Zamarłam w pociągu z Trójmiasta. Słów tego dziecka do zmęczonej matki długo nie zapomnę. „Totalna znieczulica”
Jedyne, co ciśnie mi się na usta po tym wszystkim, co zobaczyłam, to hasło: totalna znieczulica, bo skala egoizmu i bezczelności u tak młodego człowieka po prostu odbiera wiarę w przyszłe pokolenie.

Droga Redakcjo Mamotoja, piszę do Was te słowa w pociągu relacji Gdynia Główna − Warszawa Zachodnia, zaledwie godzinę po tym, jak na moich oczach rozegrała się scena, która do teraz nie daje mi spokoju. Siedzę w przedziale, patrzę na przesuwający się za oknem krajobraz i wciąż czuję w środku ogromny żal, złość i czyste, ludzkie zażenowanie. Mój mąż szturcha mnie w ramię i powtarza, żebym wyluzowała, przestała gapić się na obcych i niepotrzebnie nakręcać się sprawami, które mnie nie dotyczą, ale ja po prostu nie potrafię przejść nad tym do porządku dziennego.
Jestem mamą dwuletniej Zuzi, z którą właśnie wracamy z naszego pierwszego, krótkiego urlopu nad morzem. Wiadomo, jak wyglądają wakacje z takim maluchem − to potworne zmęczenie, wieczne pilnowanie na plaży, logistyka z wózkiem i spanie po kilka godzin na dobę, bo dziecko w nowym miejscu co chwilę się budzi. Niestety, dzisiejszy powrót z Trójmiasta uświadomił mi coś potwornego o starszych dzieciach i o tym, jak bardzo współczesne metody wychowania bez żadnych barier zawodzą na całej linii.
Powrót znad morza w pełnym słońcu. Jak bezduszny nastolatek zrobił z wagonu prywatny folwark
Kawałek przed nami siedziała rodzina − mama, tata, ich syn, chłopak na oko czternastoletni, oraz mała dziewczynka. Kobieta wyglądała na skrajnie wykończoną, miała podkrążone oczy, trzymała na kolanach córkę i co chwilę masowała sobie skronie, ewidentnie walcząc z potwornym bólem głowy lub migreną. Jej nastoletni syn, rozwalony wygodnie na siedzeniu pod oknem, przez całą drogę nie schował smartfona, grając w jakąś głośną grę i co sekundę rzucając wulgarnymi komentarzami pod nosem.
W pewnym momencie zmęczona kobieta bardzo cichym, wręcz błagalnym głosem poprosiła syna, żeby chociaż na pół godziny wyłączył dźwięk w telefonie albo założył słuchawki, bo od tego ciągłego piszczenia i hałasu zaraz pęknie jej głowa. Chłopak nawet nie oderwał wzroku od ekranu, ostentacyjnie westchnął, przewrócił oczami i rzucił, że go to kompletnie nie obchodzi i on nie zamierza się nudzić przez jej głupie humory.
Szokujące słowa w pociągu PKP. Matka poprosiła o pomoc, a w zamian dostała potężny cios
Inni pasażerowie natychmiast odwrócili głowy w ich stronę, a w wagonie zapadła głęboka, pełna niesmaku cisza. Kulminacja tego wszystkiego nastąpiła jednak dwadzieścia minut później, kiedy pociąg gwałtownie zahamował przed stacją, a zmęczona kobieta poczuła się na tyle źle, że musiała pilnie wstać i wyjść do toalety. Poprosiła syna, żeby pomógł jej podnieść z podłogi ciężki plecak z lekami i wodą mineralną, bo ona sama ma problem z kręgosłupem i słania się na nogach.
Reakcja tego młodego człowieka po prostu zwaliła mnie z nóg. Chłopak tylko zerknął na matkę, po czym wycedził, że nie ma czasu, a ona na siłę ciągnęła go na te beznadziejne wczasy nad morze. Kobieta schowała twarz w dłoniach i poszła do toalety, a jej mąż, zamiast twardo zareagować i utrzeć nosa rozwydrzonemu synowi, tylko udawał, że intensywnie patrzy w okno i czyta wiadomości w internecie.
Hodowanie emocjonalnych robotów. Dlaczego współczesne wychowanie bez wymagań rodzi potwory
Patrzyłam na tę całą sytuację ze łzami w oczach i czułam wściekłość na to, jak bardzo jako dorośli daliśmy sobie wejść na głowę własnym dzieciom dla świętego spokoju. W imię nowoczesnego, bezstresowego chowania i chronienia młodzieży przed jakimkolwiek wysiłkiem czy dyskomfortem, wyrosło pokolenie ludzi całkowicie pozbawionych empatii, szacunku dla rodziców i zdolności współczucia. Ten chłopak dostał od rodziców wszystko − drogie wakacje, markowe ciuchy i najnowszy smartfon, a w zamian nie potrafił podać matce butelki wody i bezczelnie upokorzył ją na forum publicznym.
Jeśli nie zaczniemy w naszych domach twardo wymagać od dzieci normalnego zaangażowania, szacunku dla ludzkiej pracy i pomocy w codziennych obowiązkach, to za kilkanaście lat obudzimy się w świecie rządzonym przez emocjonalne roboty, dla których drugi człowiek jest tylko narzędziem do spełniania zachcianek. Czas zacząć stawiać im sztywne, asertywne granice, bo mądre rodzicielstwo to nie wieczna obsługa fochów nastolatka, ale nauka odpowiedzialności za słowa i czyny.
Pozdrawiam Was ciepło z trasy,
Kinga
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl