Reklama

Oczywiście nie dotyczy to wszystkich rodzin. Trudno też wrzucać całe pokolenie do jednego worka. Jednak wielu dorosłych przyznaje, że z niedowierzaniem obserwuje przemianę swoich rodziców.

„Na własnych dzieciach chciałam wszystko zrobić idealnie”

Barbara, 58-letnia babcia sześcioletniej Zosi, przyznaje, że dziś sama widzi, jak bardzo zmieniło się jej podejście.

– Kiedy wychowywałam syna, wydawało mi się, że dobra matka musi być przede wszystkim konsekwentna. Było dużo obowiązków, pracy, stresu. Czasy też były inne. Nie zastanawialiśmy się nad emocjami dzieci tak jak dziś.

Nie ukrywa, że czasem jest jej przykro, gdy syn żartuje z jej przemiany.

– Śmieje się, że dla niego miałam ciągle zakazy, a wnuczce pozwalam piec naleśniki i malować farbami pół kuchni. Może coś w tym jest. Na syna wydawało mi się, że działa tylko twarda ręka. Dziś wiem, że wiele rzeczy zrobiłabym inaczej. Wnuczka jest moim oczkiem w głowie. Nieba bym jej uchyliła.

„Kim są ci ludzie?”

Taką zmianę zauważyła również pani Aleksandra, mama ośmioletniego Antka.

– Kiedy byłam mała, tata był bardzo surowy. Nie pamiętam, żeby bawił się ze mną na podłodze czy czytał mi książki. Zawsze był zmęczony albo zajęty.

Dziś trudno jej uwierzyć, że to ten sam człowiek.

– Mój syn przyjeżdża do dziadków i od rana do wieczora budują razem karmniki, jeżdżą na rowerach, grają w planszówki. Tata ma dla niego tyle cierpliwości, że czasem patrzę na nich i myślę: „Kim są ci ludzie?”.

Nie ma jednak do rodziców żalu.

– Bardziej cieszę się, że mój syn ma takich dziadków. Może po prostu kiedyś nie umieli być innymi rodzicami.

„Szkoda, że mnie tego zabrakło”

Nie wszystkie dorosłe dzieci potrafią jednak patrzeć na tę zmianę bez emocji.

– Kocham moją mamę i wiem, że jest cudowną babcią. Ale czasami zwyczajnie boli mnie, kiedy widzę, ile ciepła daje mojej córce – przyznaje Marta, mama pięcioletniej Hani.

Jak mówi, w jej domu dominowały dyscyplina i wysokie wymagania.

– Za czwórkę było pytanie, dlaczego nie piątka. Za płacz słyszałam, że mam przestać się mazać. Dzisiaj moja córka rozleje sok, a babcia mówi: „Nic się nie stało, zaraz posprzątamy”.

Marta podkreśla, że nie ma pretensji.

– Bardziej czuję żal do tamtych czasów niż do mamy. Myślę, że wiele osób z jej pokolenia wychowywało tak, jak sami zostali wychowani. Ale czasem trudno nie pomyśleć, jak wyglądałoby moje dzieciństwo, gdybym dostała tyle cierpliwości, ile dziś dostaje moja córka.

Dlaczego dziadkowie się zmieniają?

Psychologowie od lat zwracają uwagę, że rola dziadków jest zupełnie inna niż rola rodziców. Nie spoczywa na nich codzienna odpowiedzialność za wychowanie, utrzymanie domu czy podejmowanie trudnych decyzji. Mają więcej czasu, mniej presji i często chcą naprawić błędy, które – z dzisiejszej perspektywy – sami dostrzegają.

To nie znaczy, że pokolenie X było „kiepskimi rodzicami”. Wielu wychowywało dzieci najlepiej, jak potrafiło, w realiach zupełnie innych niż współczesne. Jednak trudno nie zauważyć, że dla wielu wnuków mają dziś znacznie więcej cierpliwości, czułości i czasu.

A ich dorosłe dzieci? Często patrzą na tę przemianę z mieszanką wzruszenia, zdziwienia i odrobiny zazdrości. Bo choć cieszą się szczęściem swoich dzieci, czasem nie mogą oprzeć się myśli: „Szkoda, że ja nie poznałam takiej mamy albo takiego taty”.

Zobacz także: Nie może znieść, gdy dziadkowie biorą jej dziecko na ręce. „Skręca mnie w środku”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...