Reklama

Na redakcyjną skrzynkę trafiają listy o kłótniach z teściami, dziadkami czy wychowaniu dzieci. Ten poruszył nas szczególnie, bo nie dotyczył złośliwości ani prezentów, lecz granic, których – zdaniem naszej czytelniczki – nie powinno przekraczać się nawet w imię najlepszych intencji. Wszystko zaczęło się od jednego telefonu od 8-letniego syna.

To miały być zwykłe wakacje u dziadków

Mój syn ma osiem lat. Razem z mężem nie jesteśmy osobami wierzącymi. Świadomie podjęliśmy decyzję, że nie ochrzcimy naszego dziecka i nie będziemy wychowywać go w żadnej religii. Uznaliśmy, że kiedy dorośnie, sam zdecyduje, czy chce wierzyć i jaką drogą chce pójść. Moi rodzice doskonale o tym wiedzą, chociaż nigdy się z tym nie pogodzili.

Na początku sierpnia syn pojechał do nich na kilka dni. To nie był pierwszy taki wyjazd. Dziadkowie mieszkają na wsi, mają ogród, psa, huśtawkę i mnóstwo czasu dla wnuka. Byłam spokojna, bo wydawało mi się, że mimo różnicy poglądów potrafimy wzajemnie szanować swoje wybory.

„Mamo, nie chcę już tu spać”

Syn zadzwonił do mnie czwartego dnia, wieczorem. Od razu usłyszałam, że coś jest nie tak. Mówił cicho, jakby bał się, że ktoś go usłyszy. Powiedział tylko: „Mamo, możesz po mnie przyjechać? Nie chcę już tu spać”.

Zaczęłam dopytywać, czy coś się stało, czy pokłócił się z dziadkiem, czy może źle się czuje. Dopiero po chwili wyznał prawdę, aż zaczęły mi się trząść ręce ze złości. Okazało się, że babcia codziennie przed snem każe mu klękać przy łóżku i odmawiać pacierz. Powiedział, że kiedy mówi, iż nie umie, babcia uczy go kolejnych modlitw i tłumaczy, że bez tego „Pan Bóg będzie smutny”.

Najbardziej ścisnęło mnie za serce, gdy usłyszałam jego kolejne zdanie: „Ja nie chcę robić czegoś, czego ty i tata nie robicie”.

Nie zastanawiałam się ani chwili. Wsiadłam do samochodu i pojechałam po syna, choć do rodziców mam prawie dwie godziny drogi.

To nie chodzi o modlitwę

Mama była oburzona. Powiedziała, że robi to dla jego dobra i że kiedyś nam jeszcze podziękuję. Tłumaczyła, że kilka modlitw nikomu nie zaszkodziło, a dziecko powinno znać pacierz. Dodała nawet, że skoro my nie chcemy go wychować „porządnie”, to ona ma obowiązek zrobić to za nas. Wciąż nie wierzę, że ona naprawdę to powiedziała.

Nie mam pretensji o to, że moja mama się modli. To jej życie i jej wybór. Nigdy nie próbowałam jej tego zabraniać ani przekonywać, że robi coś złego.

Mam jednak ogromny żal o to, że świadomie zignorowała nasze decyzje jako rodziców i postawiła mojego syna w sytuacji, w której bał się odmówić własnej babci. Nie chcę, żeby moje dziecko czuło, że musi wybierać między tym, czego uczą go rodzice, a tym, czego wymaga od niego ktoś inny.

Najbardziej boli mnie to, że syn przestał czuć się u dziadków bezpiecznie. Jeszcze kilka tygodni temu nie mógł się doczekać wyjazdu do nich. Dzisiaj mówi, że nie chce tam wracać. I chyba najbardziej szkoda mi właśnie tego.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...