Reklama

Historia została opisana na Facebooku przez Elę Pieczarkę. Kobieta relacjonowała swoją podróż po weekendzie, podczas której do pierwszej klasy pociągu mieli dosiąść się rodzice z małym dzieckiem.

Jak wynika z jej wpisu, rodzina podróżowała z wózkiem oraz trzema dużymi walizkami. Bagaże miały stać wzdłuż korytarza i utrudniać przejście innym pasażerom.

„Wracam po weekendzie do domu w pierwszej klasie, gdzie dosiadają się Janusz i Grażyna z małym dzieckiem z wózkiem oblepionym tak, że idzie się przykleić oraz 3 wielkimi walizami. Pchają się do pierwszego przedziału”.

Na tym problemy miały się jednak nie skończyć. Okazało się, że rodzice kupili bilety dla siebie, ale nie mieli biletu dla dziecka. Konduktor miał wyjaśnić im, że ulgi obowiązują tylko w drugiej klasie. Według autorki wpisu rodzice nie chcieli przyjąć tego wyjaśnienia i szybko doszło do awantury.

Trudno nie pomyśleć, że część takich sytuacji można byłoby rozwiązać jeszcze przed wejściem do pociągu. Wystarczyłoby wcześniej sprawdzić zasady dotyczące przejazdu dziecka i upewnić się, jaki bilet należy kupić.

Dziecko nie oznacza, że zasady przestają obowiązywać

Podróżowanie z małym dzieckiem rzeczywiście wymaga sporej logistyki. Wózek, bagaże, dziecko i pilnowanie biletów mogą być dla rodziców sporym wyzwaniem. To jednak nie oznacza, że pozostali pasażerowie muszą rezygnować ze swojego komfortu.

Pociąg jest przestrzenią wspólną. Korytarz nie jest przechowalnią bagażu, a zasady dotyczące biletów obowiązują niezależnie od tego, czy podróżujemy sami, czy z dzieckiem.

I właśnie tutaj pojawia się ciekawy problem. Rodzice małych dzieci często oczekują od innych większej wyrozumiałości. To zrozumiałe – podróż z maluchem potrafi być naprawdę trudna. Ale ta wyrozumiałość powinna działać w obie strony.

Dziecko nie daje automatycznie prawa do zajmowania większej części wspólnej przestrzeni ani do ignorowania zasad przewoźnika. Z drugiej strony pasażerowie również mogliby czasem wykazać się odrobiną cierpliwości, zamiast natychmiast zakładać, że rodzic jest roszczeniowy.

„Zawsze w dłuższej drodze ściągam buty”

Wpis internautki miał jeszcze jeden, dość osobliwy wątek. Autorka zwróciła uwagę na osobę siedzącą w przedziale boso. Do posta dołączono zdjęcie stóp. Tutaj również zdania komentujących były podzielone. Jedna z osób napisała:

„Hm, ja zawsze w dłuższej drodze ściągam buty zarówno w pociągu, jak i samolocie, dbam jedynie o ich przyjemny zapach”.

Inni uznali jednak, że takie zachowanie świadczy o braku dobrego wychowania. Jak zauważył jeden z komentujących:

„Brak dobrego wychowania i ignorancja nie są powodem do dumy”.

Bose stopy mogą więc budzić niesmak, ale w całej historii znacznie ciekawsza jest kwestia granicy między prawem do własnego komfortu a pamiętaniem o innych pasażerach.

Bo niezależnie od tego, czy ktoś podróżuje z dzieckiem, ogromnym bagażem czy bez butów, w wagonie zawsze są też inni ludzie. I oni również mają prawo do spokojnej podróży.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...