Sprząta w szkole od 20 lat. „Kiedyś chociaż mówili mi dzień dobry. Dziś jestem niewidzialna”
Pani Jadwiga zna tę szkołę lepiej niż niejeden nauczyciel. Przez ponad 20 lat widziała pierwsze łzy pierwszoklasistów, szkolne miłości i kłótnie kolejnych pokoleń nastolatków. Dziś mówi, że najbardziej brakuje jej jednej rzeczy – zwykłego szacunku.

Pani Jadwiga pracuje w tej samej szkole od ponad 20 lat. Przez ten czas zmieniły się dyrekcje, nauczyciele, wyposażenie sal i oczywiście kolejne roczniki uczniów. Kobieta mówi jednak, że największą zmianę zauważyła gdzie indziej – w codziennym zachowaniu dzieci i nastolatków.
Nie uważa, że kiedyś wszyscy byli idealnie wychowani, a dzisiejsi uczniowie są źli. Sama przyznaje, że zawsze zdarzały się rozrabiające dzieci. Ma jednak poczucie, że kiedyś nawet najbardziej niegrzeczni uczniowie znali pewne granice.
„Kiedyś wiedzieli, że po drugiej stronie też jest człowiek”
– Pamiętam dzieci, które potrafiły narobić bałaganu na korytarzu, ale kiedy zwróciłam uwagę, to mówiły: „Przepraszam”. Czasami nawet same pomagały mi pozbierać papierki. Nie robiły tego dlatego, że się mnie bały. Po prostu wiedziały, że ja też jestem człowiekiem i że ktoś będzie musiał po nich posprzątać – opowiada pani Jadwiga, woźna w jednej z warszawskich szkół.
Dzisiaj takich sytuacji jest, jej zdaniem, znacznie mniej.
– Zdarza mi się umyć podłogę, odłożyć wiadro, odwrócić się na chwilę, a wtedy ktoś przechodzi przez środek, zostawiając mokre ślady. Czasami dzieci widzą, że właśnie sprzątam, i zamiast obejść to miejsce, idą prosto przede mną. Jakbym była częścią wyposażenia szkoły.
Kobieta mówi, że szczególnie przykre bywają sytuacje, w których uczniowie robią coś takiego celowo.
– Raz umyłam schody. Stałam jeszcze z mopem, a dwóch chłopaków zaczęło się śmiać i jeden powiedział do drugiego: „Patrz, zaraz znowu będzie miała robotę”. I specjalnie przeszli po mokrym. Powiedziałam, że przecież dopiero co umyłam schody. Jeden wzruszył ramionami i odpowiedział: „No i co? Przecież pani od tego jest”.
„Czasami śmieją się ze mnie”
Pani Jadwiga przyznaje, że właśnie takie słowa bolą ją najbardziej.
– Nie przeszkadza mi, że ktoś ma 10 czy 11 lat i czasami zachowa się głupio. Sama mam wnuki i wiem, że dzieciom różne rzeczy przychodzą do głowy. Ale kiedy ktoś patrzy na mnie z pogardą i mówi, że „jestem od sprzątania”, to już nie jest zwykły młodzieńczy wybryk.
Kobieta wspomina też sytuacje, kiedy uczniowie komentowali jej wygląd, ubranie albo sposób pracy.
– Kiedyś usłyszałam, jak dziewczyny śmiały się, że „pani Jadwiga znowu chodzi z tym swoim śmierdzącym mopem”. Niby nic wielkiego, ale ja to usłyszałam. Przeszłam obok i udawałam, że nie słyszę.
Zdarza się też, że uczniowie zostawiają śmieci dosłownie obok kosza.
– Papier leży na podłodze, kosz stoi metr dalej. Proszę dziecko, żeby podniosło, a ono pyta: „A od czego pani tu jest?”. Czasami mam ochotę odpowiedzieć: „Od sprzątania, ale nie od sprzątania po twoim braku wychowania”.
„Kiedyś uczniowie sami do mnie zagadywali”
Pani Jadwiga najbardziej tęskni jednak za zwykłymi kontaktami z uczniami.
– Kiedyś dzieci przychodziły i zagadywały. „Dzień dobry, pani Jadziu”, „Co pani dzisiaj tak wcześnie?”, „Ale pachnie po tym płynie”. Czasami ktoś opowiedział mi o meczu albo o tym, że dostał dobrą ocenę. Znałam dzieci z widzenia, wiedziałam, kto jest czyim rodzeństwem.
Dziś znacznie częściej widzi nastolatków ze słuchawkami w uszach, telefonami w rękach albo pochłoniętych rozmową.
– Mogę stać obok nich i sprzątać, a oni nawet mnie nie zauważają. Mówię „dzień dobry” i czasami nie dostaję żadnej odpowiedzi. I nie chodzi mi o to jedno „dzień dobry”. Chodzi o to, że człowiek przestaje czuć, że ktokolwiek go widzi.
Po dwóch dekadach pracy w szkole pani Jadwiga ma też własną teorię na temat tego, co się zmieniło.
– Może za dużo dzieciom wolno. Może za mało się od nich wymaga. A może po prostu dorośli za mało pokazują im na własnym przykładzie, że każdego człowieka trzeba szanować. Tego nie wiem.
Szacunek wynosi się z domu
Wie natomiast, czego chciałaby od rodziców uczniów.
– Chciałabym, żeby nauczyli dzieci szacunku do każdego człowieka. Bo dziecko samo nie wymyśla, że może patrzeć na kogoś z góry. Jeśli w domu słyszy, że pani sprzątająca jest tak samo ważna jak każdy inny człowiek, to wyniesie to ze sobą do szkoły.
Pani Jadwiga nadal lubi swoją pracę.
– Przez te 20 lat bardzo przywiązałam się do tej szkoły. Pamiętam dzieci, które dziś są dorosłe i mają własne rodziny. To mi daje dużo radości. Szkoda tylko, że coraz częściej mam wrażenie, że dzisiejsze dzieci nie pamiętają, że za mopem też stoi człowiek.
Zobacz także:
- Zaoferowała nastolatkom z osiedla 50 zł za skoszenie trawnika. Ich reakcja? „Śmiali mi się w twarz. Rośnie pokolenie gniazdowników”
- Dzisiejsza młodzież nie potrafi nawet zmienić żarówki? To, co zrobił 15-letni syn sąsiada na klatce, przeraża. „Pokolenie ciepłych kluch”
- Wysłała 10-latka po zakupy do osiedlowego sklepu. Wrócił z płaczem przez 1 rzecz. „Rośnie nam pokolenie niebieskich ptaków”