktowane z szacunkiem, łatwiej się uczy i chętniej współpracuje.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: „Mój syn jest za dobry, by iść do publicznej szkoły. System by go połknął”

Reklama
Reklama
Reklama