Reklama

Mam wrażenie, że system działa przeciwko rodzicom, którzy naprawdę chcą pracować. Każdego ranka walczę z czasem, a przedszkole, zamiast pomagać – tylko dowala mi problemów. I ile można to jeszcze znosić? Jak długo mam być cicho?

Nie jestem szczęściarą z korpo

Jestem mamą 5-latka i pracuję na etacie. Nie mam luksusu przychodzenia na 9, wypicia kawki i odliczania do lunchu. Mój dzień zaczyna się wcześnie, bo dojazd do pracy zajmuje mi prawie godzinę. To oznacza jedno – muszę zostawić dziecko w przedszkolu jak najwcześniej.

Tymczasem placówka, do której chodzi mój syn, otwiera się dopiero o 7:00. Niby tylko pół godziny różnicy, ale w praktyce to dla mnie przepaść. Każdego dnia stoję pod drzwiami z innymi rodzicami i patrzę na zegarek, wiedząc, że już jestem spóźniona, zanim jeszcze zdążę wejść do środka.

Dlaczego przedszkola nie mogą być otwarte od 6:30? A może nawet od 6? Wiele osób zaczyna pracę o 7:00 albo nawet wcześniej. Czy naprawdę nikt o nas nie pomyślał?

Panie muszą mieć wygodnie, a rodzice niech sobie radzą

Najbardziej irytuje mnie podejście personelu. Kiedy zwróciłam ostatnio ciociom uwagę, że wcześniejsze otwarcie bardzo by pomogło, usłyszałam, że „takie są godziny pracy” i że „nie ma możliwości zmian”. Zero elastyczności, zero zrozumienia, a ja mam problem.

Mam wrażenie, że wszystko jest ustawione pod wygodę pracowników, a nie rodziców. Bo przecież łatwiej przyjść na 7:00 niż na 6:30, prawda? Tylko że to my później tłumaczymy się w pracy, my tracimy premie, my świecimy oczami przed szefem. Jak długo mamy robić ze swoich dzieci wymówki? Potem się dziwimy, że pracodawcy nie chcą zatrudniać kobiet...

Nie każdy ma babcię pod ręką ani możliwość pracy zdalnej. Ja nie mam. I naprawdę nie uważam, że to mój problem, tylko systemowy.

To przedszkole ma pomagać, a nie utrudniać

Zawsze myślałam, że przedszkole jest po to, żeby wspierać rodziców i dzieci. Tymczasem coraz częściej mam wrażenie, że to ja muszę dostosować całe swoje życie do zasad, które ktoś ustalił zza biurka.

Nie oczekuję cudów. Nie proszę o opiekę w środku nocy. Chodzi o pół godziny – trzydzieści minut, które dla mnie robią ogromną różnicę. Dzięki nim mogłabym normalnie funkcjonować, bez stresu i codziennego biegu. Mój syn też na tym by zyskał, jestem przekonana.

Naprawdę trudno mi zrozumieć, dlaczego nikt nie chce nawet podjąć dyskusji na ten temat. Czy rodzice pracujący są naprawdę tak mało ważni dla systemu? Myślicie, że 800 plus załatwia sprawę i mamy być cicho?

Komentarz redakcji

Trudno nie współczuć rodzicom, którzy zmagają się z napiętym grafikiem. Warto jednak pamiętać, że godziny pracy przedszkoli wynikają z organizacji placówki, przepisów oraz dostępności kadry.

Wydłużenie czasu pracy oznacza konieczność zapewnienia dodatkowych nauczycieli, przestrzegania norm czasu pracy i realnych kosztów, które ktoś musi pokryć. Pisanie o „lenistwie” personelu wydaje się niesprawiedliwe i zwyczajnie, po ludzku, krzywdzące dla nauczycielek.

Być może, zamiast obwiniać nauczycieli, warto skierować pytanie do samorządów: jak lepiej dopasować opiekę przedszkolną do realiów pracy współczesnych rodziców?

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: „Przedszkolanka nie miała prawa zabierać mojej córce telefonu. Pożałuje, z kim zadarła”

Reklama
Reklama
Reklama
Loading...